10 września 2010

business intelligence

.


Jeśli ktoś ciekaw, co to takiego Business Intelligence i czym 'to się je' to zapraszam do zabawy w googlowanie. Zapytania w tej sprawie i innych przyjmuję od przyszłego poniedziałku do piątku od 8mej do 16tej w ramach obowiązków służbowych.
Natomiast dziś świętujemy w swoim gronie 7lecie firmy. Wybraliśmy miejsce ulubione w naszym uroczym mieście, pub Haust, gdzie dobre piwo i smaczne jedzonko pogłębią smak piątkowego wieczoru. Zapowiada się wesoły wieczór, bo wiem, że rozluźnienie pogłębia się proporcjonalne do ilości kufli piwa, a tym samym poczucie humoru mieni się wielobarwnie.

Ps.
Pilna sprawa! Wypożyczę samochód na jutro do Sławy, od 7mej do 15tej. Notabene, od miesiąca szukam swojego samochodu... proszę mu przekazać, że czekam nań niecierpliwie.

projekt: WG

9 września 2010

il bel far niente, czyli słodkie nieróbstwo

.
Imieniny miesiąca a deszcz pada i pada...


Jestem przy Tobie. Kocham Cię. Nie przeszkadza mi, że musisz przepłakać cała noc, i zostanę z Tobą. Jeśli znów potrzebny ci lek, nie wahaj się, weź go... ja i tak będę Cię kochać. Jeśli nie potrzebujesz leku, też będę Cię kochać. Nie ma niczego, co mogłoby odebrać moją miłość. Będę Cię chronić aż do końca, a i po śmierci wciąż będę Cię chronić. Mam większą moc niż Przygnębienie i więcej odwagi niż Samotność i nic nigdy nie wyczerpie mych sił.


W połowie stycznia 2008 roku Adaś w odpowiedzi na mój rozpadający się stan istnienia rzekł:
koniecznie przeczytaj te książkę, jest idealna dla Ciebie.
Krzyknęłam na niego ze złością: nie chcę niczego czytać, chcę głębokiego spokoju, a on na to: przeczytaj, jeszcze mi podziękujesz.

Nie pamiętam, czy kupiłam, czy dostałam odeń w prezencie. Nie mając nic lepszego w zanadrzu czytałam, i z dnia na dzień wewnętrzne światełko stawało się coraz większe i jaśniejsze. Po pewnym czasie zaczęłam znów uśmiechać się do siebie i marzyć i szukać.

Okruchy języka włoskiego, który uwielbiam

e l'Amor che move il sole e l'altre stelle...

Czysta poezja!!!

Włochy to kraj, który przypadł mi do gustu bardzo, ludzie, wśród których czuję się swobodnie, lekko i radośnie. I jeszcze Indie i Bali, o których marzę, ba, już czuję zapach gęstego powietrza i ciepło słońca, jakbym tam kiedyś była; tam daleko czekają na mnie magiczne miejsca. I Elizabeth, jak ja, poszukująca swojego głosu, kontaktu z duszą i własnego sposobu na życie - bycie sobą dla siebie.

Nigdy nie zapominaj, że kiedyś, dawno temu, w chwili nieuwagi, rozpoznałaś w sobie przyjaciela.

Minęło wiele miesięcy. Codziennie doświadczam siebie na wiele sposobów. Dotarłam do cudownego uczucia zrozumienia il bel far niente i coraz częściej jestem spokojna, jak... jak oaza spokoju. Oczywiście, jakaś część mnie lęka się, bo jest wytresowana na działanie, kombinowanie, planowanie, udowadnianie, zasługiwanie. I jest już nowe niezwykłe coś, co jest prostą radością istnienia, czystego przeżywania emocji, odczuwania życia takim, jakie mi się odsłania.

The beauty of doing nothing, bez-wysiłkowe smakowanie czystego istnienia w ludzkiej formie.
Otrzymałam od nauczyciela angielskiego wersję oryginalną i postanowiłam wrócić do tej historii od innej strony i z innego powodu. Czy ten eksperyment się uda? Chętnie się przekonam, nawet jeśli potrwa nieokreślony długi czas.




Dostałaś życie; Twoim prawem, jako istoty ludzkiej, i obowiązkiem zarazem, jest znaleźć w nim coś pięknego, i nawet gdyby było bardzo małe, to jest Twoje, własne.



cytowane fragmenty: Elizabeth Gilbert " Jedz Módl się Kochaj"/"Eat Pray Love"
foto google

8 września 2010

czas winobrania

.


:)


Pojechaliśmy do Starej Wsi po zamówione wino i konfitury z winogron. Dom z czerwonej cegły przy wiejskiej drodze prowadzącej wzdłuż wału Odry. Po podwórku biegają dwa duże, przyjaźnie nastawione psy. Ciepła rozmowa podczas wypisywania faktury. Uczucie, jakbym zanurzyła się w innym świecie. Kupiłam też śliwki w zalewie z czerwonego wina na wieczorne spotkanie z Alicją. Pyszne - rarytas jakich mało!
Dziś poznałam nowe miejsce i czas winobrania zyskał nowy wymiar i smak wina dojrzewającego w ciepłych promieniach słońca niecałe 30 km od Zielonej Góry.

foto: google

5 września 2010

moc serca

.




You look for sun and i look for rain
We’re different people, we’re not the same
The power of the sun

(...)

You looked at me and i looked at you
The sleeping heart was shining through,
The wispy cobwebs that we’re breathing through
The power of the heart
I looked at you and you looked at me
I thought of the past, you thought of what could be

(...)

You know me i like to dream a lot
Of what there is and what there’s not
But mainly i dream of you a lot
The power of your heart


from album Scratch My Back of Peter Gabriel



__________________________


Pokochałam muzykę Piotra od pierwszego zasłuchania. Pamiętam, że to był poranek wtorkowy 10 stycznia 21 lat temu. W Łodzi. Urzekło mnie nieco mroczne "Here comes the flood".
Taaak... dziwna to miłość!!!
... trwa, trwa, trwa...

3 września 2010

i już weekend

.


Zbliża się północ. Wstawiłam chlebek do pieca. Rósł, rósł aż urósł do pieczenia.
Rozleniwił mi się ostatnio kochany zakwas i ćwiczę przy nim świętą cierpliwość. Szansa na własną aereolę pojawi się w oczekiwaniu na finał pieczenia, bo za godzinkę gotowe chlebki trza wyjąć z formy, ułożyć na kratce do oddychania.
Yerba mate w kubeczku ujrzała dno. Zgłodniałam, więc wyjadam zupę pomidorową i zagryzam ogórkiem małosolnym. Dziś proszę wyłączyć mnie z kręgu osób inspirujących zdrowy styl życia.

Za dynamiczny, pracowity dzień, słoneczny, acz chłodnawy - dziękuję.
Spokojnej nocy!

2 września 2010

Zmierzch po zmierzchu

...

Sama siebie zaskakuje i zadziwiam. Znienacka, nieoczekiwanie zanurzyłam się z ogromną przyjemnością w filmach z cyklu: saga Zmierzch. Nie pamiętam dokładnie, kiedy to do mnie przyszło i z jakiego powodu, ani w jakich okolicznościach. Było lato gorące i prawdopodobnie podczas oglądactwa Kai coś mnie zatrzymało i pewnego popołudnia poczułam, że chce posłuchać muzy, co brzęczy mi w uszach. Poklikałam na you tubie, gdzie spotkałam Debussiego w interpretacji Yiruma i wyklikałam premierę na HBO. Obejrzałam i poprosiłam o więcej. Otrzymałam Twilight i New Moon na domowym pendrivie, gdzie zaglądam od czasu do czasu, a wczoraj Kaja do gorącej czekolady dorzuciła specjalny prezent: mami, mam dla Ciebie niespodziankę; zauważyłam, że polubiłaś ten film i ściągnęłam dla Ciebie "Eclipse".

Z książką wydarzało się anegdotycznie. Pamiętam, że ponad rok temu była bardzo modna, słyszałam emocjonalne recenzje. Koleżanka pożyczyła mi pierwszą część, żebym się trochę 'rozerwała', bo grzechu zaczytania warta. Dzieci przeczytały wszystkie części i stwierdziły - może być. Książka wypożyczona w styczniu przemówiła do mnie 2 tygodnie temu i mówiła przez jedno popołudnie, wieczór, do drugiej w nocy. Film ma w sobie dynamikę, książka wydaje się być nie najlepiej przetłumaczona. Mam przeczucie, że oryginał ma się lepiej. Może się skuszę.


Obraz, gdzie dźwięki, krajobrazy, przestrzeń... Mnóstwo drobiazgów zatrzymuje mnie w nim, sprawiają, że przy nich się uśmiecham. Pojedyncze zdania... prosty, niemal banalny przekaz. Dużo ciszy jest w tych filmach. Tak, zdecydowanie, cisza między słowami i natura ujmują mnie.

1 września 2010

przeminęło z wiatrem a czasem pod wiatr

...

tik, tak, tiki-tika-tak... i zaczęło się końcowe odliczanie

Oskar już w Warszawie. Urządza się chłopiec-mężczyzna w swoich czterech kątach. Zasiliwszy szeregi studentów SGH, nabiera mocy, wędrując poprzez bieszczadzkie połoniny, integrując się z innymi pierwszakami. Kaja zainaugurowała swoją ostatnią klasę liceum - trzecią maturalną, formalnie prawniczą, nieformalnie rolniczą (nie bez kozery nasze miasto jest zagłębiem kabaretowym)


Gimnazjalny mundurek w szafie Kai przypomina mi o różnorodnych zdarzeniach z czasów gimnazjalnych, kiedy to biegałam nie tylko na zebrania rodziców, ale i na wezwania Pani Dyrektor lub Pana Dyrektora.
Notabene, rzeczony mundurek służył raptem 5 miesięcy i wisi na wieszaku jako wspomnienie kreatywności ministerialnej.
:)
Cóż za dziwne uczucie!
Słowo gimnazjum przywołuje zmiksowane skojarzenia, interesujące czasy dla obojga moich dzieci i dla mnie.
Burzliwy czas przemian naszej trójki przeminął w mgnieniu oka.



Z Dziennika mamy dwojga wyczytać można o fantastycznym przedszkolu, które rozpoczęło w namacalny sposób odcinanie pępowiny, o szkole podstawowej, kiedy to w zdecydowany sposób przekonywałam Panią Dyrektor, że jestem świadoma czego chce dla mojego pierwszego dziecka, drugiego już nie obejmowała rejonizacja. Przez 7 lat wielekroć spotykałam się na rozmowach w gabinecie. To był wymagający i kolorowy czas zarazem. Poznałam wszystkie smaki polskiej oświaty, odpowiedzialności i solidnej pracy, i wszelakich odwrotności dobra, świadomego rodzicielstwa, zaangażowania. Pozostały przyjaźnie, miłe wspomnienia.



Duża mała córeczka większość czasu wolnego spędza w gronie przyjaciół. Kreatywna, twórcza, pomysłowa, dynamiczna dziewczynka. Kilka chwil temu maleńka, uparta, kochana, przynosiła rysunki w serduszka z kotkami dla kochanej mamusi, a dziś wędruje własnymi dróżkami w dorosłe samodzielne i niezależne życie. Daje buziaka i bye. Dom stał się dla obojga przystania, do której wracają z przyjemnością. Maja swoje tutaj miejsce, łóżko, ciszę, swobodę, akceptację, swoiste korzenie.
To ostatni rok mamowania w domowej codzienności. Cóż za przestrzenne doświadczenie. A tyle w nim ciszy, ciekawości, uważnego przyglądania i zaufania.
I wiraż za wirażem.

Patrzę w lustro. Tak, tak... mamuś, jest dobrze, jest dobrze!!!

już czas

.



Początek...

Od dwóch tygodni pachnie jesienią. Niespodziewanie, nagle - za szybko! Nie rozsmakowałam się w ciepełku sierpniowych popołudni i wychładzających się stopniowo wieczorów. Czas przejściowy nie był wpisany w tym roku w kalendarz natury. Poranki są piękne, mgliste, pachną igliwiem, i są bardzo chłodne. Popołudnie potrafi zaskoczyć ciepełkiem, rozgrzane powietrze dopieszcza skórę, ale jak tylko słońce schowa się za drzewa przenika niemal lodowaty chłód. Brrrr.... Tę jesienną niespodziankę potrafi już tylko usprawiedliwić poranny ptasi śpiew i niepowtarzalny klimat zanurzony w ciszy. Oczyma wyobraźni widzę jak liście nabierają powoli kolorów i opadając układają kolorowe dywany poprzetykane nićmi babiego lata. To niebawem, za dni parę, tymczasem głóg i jarzębina czerwienią się w słońcu, łany wrzosów prowokują zmysły, a w domku suszą się grzyby. I pachnie w charakterystyczny gęsty, mocny, zmysłowy sposób, bo jesień to buzujący tygiel zapachów.

Wrzesień to nie tylko zapowiedź kolejnej pory roku, to zapowiedź kolejnego calutkiego roku. Wrzesień wpisany w cykl zmian odsłania Początek Nowego. Tak było i tak jest.

cdn.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...