5 sierpnia 2010

apetyt na życie

.


W dzisiejszy ciepły wieczór siedziałyśmy z Alicją na balkonie, z uczuciem lotu ptaka, jak na tarasie z miastem pomiędzy drzewami u stóp. Widok jak marzenie: zielono aż po horyzont, który nakreśla linia lasu, a nad lasem niebo i zachodzące słońce; rozproszone promienie w chmurach gęstych, pozwalających światłu przedrzeć się, by zachwycić uwielbiające takie chwile dwie kobiety i jedno maleństwo, co mieszka w brzuszku mamusi już prawie 8 miesięcy. Znamy się 13 lat, doświadczyłyśmy wspólnie różnych smaków życia, organizowałyśmy przyjęcia urodzinowe dla naszych dzieci, patrzyłyśmy jak rosną, stają się samodzielne, niezależne, i mamy niesamowita radochę i przyjemność równolegle smakować czasu gwałtownych przemian na inne, nowe. Dzisiejsze i dobre i gorzkie smakuje inaczej niż minione i dobre i gorzkie. Morfeusz w moim ulubionym filmie powiedział, że niektóre rzeczy się zmieniają a niektóre pozostają niezmienne. W rzeczy samej! Nadal czujemy się w swoim towarzystwie znakomicie: energia płynie kaskadowo, miękko, mamy w sobie tę samą moc i radość, umiejętność cieszenia się drobiazgami i nieokiełznany optymizm, słowem - duży apetyt na życie.

kiedy patyk mówi NIE

.

... czyli o tym, jak finiszuje pierwszy etap projektu.

W biurze stowarzyszenia od 11tej. Drukuję materiały ćwiczeniowe dla każdej kobietki uczestniczącej w warsztatach w Sulechowie. Każdą kartkę wkładam do koszulki i układam w zestaw w segregatorze do przeglądania, własnej pracy, inspiracji dnia codziennego, kiedy odświętny charakter weekendowych spotkań odpłynie w Przeszłość. Plan był taki, że do 14tej skończę. Plan nie przewidział, że to robota drobiazgowa i czasochłonna. Zdążyłam wpaść na 10 minut do Hebana na czekoladę z Misieńką i odprowadzić ją na dworzec, skąd pociąg do taty odjechał o 17.38. Kilka wspólnych drogocennych chwil z całego wakacyjnego dnia. Heh!!!
Jest dobrze. Udało się, i mimo pośpiechu w tle, płynęłam ze spokojem, z radością, że każda rzecz znalazła się na swoim miejscu we właściwym czasie. Nawet zdążyłam etui na okulary pozostawione po drodze odebrać, a przy okazji odkryłam ze nóżka sprawniejsza i biegać potrafi. Znów!!! Radocha i satysfakcja.

Zostało jeszcze do napisania:
strona tytułowa
kilka słów podsumowania i podziękowania,
CV
kwintesencja warsztatów w formie wykładu - wersja elektroniczna

oraz

przygotowanie szablonu pod swoją Mapę Marzeń i smakowitych dodatków do niej (czasopisma, banknoty, i małe co nieco na szczęście - jutro wybywam z samego rana do Centrum ogrodnictwa na Krakusa w poszukiwaniu niespodzianek oraz do Castoramy, bo drewniany element usztywniający arkusz ułamał się krnąbrnie i stał się zwyczajnym patyczkiem, wobec czego zakupię nowy).


Zapowiada się długa pracowita noc i krótki sen.

3 sierpnia 2010

tarta 'la mea

.

Napisano w piśmie pełnym mądrości, że na samym początku jest słowo. Nie zgadzam się. Zanim powstanie słowo, pojawia się myśl, a myśl jest odpowiedzią na pragnienie. Pragnienie to uczucie, i to właśnie uczucie jest pierwotnym warunkiem, motywacją tworzenia.

Pragnieniem łasucha jest zjeść coś pysznego, innego niż inne znajome pyszności. Lubię eksperymentować, raz bardziej, raz mniej, i tym razem postawiłam na prostotę rozwiązania, i już wiem, jak z tego samego, co już się lubi, zrobić nowy rarytas.



Recepta:

Maliny - koszyczek
czarne jagody - 1 litr
śmietana 30% - 500 ml
serek mascarpone - 2szt.
cukier na oko ok. 6/8 łyżek

biszkopt z 3 jajek, lub gotowiec biszkoptowy na spód ciasta
herbata z rumem do nasączenia spodu

sposób działania:

spód biszkoptowy nasączam mocnym naparem herbaty (filiżanka) z 3 łyżkami rumu,
owoce opłukuję i odsączam w sitku (a nawet dwóch, jagody i maliny osobno)
śmietanę ubijam z cukrem, aż zesztywnieje, po czym dodaję serki i miksuję do jednolitej masy (jeśli nie zapomnę to dodaję sok ze świeżo wyciśniętej cytryny, łyżkę albo dwie)

kilkanaście malin odkładam do ozdobienia, a pozostałe wraz z jagodami wrzucam do masy śmietanowo-serowej i mieszam łyżką, delikatnie, tak, żeby nie zgnieść malin, po czym miksturę nakładam na biszkopt, rozprowadzając wedle fantazji;
pozostałe malinki układam na wierzchu i wstawiam do lodówki



Po dwóch godzinach można pałaszować. Najsmaczniejsze jest w upalny i na drugi dzień, o ile coś jeszcze zostanie, a ponieważ nie ma nań określonej nazwy, to idę tropem komentarza moich sąsiadów: o, tarta!!! wygląda pysznie!!! i nazywam ją od teraz: tarta 'la mea.


Ps.
Do jednego z pierwszych tego rodzaju ciast wymieszałam borówki, maliny i czerwone porzeczki. Mi smakowało, dzieciom nie za bardzo, bo za kwaśne.
De gustibus non est disputandum!

2 sierpnia 2010

męskie klimaty

.


... i będzie miał czarne kędziorki - rozmarzonym głosem dokończył zdanie kolega.

...

Zajrzeli do nas znajomi, późnym wieczorem, po calutkim dniu intensywnej pracy.
Rzut beretem stąd, na niecały kilometr, powstał z ich marzeń i pasji drugi sklep Green Shop, sklep z żywnością ekologiczną. Kolejny dzień rozpakowywania, układania rzeczy na półkach i potrzeba relaksu na łonie natury, z butelką wina z dobrym jedzonkiem. Grill rozgrzany do czerwoności, więc ziemniakom zdjęłam mundurki, nałożyłam kawałki żółtego sera, posypałam przyprawą ziołową i na ruszt, do tego pomidory z serkiem feta i bazylią. Na przystawkę pasztet z pestek dyni i chlebek. Na deser ciasto z czarnymi jagodami i malinami. Rozmowy o wszystkim, a nade wszystko o zmianach w naszym życiu, o rozwoju naszych dzieci, o spełnianiu się marzeń.
Znamy się z Josephem od 10 lat. Jesteśmy rodzicami dzieci, które nie tylko się przyjaźniły i przyjaźnią nadal, dziewczynki wyrastają na piękne kobiety, ale i doświadczają różnorodnych smaków życia, także burzliwych zmian w życiu swoich rodziców. Krajobraz wokół nas zmienia się z roku na rok, z dnia na dzień. W jego życiu pojawiła się śliczna dziewczyna z bogactwem swoich osobistych doświadczeń i stworzyli związek silny, dojrzały, rozwijający się świadomie, z uważnością i z błogosławieństwem 2letniej córeczki, i syna, który już żyje w ich sercach.
Mam poczucie ekspansji nowego życia w męskich klimatach, bo... Wczoraj usłyszałam: 'otwieramy się na drugie dziecko, odstawiam tabletki, a życie zdecyduje o tym, jak i kiedy to się stanie'. Skądinąd wiem, że ponad 3 letnia dziewczynka tęskni za braciszkiem. Przyjaciółka, moja rówieśniczka, za 2 miesiące urodzi chłopca, brata dla 22letniej córki i 18letnego syna... i tak mogłabym wyliczać jeszcze długo. Fenomenalny czas przemian, nieprawdopodobnych zjawisk. Dzieje się coraz ciekawiej!

Foto: dream

1 sierpnia 2010

jawa we śnie i wibrujący bączek

.

Fajny film dzisiaj widziałam i świetnie się bawiłam! Lekko i przyjemnie, bo:
jest jak zabawa w budowanie zamku z klocków, a potem jego burzenie, w odwróconej perspektywie lustra,
jak Nietzscheańska gra w kości na niebiańskim stole,
jak gra w domino, kiedy się kostki przewracają się w jedną i w drugą stronę, od początku, którego nikt nie pamięta, i bez końca.

Czym jest świadomość?
Jakie są możliwości umysłu na poziomie świadomości, a jakie możliwości stoją przed nim w przestrzeni nieświadomości?
Czym jest los? Hmmm... Wygląda na to, że świadomą grą umysłu i emocji w przestrzeni kolejno uświadamianych sobie pokładów nieświadomości i kreatywnej wyobraźni na każdym z poziomów wyobrażania sobie i odczuwania;
snem w śnie śniącego, który śni swój kolejny sen;
czymś więcej?

To naprawdę niezła zabawa!!!

Zadanie głównego bohatera: zaszczepić ideę, zasiać ziarenko w umyśle tak, by owo ziarenko zamieniło się w naczelne przekonanie decydujące o jakości rzeczywistości. Na głębokich poziomach śnienia owo ziarenko zostaje zasiane przez zaktywowanie określonej emocji, która jest jak słońce i woda dla wykreowania świata możliwego.
Że to możliwe, przekonamy się dwukrotnie w trakcie projekcji, że to fascynujący temat, nie tylko kinowy, przekonamy się dumając jeszcze długo po ostatnich napisach z listy płac, i rozprawiając przy lampce wina.


Incepcja (Inception) - to seria intrygujących pytań i barwna opowieść, jako jedna z paradoksalnych odpowiedzi.

Co mnie urzekło? Gra mojego własnego umysłu, kiedy to zakręcił się jak bąk podczas odsłaniania poziomów snów i ich wzajemnego przenikania. I jakież było moje zaskoczenie, że zapomniałam, iż na samym początku głównej akcji był prywatny samolot.

... i jeszcze to, co kobieta lubi najbardziej: smakowita wisieńka na pysznym ciacho, czyli w ostatnim kadrze wibrujący metalowy bączek.

Ps.
Muza... umknęła mi nieco, ale od tego mamy you tube i autorskie witryny. Można powtórzyć, wsłuchać się po wielekroć:




31 lipca 2010

strategia na wakacje

.

Na początek postanowiłam zrobić duże zakupy, tak jak lubię: ryneczek, świeżynka, wedle rozpiski do tego, co postanowiłam upichcić. Lubię mieć małe zapasy tego, co lubię jadać. Zupa pomidorowa ze świeżutkich pomidorów z bazylią na co najmniej 4 dni, kurczak do grillowania na kilka porcji, które Kaja będzie odgrzewać w piekarniku z dodatkiem oliwy i odrobiny zgniecionego czosnku, jeśli tylko zgłodnieje. Do tego ziemniaki upieczone z serem z ziołami. Na deser ciasto owocowe z serkiem mascarpone i z bitą śmietaną, babeczki drożdżowe z wisienkami upieczone i zamrożone. Dla nich wystarczy 15 minut w piekarniku, żeby smakowały jak sprzed chwili.
Lody, jabłka, śliwki, brzoskwinie, chlebek na zakwasie i nowość w naszej kuchni: smalec staropolski i ogórki małosolne. Wzięło mnie na wiejskie pyszności z dzieciństwa po urodzinowym wieczorze u Kaśki. Natura mnie w tym wspiera, bo zapukała Marta wręczając słój świeżutko zakiszonych przez teściową, po czym zajrzeli Marlena z Józkiem i przynieśli słój ekologicznych ze swojego Green Shop'a. Mam zapasy na cały urlop, pod warunkiem, że nie pojawi się Oskar, który wymiata wszystko. W takim przypadku menu domowe stanie się bardziej urozmaicone, bo trzeba będzie upichcić coś nowego. Może sprawdzoną zapiekankę? Zobaczymy, co czas przyniesie. Póki co zabieram się do kucharzenia, a kiedy skończę to będę jeść, czytać, spać, jeść, czytać, spać....

unijny zwierzyniec

.


Oto psina o imieniu Fidi, kolejny mieszkaniec osiedla Unii Europejskiej, nasza nowa sąsiadka. Jako że dzielimy ogrody pospołu, czyli bez ogrodzenia, to tę futrzaną kuleczkę z wielkimi oczami można spotkać na naszym terytorium bardzo często. Lubi biegać i gryźć palce u stóp. Wiadomo, że chadzam w domku, po ogrodzie, boso, więc ma psina motywację, by wpadać do nas tak często, jak tylko wychodzi na dwór. Sąsiedzi dumają i projektują płot nie tylko na miarę psiny, ale i nasze portfele i marzenia zarazem. Oj dzieje się dzieje! Oczywiście, pytanie zasadnicze brzmi: a co na to nasze koty? Mruczuś, zwany Pimkiem, który w terminologii Grześka jest 'starszym bratem' Fidi, ignoruje ją, zaś nasze dziewczyny przyglądają się nieufnie. To czas oswajania nowych zapachów, zwyczajów, czas budowania równowagi w naszym unijnym zwierzyńcu.

30 lipca 2010

urlop


Ponad miesiąc temu w firmowy system urlopowy wpisałam 5 dni, czyli od dziś do 8.08 podarowałam sobie czas na wakacje. Pierwotną inspiracją był plan wyjazdowy na południe. Rozpłynął się w nieoczekiwanych splotach zdarzeń. Potem był big-plan szczegółowy, zadaniowy, opcja domowa. Brrr... Zreflektowałam się, na szczęście, i przed chwilą wywaliłam go do kosza. Urlop bez planu - to najlepszy plan. Zmykam go realizować.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...