22 kwietnia 2011

Kaja, Gaja... święta czas zacząć



...


imieniny Kai
Dzień Ziemi
10 urodziny kotki Tygrysi
no i świętowanie, szczególne: wiosenne świętowanie nowego życia

czas zatoczył koło, i, jak powiada znajoma mi z dzieciństwa liturgia, czas się wypełnił


Wiosennie, świątecznie, z zającem zza hibiskusa, życzę głębokiej radości, wewnętrznej harmonii, łagodnego uśmiechu, rozprzestrzeniającej się życzliwości, miłości oraz wszelakiej obfitości.



o poranku

...

W tradycji chrześcijańskiej dziś Wielki Piątek. Coraz bliżej kulminacji oczyszczania i odrodzenia. Czas zatacza kolejne koło, na nowo. Kalendarz idealnie wpisał się w wiosenny rytm Natury, jedno i drugie zmierza ku pełnemu bujnemu rozkwitowi. Wstaję, kiedy słońce wschodzi nad dachami domów. Ładny kolor światła: ciepły, przytulny, wyciszający. Lubię ten czas, delikatny, subtelny, miękki.

Po ciepłej nocy jeszcze cieplejszy poranek. Spaceruję wokół domu boso, przyglądam się, co tezżzmieniło się od wczoraj. W tle ciszy ptasie nieustanne trele i srocze dysputy, które potrafią wybudzić z najgłębszego snu.





Co chciałabym dziś zrobić? Upiekę bułeczki, zrobię drobne zakupy, a reszta przyjdzie sama. Dzisiaj Dzień Ziemi, imieniny Kai, 10 urodziny kotki Tygrysi. Jest wiele powodów, by świętowanie zacząć od teraz.
To co? Herbata czy Coś?


>>>post scriptum

21 kwietnia 2011

zabawa z dekoracjami ze strychu

...










Zajrzałam na strych, gdzie w kilku torbach przechowujemy wielkanocne dekoracje. Niektóre nie używane od lat przypominają czasy kilkuletnich przedszkolnych dzieci, które w tej chwili przygotowują się do egzaminów: maturalnego i semestralnego. Ponieważ to ostatnie święta wielkanocne we trójkę w tym domu, dlatego powyjmowałam różne i różniaste, których dawno nie widzieliśmy, a miłe wspomnienia uśmiechają się. Idą duże zmiany, o których najwięcej wie ten większy od nas :))) Tymczasem pachnie wędzonka.

20 kwietnia 2011

jarmark wielkanocny_dzień ostatni


...


Podstawowym argumentem wyjazdu na jarmark, który wydarzył się przez ostatnie 5 dni w centrum Zielonej Góry były pachnące wędzarnią wędliny. Zatęskniło się kobiecie z wiejskimi korzeniami i wspomnieniami z dzieciństwa smaku i zapachu wiejskiej kiełbasy na niedzielne śniadanie i plasterka boczku do żurku, tradycyjnego wielkanocnego dania. Ekspresowy autobus z pobliskiego przystanku w 10 minut dostarcza na punktu docelowego. Wokół ratusza i na deptaku pełno stoisk i domków, a wszystkie w pełnym słońcu. Uśmiech samoistnie się uśmiecha, rozmowy z znajomymi, kolory wszystkiego ze wszystkim zmieszane i radosne, gorąco, jakby lato wymknęło się spod kontroli Natury. Zakupy zrobione a na deser spotkanie przy stoisku Ani i Beaty. Dziewczyny prezentują artystyczne rękodzieło, które fotografuję z przyjemnością i niniejszym prezentuję. Przy okazji zostawiam drogowskaz do Atelier Sztuk Wszelakich zagospodarowane przez Beatę, niebawem Ania zaprezentuje w świecie wirtualnym swoje ukochane i malowane lny, które niezmiennie uwodzą mnie na pokuszenie i zakupy.
Aha. Sfotografowałam przy stoisku obok cudnej urody, wielgaśne, bo strusie kolorowo popisane, jaja.











oaza ciszy

...


co mam zrobić z tą ciszą?
jak ją okiełznać?

19 kwietnia 2011

czereśniowe kwiaty

...

Fotografowanie kwiatów czereśni popołudniową porą to

spotkanie z zielonym pajączkiem

i jego pajeczyną

To kwiaty magnolii nieopodal, kamienne schody i ścieżka, a dalej ogrody sąsiadów, dachy ich domów i las na skarpie, który otula zielenią, ciszą i zapachami.

To także mrówka wędrowniczka wygrzewająca się w słońcu.

Rozkwitanie i przekwitanie, ułamki chwil.

18 kwietnia 2011

crumble, czyli owocowe i na ciepło

...

W niedzielę wieczorem usłyszałam od Kai: Mami zjadłabym taki sam deser, co wczoraj. A wczoraj jadłyśmy owoce pod pierzynką. Inspiracja olśniła mnie przy opisie crumble na kulinarnym blogu Agnieszki. Czytając, czułam jak smakuje, a w rzeczywistości smakuje bardziej.

Jak je przygotować?


Najprzyjemniejsze w przygotowaniu było zakupienie ceramicznych miseczek. Rozglądałam się za nimi dłuższy czas i znalazłam dokładnie to, czego szukałam: białe cacuszka z czerwonymi uchami. Wyobraźcie sobie uczucie, kiedy przed oczyma pojawia się to, co spełnia pod każdym względem wyobrażenie. Rozkoszne uczucie. Uwielbiam takie chwile.

Co jakiś czas wyszukuję w zamrażarkach owoce w tzw. korzystnych cenach. Truskawki, śliwki i leśne mieszanki, porzeczki i wiśnie oraz żurawina. Układam w miseczkach, posypuję ciut ciut cukrem trzcinowym, oprószam cynamonem i imbirem, a na końcu otulam pierzynką z kruszonki. Kruszonkę na dwie miseczki przygotowuję z połowy kostki masła, 8 dużych łyżek mąki pszennej i tyle samo cukru, odrobiny wanilii i okruchów migdałów oraz jednego żółtka (smaczniejsza!). Piekę w 175 stopniach 30 minut, plus 5 minut w 180, aż owoce puszczą sok, a ciasto delikatnie się przyrumieni.
Po 15 minutach stygnięcia, kiedy miseczki są już tylko ciepłe, zajadamy powoli, bo pod pierzynką jest bardzo gorąco i wybornie: słodkie miesza się z kwaskowym. Jedna miseczka to trochę za dużo i dla dorosłej kobiety i dla nastoletniej też, więc zwykle zostaje na później, czasem do rana. Zastygnięty sok przyjmuje konsystencję żelu i jest pysznie inaczej - palce lizać!


Proste w przygotowaniu, prawda? Zjadłabym znowu, jeno śliwki zostały, nawet truskawki wyszły, a bez nich ani rusz. Dopisuję mrożone na jutrzejszą listę zakupów.

Polecam bardzo - smacznego!

17 kwietnia 2011

zakochać się w niemożliwym

...

Przeczytałam, że film 'Pod słońcem Toskanii' to klasyka inspirująca nie tylko kobiety na rozdrożach życia, ale i miłośników podróży kochających włoskie słońce, melodyjny język, rozkoszne potrawy i przystojnych wyluzowanych Włochów. Obejrzałam dawno temu, a dziś trafiłam przypadkiem i przypomniałam sobie, że podoba mi się z kilku powodów.


Jak często wchodzi do naszego pokoju wąż? Częściej zdarzają się nam historie, które sprawiają że modlimy się o to, by nie obudzić się następnego dnia, żeby nie roztrząsać, nie włączać analizatora, wysłuchiwać komentarzy wewnętrznego krytyka. Są takie momenty które uporczywie powracają, pukają i przypominają o żalu, o smutku, o bólu. Uczucia, których nie potrafiliśmy zaakceptować, które zepchnęliśmy do niepamięci, od których uciekliśmy daleko, potrafią zaskoczyć nagłą silną aktywacją "jestem! ta dam!!!" One potrzebują naszego uznania jako nierozerwalnej części procesu życia, żeby rozpłynąć się we wszechświecie. Czy to kwestia wybaczenia i przyjęcia wielkości Losu dla zbudowania w sobie fundamentów do nowego etapu życia i uchylenia drzwi dla miłości? Takie skojarzenia wykluwają się podczas projekcji i po jej zakończeniu, kiedy zamyślam się i rozsmakowuję w ciepłym owocowym deserze.

Tak, zgadzam się z Katherine, że żal to przeszłość, która okalecza w teraźniejszości. Bardzo mądre są tradycje żałoby, które trwają przez określony czas, po którego zakończeniu, w ramach odpowiedzialności za dar istnienia, mamy obowiązek wobec świata wrócić do żywych i zaangażować się w życie na całego. Kiedy mija potrzebna porcja czasu, trzeba otworzyć szampana i wznieść toast. Uczcić życie w jego nowych przejawach i kolejnych tajemnicach do odkrywania. Spotkać po drodze Marcello, zaprzyjaźnić się z Panem Martini, i zatrzymać się z Edem.

Trzeba żyć kuliście, w różnych kierunkach, poddać się nieznanemu, iść za głosem intuicji, i choćby nie wiem co się wydarzyło, zachować dziecięcy entuzjazm oraz dziecięcą niewinność, wówczas spełniają się marzenia, mimochodem, bo kiedy trafia się coś dobrego, trzeba to chwytać i wypuścić we właściwym czasie. Zawsze coś się dzieje i zmiana jest nieunikniona, dlatego zanurzenie w Tu i teraz jest bezcenne.

A dom? No cóż. Niewyczerpane są jego znaczenie i sens. Miłość, schronienie, rodzina, kwiaty i kącik barowy w ogrodzie, zapach chleba i miauczący kot. Dom to oswojone miejsce na ziemi.

Recepta na najlepsze Nowe? Zakochać się w niemożliwym i zaufać.


Film oparty na autobiograficznej powieści Frances Mayes. Urokliwy obrazami, roztrzepany wątkami, zostawiający miłe, ba, nawet ciut przesłodzone wrażenie. Kto nie lubi jednej łyżeczki słodkości więcej? Hmmm...? Notabene, Francis miała duże szczęście trafić na solidną ekipę Polaków do przeprowadzenia remontu. To rzadkość, szczególnie w naszym pięknym kraju. Obecność w filmie profesora literatury wiele mówi o kondycji elity intelektualnej, co jest odrębnym tematem na pojutrze.

Zwiastun pod obrazkiem :)

Dobranoc!

foto Google
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...