6 grudnia 2010

6.12~~ Mikołajki w klimatycznym półmroku

.


Zabawa w Mikołaja w domu sprowadza się do tego, by w niezauważony sposób zostawić słodką niespodziankę z liścikiem i zabrać list z zamówieniem na Gwiazdkę pod Bożonarodzeniową choinkę. Udało się z Oskarem, udało się z Kają. Poszło łatwo, bo w Warszawie działał znajomy skrzat w moim imieniu, a tutaj trafiłam na swoją krótką noc, więc o drugiej można było spokojnie temat 'załatwić'. W pracy wystarczyło do kawałka szarlotki na gorąco (mikrofalówka działa cuda!) dołożyć czekoladowego mikołajka, żeby zobaczyć uśmiech zaskoczenia, a założenie czapki mikołajowej sprowokowało kolegów do przewidywalnego rozluźnienia i swawolnych żartów.


Wyjątkowo szybko minął dzisiejszy dzień, może dlatego, że mam uczucie, jakby go w ogóle nie było. Ciemno rano, ciemno po wyjściu z pracy, wiele rozmów, telefonicznych ustaleń, smsów, maili, i nagle wpada nauczyciel z angielskiego i nikt nie odrobił zadania domowego. Upływ czasu zaskoczył dziś każdego z nas. Niełatwo było wziąć się w garść i skoncentrować na tyle, by wykrzesać z siebie kreatywność i odpowiedź na pytanie: what have you done today?

Aha! Przypomniałam sobie, że przez chwilę widziałam promienie słoneczne przez żaluzje. Grudzień to wymagający uważności miesiąc. Dni chłodne z niewielką ilością słońca dla wybrańców. Tyle się dzieje w półmrokach poranków i wieczornej krzątaniny, że łatwo przeoczyć swoje imię ze zmęczenia albo oddać pałeczkę irytacji.



Jest dobrze...
Herbata różana z krakowskiego kredensu paruje w kubełku w kwiatki, świeca adwentowa rozjaśnia pokój, a szósta część opowieści o wędrowaniu z Norwegii do Betlejem, z XX wieku do dnia narodzin Jezusa, zaprasza do zaczytania.


Śniło mu się, że kalendarz roi się od czekoladowych figurek, które ożywały, ledwie zdążył je wypuścić z ich więzienia, otwierając okienka. Żeby mu nie uciekły, pochował je do szkatułki i uwolnił w wigilijny wieczór. A wtedy dwadzieścia cztery czekoladowe zwierzątka dały drapaka przez okno i pomknęły przed siebie. biegły do Betlejem, do Betlejem! - tam, gdzie narodził się Jezus. We śnie Joachima Jezus kochał nie tylko wszystkich ludzi, ale i czekoladę.

(...)

Wytwornie ubrany mężczyzna pokłonił się i, ująwszy dłoń Elisabet, powiedział:

- Bądź pozdrowiona, moje dziecko. Witaj w Zelandii. Jestem Kacper z Nubii.
- Elisabet - przedstawiła się dziewczynka i dygnęła.
Była tak speszona, że nie bardzo wiedziała, jak się zachować.
- To jeden z trzech mędrców ze Wschodu - wyszeptał uroczyście Efiriel.
- Czyli, innymi słowy, jeden z trzech królów - wyjaśnił Josza.

Król pokłonił się raz jeszcze.

- Cała przyjemność po mojej stronie Oresundu. Czekałem na was tak długo, że w końcu zacząłem grać w klasy między rokiem 1701 i 1699.

Zabrzmiało to tak tajemniczo, że Elisabet musiała przetrzeć oczy, żeby się upewnić, czy nie śni. Skakanie z kratki do kratki było dostatecznie trudne, a co dopiero przeskakiwanie z jednego roku do innego!


Tajemnica Bożego Narodzenia
J.Gaarder

c.d.n.

3 komentarze:

  1. Uroczo wyglądasz ;) I tak trochę... zniewalająco nawet ! ;) Mnie też się udało zrobić mikołajkowe niespodzianki koleżankom z pracy ;) Podobały się a mi to sprawiło dużo radości ;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. P.S. A Tobie Mikołaj przyniósł coś ... ? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. :)
    to coś to orzeszki w czekoladzie z Krakowskiego Kredensu

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...