31 października 2011
tymczasem...
...

Noc. Ostatnia w tym domu i ostatni wpis na blogu. Zamykam czas opisywany przez 'mój dom w moim ogrodzie' oraz czas aktywnego mamowania. Satysfakcja zmieszana z fizycznym zmęczeniem. Pakowanie trwa.
Wrócę do blogowania codzienności jak tylko okrzepnę w nowych okolicznościach życia. Kiedyś, pewnego dnia w Przyszłości, reaktywuję Moments w nowej odsłonie. Jestem bardzo ciekawa, co wyłoni się z oceanu niewiadomego.
Tymczasem...
Zapiski na blogu Ave Mea Via będę kontynuować w miarę dostępu do internetu i inspirujących sytuacji. English Pie zaczeka jeszcze kilka tygodni na aplikację nowych pomysłów. Niebawem, po długim urlopie, wrócę do Kopalni Wolnego Czasu.
Kochany Czytelniku. Dziękuję za spotkanie i życzę Tobie dobrego radosnego życia.

foto Google
30 października 2011
czas płynie
...

Cały świat w moich rękach. To oznacza odpowiedzialność za myśli, słowa, intencje towarzyszące działaniom. Późno i zasnąć nie mogę. Ot, niepisany, bo niezaplanowany czas podsumowania, który podnosi poziom endorfin i adrenaliny też. Pierwsze oznacza poczucie szczęścia i spełnienia a drugie oznacza niepokój.
Przyjechał na weekend syn. Spotkać się z mamą. Jeszcze nie wiedział, że czeka go mnóstwo pracy związanej z przeprowadzką. Jeszcze wczoraj decyzja o zakupie mieszkania była czystą potencjalnością. Dziś stała się faktem. Mam to na piśmie. Niecodziennie podejmuję decyzje o tego rodzaju inwestycjach, wypadłam z rytmu, dlatego długo dyskutowałam sama ze sobą. Bo nie tylko o decyzję chodzi, ale i o jej konsekwencje.
Dziś mija pięć lat od kolizji samochodu z moim ciałem. Dwa tygodnie wcześniej otworzyłam pudełko z niespodzianką. I przyszła lawina niespodzianek na 40 urodziny. Może napiszę kiedyś książkę o fenomenie nowego życia czterdziestolatki. Teza: trzeba uważać na to, co się mówi, albowiem spełnia się w kapryśny i pokrętny sposób.
Wierzę, że zmiana miejsca, długi wyjazd przed siebie, praca ze studentami, szkolenia z kobietkami, sesje coachingowe, rozmowy o bezpiecznych strategiach inwestowania pieniędzy oraz inne zwierzaki - cudaki, przyniosą jeszcze więcej dojrzałego, świadomego doświadczania radości istnienia.
Na obrazku powyżej jest jeszcze prosta droga i cudowna przestrzeń, zapraszająca do podróży w krainę spokoju i przygody. Na horyzoncie góry. To dobrze! Kangury i góry nadal są w moich marzeniach.
Przyjechał na weekend syn. Spotkać się z mamą. Jeszcze nie wiedział, że czeka go mnóstwo pracy związanej z przeprowadzką. Jeszcze wczoraj decyzja o zakupie mieszkania była czystą potencjalnością. Dziś stała się faktem. Mam to na piśmie. Niecodziennie podejmuję decyzje o tego rodzaju inwestycjach, wypadłam z rytmu, dlatego długo dyskutowałam sama ze sobą. Bo nie tylko o decyzję chodzi, ale i o jej konsekwencje.
Dziś mija pięć lat od kolizji samochodu z moim ciałem. Dwa tygodnie wcześniej otworzyłam pudełko z niespodzianką. I przyszła lawina niespodzianek na 40 urodziny. Może napiszę kiedyś książkę o fenomenie nowego życia czterdziestolatki. Teza: trzeba uważać na to, co się mówi, albowiem spełnia się w kapryśny i pokrętny sposób.
Wierzę, że zmiana miejsca, długi wyjazd przed siebie, praca ze studentami, szkolenia z kobietkami, sesje coachingowe, rozmowy o bezpiecznych strategiach inwestowania pieniędzy oraz inne zwierzaki - cudaki, przyniosą jeszcze więcej dojrzałego, świadomego doświadczania radości istnienia.
Na obrazku powyżej jest jeszcze prosta droga i cudowna przestrzeń, zapraszająca do podróży w krainę spokoju i przygody. Na horyzoncie góry. To dobrze! Kangury i góry nadal są w moich marzeniach.
foto Google
29 października 2011
dziękuję!
...
Z Anią poznałyśmy się wirtualnie. Spodobało mi się w jej scrapowaniu coś, czego nie potrafię określić jednoznacznie, a co w tej chwili nazywam miękkością. Preferuję styl bardziej oszczędny, niż manifestuje Noami w swoich dziełach, mimo to czułam, że otrzymam cudeńka dla moich kochanych sąsiadów i przyjaciół. Oto one!
Wróciłam z pracy. Przyniosłam pudła do pakowania. Ostatnia sobota w tym domu. Już nie jest 'mój'. Obiecałam sobie, że każde następne określenie 'mój' będę wypowiadała i myślała z większym dystansem, niż czyniłam na poczet domu, który pokochałam miłością niełatwą, a tym bardziej mocną. Ten dom jest stworzony dla miłości, a nowi właściciele, Maciek i Monika, idealnie pasują do niego, ba, wymarzyłam ich sobie, i to jest satysfakcja, która rekompensuje żal. Każde przywiązanie kosztuje dużo łez rozczarowania, o czym przekonałam się w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Lekcja życia! Zmiany ze swej natury niosą rozwój, więc jestem ciekawa, co tym razem wyskoczy z worka.
Notabene. Pięć lat temu, po zakończeniu maratonu w Poznaniu napisałam na stronie Siły Marzeń notkę, która była prawdziwą puszką Pandory na mój własny użytek. Teraz stawiam na duży worek z prezentami, dzięki którym dusza i serce się śmieją od ucha do ucha. Z powodu marzeń i cudownych zbiegów okoliczności, dziękuję za miniony czas i apeluję do tego, który jest większy ode mnie i zarządza równowagą Wszechświata, o równie duży kaliber z jeszcze większą dawką miłości, co najmniej o smaku gorącej gorzkiej czekolady z słodkimi belgijskimi truflami i szczyptą chili.
Notabene. Pięć lat temu, po zakończeniu maratonu w Poznaniu napisałam na stronie Siły Marzeń notkę, która była prawdziwą puszką Pandory na mój własny użytek. Teraz stawiam na duży worek z prezentami, dzięki którym dusza i serce się śmieją od ucha do ucha. Z powodu marzeń i cudownych zbiegów okoliczności, dziękuję za miniony czas i apeluję do tego, który jest większy ode mnie i zarządza równowagą Wszechświata, o równie duży kaliber z jeszcze większą dawką miłości, co najmniej o smaku gorącej gorzkiej czekolady z słodkimi belgijskimi truflami i szczyptą chili.
26 października 2011
środa_jedyna taka
...
Sny, że prowadzę wykład, że płynie. Jest dobrze. Będzie dobrze. W piątek od 17tej do 20.30 w ZWSHiF.
Spałam krótko i treściwie. Obiecuję sobie, że po powrocie z Green Shop przejrzę szkolenie na jutrzejsze konsultacje w Akademii Trenera i położę się wcześniej. Tymczasem idę kupić mieszkanie. Nieoczekiwane decyzje. Sama siebie zaskakuję. Wracając kupię róże. Czerwone. Na nową drogę życia.
Spałam krótko i treściwie. Obiecuję sobie, że po powrocie z Green Shop przejrzę szkolenie na jutrzejsze konsultacje w Akademii Trenera i położę się wcześniej. Tymczasem idę kupić mieszkanie. Nieoczekiwane decyzje. Sama siebie zaskakuję. Wracając kupię róże. Czerwone. Na nową drogę życia.
ilustracja z Google
24 października 2011
22 października 2011
21 października 2011
21
Subskrybuj:
Posty (Atom)









