Pokazywanie postów oznaczonych etykietą intimacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą intimacy. Pokaż wszystkie posty

28 listopada 2011

koszyk życzliwości

...



Cieszę się, gdy spotykam osobę na mojej ścieżce, której nie jest obojętny drugi człowiek, posiada umiejętności i wiedzę skierowana na poradę, wsparcie, obdarowanie DOBREM. I ty to posiadłaś.


Popołudniowe słońce potrafi zachwycić, ja zaś potrafię zamilknąć, zatrzymać się, docenić. Przestrzeń myśli wypełnia obraz, światło, cień, kolory, faktura, zmienność, przepływ, chwila, która bezpowrotnie mija. Pozostaje energia zwielokrotniona zachwytem piękna, energia życia.

31 października 2011

tymczasem...

...



Noc. Ostatnia w tym domu i ostatni wpis na blogu. Zamykam czas opisywany przez 'mój dom w moim ogrodzie' oraz czas aktywnego mamowania. Satysfakcja zmieszana z fizycznym zmęczeniem. Pakowanie trwa.

Wrócę do blogowania codzienności jak tylko okrzepnę w nowych okolicznościach życia. Kiedyś, pewnego dnia w Przyszłości, reaktywuję Moments w nowej odsłonie. Jestem bardzo ciekawa, co wyłoni się z oceanu niewiadomego.

Tymczasem...

Zapiski na blogu Ave Mea Via będę kontynuować w miarę dostępu do internetu i inspirujących sytuacji. English Pie zaczeka jeszcze kilka tygodni na aplikację nowych pomysłów. Niebawem, po długim urlopie, wrócę do Kopalni Wolnego Czasu.

Kochany Czytelniku. Dziękuję za spotkanie i życzę Tobie dobrego radosnego życia.




(...)





foto Google

30 października 2011

czas płynie

...



Cały świat w moich rękach. To oznacza odpowiedzialność za myśli, słowa, intencje towarzyszące działaniom. Późno i zasnąć nie mogę. Ot, niepisany, bo niezaplanowany czas podsumowania, który podnosi poziom endorfin i adrenaliny też. Pierwsze oznacza poczucie szczęścia i spełnienia a drugie oznacza niepokój.

Przyjechał na weekend syn. Spotkać się z mamą. Jeszcze nie wiedział, że czeka go mnóstwo pracy związanej z przeprowadzką. Jeszcze wczoraj decyzja o zakupie mieszkania była czystą potencjalnością. Dziś stała się faktem. Mam to na piśmie. Niecodziennie podejmuję decyzje o tego rodzaju inwestycjach, wypadłam z rytmu, dlatego długo dyskutowałam sama ze sobą. Bo nie tylko o decyzję chodzi, ale i o jej konsekwencje.

Dziś mija pięć lat od kolizji samochodu z moim ciałem. Dwa tygodnie wcześniej otworzyłam pudełko z niespodzianką. I przyszła lawina niespodzianek na 40 urodziny. Może napiszę kiedyś książkę o fenomenie nowego życia czterdziestolatki. Teza: trzeba uważać na to, co się mówi, albowiem spełnia się w kapryśny i pokrętny sposób.
Wierzę, że zmiana miejsca, długi wyjazd przed siebie, praca ze studentami, szkolenia z kobietkami, sesje coachingowe, rozmowy o bezpiecznych strategiach inwestowania pieniędzy oraz inne zwierzaki - cudaki, przyniosą jeszcze więcej dojrzałego, świadomego doświadczania radości istnienia.

Na obrazku powyżej jest jeszcze prosta droga i cudowna przestrzeń, zapraszająca do podróży w krainę spokoju i przygody. Na horyzoncie góry. To dobrze! Kangury i góry nadal są w moich marzeniach.
foto Google

26 października 2011

środa_jedyna taka

...




Sny, że prowadzę wykład, że płynie. Jest dobrze. Będzie dobrze. W piątek od 17tej do 20.30 w ZWSHiF.
Spałam krótko i treściwie. Obiecuję sobie, że po powrocie z Green Shop przejrzę szkolenie na jutrzejsze konsultacje w Akademii Trenera i położę się wcześniej. Tymczasem idę kupić mieszkanie. Nieoczekiwane decyzje. Sama siebie zaskakuję. Wracając kupię róże. Czerwone. Na nową drogę życia.

ilustracja z Google

15 października 2011

wypijmy za to!

...

Ona - Cieszę się chwilą, w której wszystko jest możliwe.
On - Wypijmy za to!



Praca jak w sobotę. Herbata lipowo-malinowa, tofu marynowane, płatki jaglane, winogrona suszone, muffinki orkiszowe, ksylitol, mleko ryżowe, ... o kilka produktów, które cieszyły się zainteresowaniem klientów.
Październikowy ranek uroczo oszroniony jak tiulową woalką. W południe słońce na bezchmurnym niebie i widok jak w raju. Babie lato snuje się, oplata płoty, gałęzie drzew i wplątuje się we włosy. W promieniach słońca przyjemne ciepło, ale wilgotne powietrze z północy rozwiewa złudzenia. Kiedy wychodzę do lasu złapać cienie pomiędzy gałęziami drzew to wkładam rękawiczki, ciepłe kozaczki i zimowy płaszcz. Gęsty i duszny zapach suchych liści oraz charakterystyczny zapach grzybni drażni nozdrza i wzbudza tkliwe uczucia, jakby przebudzało się we mnie małe dziecko potrzebujące czułego głaskania.



Gotuje zupę krem z brokułów, pomidorów i papryki z garścią świeżych ziół z ogrodowego zielnika. W miseczce garść świeżych poziomek, które czekały na mnie. Obok owoców odkryłam kilka białych kwiatuszków. Spacerując po ogrodzie zdałam sobie sprawę, że dawno mnie z nim nie było. Czy w tym roku i w ciągu kolejnych dwóch tygodni znajdę czas, żeby przygotować go do zimy i dla następnych właścicieli? Przy okazji pożegnać się i podziękować za 7 lat współpracy? Nie wiem.
Zmrok otula osiedlowy leśny zaułek, automat włączył lampy na naszej ulicy. Lubie załamek czasu, kiedy jest jeszcze jasno a słońca już albo jeszcze nie ma nad horyzontem. Już go nie ma. Sobotni wieczór z filiżanką orkiszowej kawy przygotowanej wedle 5 przemian. Niespokojna kicia wreszcie zasnęła. Zmykam na spotkanie z koleżanką i jej szarlotką, notabene, orkiszową:)










On - Wracajmy do domu.
Ona - Gdzie mieszkamy?
On - Tam, gdzie jesteśmy.


dialogi zasłyszane

13 października 2011

tak, jak ksieżyc

...

Pięknie się ułożyło. Od dwóch dni pełny księżyc zagląda w moje okno bez pukania. Zdecydowanie i miękko rozświetla leśny zaułek, w którym mieszkam. Codziennie wieczorem widzę jak wschodzi nad miastem duża pomarańczowa kula.

Pełnia księżyca i mróz. Białe szyby samochodów i szron na trawie. Magia tu i teraz, która rozpuszcza wszelakie niepokoje.



Co chcesz, żeby czuli? To pytanie jest jak klucz dla trenera, który przygotowuje szkolenie dyplomowane.

Inny klucz, finansowy, zamknął na chwilę drzwi na antypody. Niektóre decyzje są większe i ważniejsze. System priorytetów. Antypody nie Atlantyda - zaczekają!



Czy są pytania?
Dobranoc!

foto Google, DL

10 października 2011

10.10

...


Imieniny miesiąca. Ujawniłam sama przed sobą, że jestem w permanentnej depresji od 7 lat. Poczułam ulgę. Nie muszę już udawać sama przed sobą, że jestem silna i sprostam wyzwaniom za wszelką cenę. Jestem silna i słaba zarazem. Zrobię to, co trzeba, tak, jak najlepiej potrafię. Popełnię milion błędów, a każda ich porcja gwarantuje ciekawe życie. Mogę być dumna ze swoich łez, a nawet ze zdolności użalania się nad sobą. Cóż, być doskonale niedoskonałym w każdej chwili życia to ludzkie doświadczenie. Pozwala dbać o siebie i pozwala nie zauważać niektórych ważnych i nieważnych spraw. Pozwala cierpliwie czekać, marzyć i krzyczeć z bólu rozczarowania, a równolegle podejmować ważkie decyzje.

Poczułam ulgę, a to oznacza koniec tego dziwnego korkociągu, z którego wyskakuję, bo tak chcę. To oznacza uśmiech. Taki sam, jaki wzbudza czerwona róża.


4 października 2011

dzikie gęsi_ zgoda na niepewność

...



Jesień proszę pana. Idzie jesień w siedmiomilowych butach. Klucze dzikich gęsi odlatują jeden po drugim i nie dają spać. Cieszę się, że mnie wybudzają, bo jest coś w tym odlatywaniu, co mnie głęboko porusza i wzrusza. Budzi cząstkę miękkiego i delikatnego. Czyżby dusza dostawała skrzydeł i trzepotała jak ptak z radości, że nauczył się latać i wznosi się hen daleko z wiatrem, podziwiając swój niezrównany lot i zdolność przemieszczania.


foto Google, DL

2 października 2011

tatrzańskie tęsknoty z wisienką

...

góry moje, wierchy moje



Mms.
W tej samej chwili można być tutaj i tam.
Fotografia z Tatr przywołała głęboką tęsknotę za przestrzenią, jaką otwierają wędrówki po górach, szczególnie wysokich, wędrówki zabarwione jesiennymi kolorami babiego lata.

Filiżanka kawy wedle pięciu przemian. Gęsta, aromatyczna, energetyzująca w zdumiewający sposób ciało i umysł. Deser uzupełnia czekoladka belgijska z nadzieniem truflowym. Ogień w kominku i siostrzana rozmowa na zakończenie pięknej, pracowitej, słonecznej niedzieli na łonie natury pomiędzy strzechami w skansenie w Ochli. A wisienka? To mój ukochany film, ciepły i przytulny, jak ciepły kaszmirowy szal albo silne ramiona mężczyzny: Lake House. Moja siostrzyca ogląda go z szeroko otwartymi oczami. A obok śpi kot.

Dostrojenie potrzeb i uczuć bardziej realne niż cokolwiek innego.
Spokojnej nocy!
foto AW

30 września 2011

los i czas w jednym stali domu

...



Dzisiaj odpoczywam zajmując się domowymi sprawami. Ostatnie trzy dni czułam jakbym zmieniała świat uczestnicząc w jego przemianie poprzez pracę wśród ludzi. Delikatesy na Krawieckiej, sklep i herbaciarnia w żarach, autobus, samochód, rozmowy, przepływ energii. porządkowanie, klarowanie.




Ból jest lepszy od żalu.



Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiadomo na co trafisz. Obejrzałam po raz kolejny Forrest Gump'a w Ale Kino.

Życie jest jak szybka kawa. Jeśli nie masz odwagi kogoś pokochać, to wypijasz ją sam. To z innego filmu, trochę romantycznego bardzo komediowego, gdzie spotykają się Meryl Streep, Steve Martin i Alec Baldwin pt. To skomplikowane.



Nie jest łatwo dostrzegać światełko w gęstej mgle. Od wypatrywania bolą oczy, z niepewności boli ciało. W sytuacji diametralnej zmiany umysł wariuje od systematycznego odcinania przywiązań i budzi kolejne irracjonalne lęki. Czasami aktywuje histerię. Chwilami balansuję na granicy szaleństwa i banału. Dziwny czas, który za pół roku, ba, za dwa, trzy miesiące, nabierze innych barw.

27 września 2011

dzieje się ładnie

...

Dzień obfitości. Bezmiar letniego ciepła jesienną porą, jesienny deszcz jak majowy deszczyk, pachnąca róża w ogrodzie i inspirujące spotkania z klientami, którzy przynoszą z sobą nie tylko określone potrzeby, ale i mnóstwo pytań, wobec których czasem trzeba zatrzymać się z pokorą i z uznaniem, że coś większego od nas zarządza ludzkim życiem. Wszechświat, Los, Bóg... czujemy moc tej siły, ale na pewno wiemy nic, bo nie widzimy.




I jeszcze jedno mnie zastanawia. Czy to naturalny objaw samotnika - brak apetytu? Nie wyznaczyłam sobie zadania zadbać o siebie i o potrzebie jedzenia przypomina burczący żołądek, czy coś. I zastanawiam się, na co mam ochotę? Co sprawi mi przyjemność? Umysł i ego odcięte od powtarzalnej znajomej codzienności, opierającej się o zadania, zgłupiały od nagłej pustki. Kiedyś jeszcze czekały na dzieci, na konkretne rzeczy do zrobienia, a teraz już nie ma na co i na kogo czekać. Nie ma zadań podporządkowanych czemukolwiek i komukolwiek innemu niż mnie samej. Jestem ja i ja, i dwie kotki gdzieś łazęgujące, mające swoje własne kocie życie. Co z tym można zrobić? Hmmm... Do wyboru odpuścić kombinować, odpuścić starać się, odpuścić udowadniać, odpuścić planować, odpuścić wysiłki zrozumienia, i zamiast tego zaakceptować to, co jest, zaufać wewnętrznej mądrości, która prowadzi tam, gdzie dusza chce. Przy okazji przyjąć codzienne zdarzenia jako wskazówki, napotkanych ludzi jako nauczycieli, wybaczyć sobie kilka gorzkich błędów, i zwyczajnie żyć. Kiedy wyciszam hałaśliwe myśli to dostrzegam, że duża zmiana jest jak kosmiczna czarna dziura pełna tajemniczych niewiadomych. Niepokojące, inspirujące.



Intensywna czerwień mostku w świeżej soczystej zieleni roślin, woda jak niebo, rozproszone światło słońca, horyzont jak zarys łagodnej góry - ten obrazek ilustruje nastrój moich snów. Sypiam szybko, intensywnie, budzę się najczęściej o brzasku, i zanim pojawia się wybiegająca w przyszłość myśl, czuję spokój, ciepło, bezpieczeństwo, ulgę, radość. Kolejne chwile splatają leśne obrazy zza okna z iskrzeniem lęków. Z chaosu wyłania się ład. Małymi krokami.
foto Google

26 września 2011

nici babiego lata

...

Ruina to dar. Ruina to droga ku przemianie.
Musimy być gotowi na nieskończone fale transformacji. Zasługujemy na coś więcej niż tkwić w ślepym zaułku ze strachu przed zniszczeniem.

Elizabeth Gilbert_Jedz. Módl się. Kochaj





Już po północy. Od godziny zbieram się w sobie. Minioną niedzielę opisały jesienne targi w Ochli na wypaśniku Green Shop. Przyjechałam i zasnęłam na 6 godzin. Tak jak stałam. Zdjęłam buty weszłam do sypialni, żeby się przebrać i obudziłam się w pełnym ekwipunku, nawet szal otulał moją szyję. To był cudny zmiksowany dzień, intensywny, pełen przeróżnych emocji. Z Marleną zrobiłyśmy 400% dziennej normy, a jeśli dodam do tego emocjonalny pożegnalny poranek po szybkiej krótkiej nocy, to...

Zaczęło się jeszcze w sobotę.








Sobotnie popołudnie i wieczór aż do drugiej nad ranem pakowałyśmy, porządkowałyśmy. Kaja swoje pudła i walizki, a ja zakręciłam się wokół jej przygotowań. Przerwa na gorącą czekoladę i ... spałyśmy krótko i szybko w jedynym łóżku, jakie w domu zostało. Jak dobrze, że duże i wygodne!
Kaja wybrała ostatecznie uniwersytet w Brukseli, dokąd pojechała sama, gdzie nikogo nie zna, gdzie czekają wszystkie formalności do załatwienia, gdzie czeka mieszkanie do znalezienia. Moja dziewczynka zawsze lubiła duże wyzwania i najwyższą dawkę adrenaliny. Nie powstrzymywałam tej potrzeby małej dziewczynki podczas wycieczek rodzinnych do wesołych miasteczek na najbardziej pokręcone karuzele, ani w pomysłach nastolatki wypadów na kilkudniowe największe koncerty w Polsce, i na zwariowane imprezy z przyjaciółmi, i podczas tych wakacji, kiedy po znakomitej maturze szlifowała dwa języki, żeby uzyskać upragnione certyfikaty. Wierzę, że wszyscy spełnimy swoje marzenia, i ona i jej rodzice. Póki co, wsiadła do samochodu ojca i pojechała 912 km na zachód, gdzie słońce później wschodzi i zachodzi, gdzie mieszkańcy rozmawiają po francusku i gdzie odsłoni się dla niej wiele nieznanych zjawisk i znajomości.
W kilka godzin po rozstaniu, w czasie rozmów z nieznajomymi i znajomymi klientami, snuły się wokół nici babiego lata, oplatały butelki z syropem malinowym, różanym, żurawinowym, dłonie i włosy, gałęzie drzew, a promienie słońca grzały policzki i tańczyły w magiczny sposób, co pokazują fotografie, jakby niebo spłynęło do nas i zamieszkało w nas i między nami.









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...