Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty

18 września 2011

niedzielne przebudzenie

...


sklepik z książkami i czapka z różą zgrabnie wpisują się w nastrój wrześniowego poranka






16 września 2011

grilowana sobota

...



Taki jeden jedyny słoneczny i ciepły dzień wyłuskany spośród deszczowych dni, specjalnie na nasze sąsiedzkie pogaduchy owiane zapachem łososia, pstrąga i szaszłyków.





i było smacznie do samiutkiej nocy!

11 września 2011

29 sierpnia 2011

światło czasu teraźniejszego

...

W poniedziałek.
Zanim przypłynęły chmury i spadł deszcz ...



Kto wcześniej wstaje ten łapie pełne słońce, wtula się weń, zanurza się w jego ciepło, by podładować akumulatory, by pamiętać że słońce jest tak jak miłość jest i żadna siła ludzka czy międzygalaktyczna tego nie zmienia.


Pełnego najmilszych niespodzianek dnia.
Niech magia będzie z nami!

23 sierpnia 2011

a miły to lęk

...

W słodyczy przyjaźni niechaj będzie miejsce
na śmiech i wspólne przyjemności.
Bo to w rosie małych rzeczy
serce odnajduje ranek i świeżość.

Khalil Gibran





Spotkanie z przyszłymi właścicielami domu. Jedno z kolejnych. Mam uczucie, że domek przyciągnął ich do siebie, bo oboje pasują do miejsca, idealnie. Ciepli, otwarci, zdecydowani i bardzo zwyczajni, niemal bezbronni. Jesteśmy bardzo do siebie podobni, nastawieniem do świata, do ludzi. Zbliżone upodobania sprawiają, że rozmowy stricte formalne, uzgodnienia dotyczące etapów przeniesienia praw własności, spotkanie u notariusza, termin przekazania kluczy, przemieniają się w pogaduszki towarzyskie. Wymarzyłam ich sobie, po prostu. Czuję przepływające w sobie myśli kogoś, kto chciałby być na nich zły, że trafili na mnie, że są tacy otwarci, przyjaźnie nastawieni, sympatyczni, życzliwi, że nawet gdybym chciała być dla nich niemiła to potrafiłabym znaleźć powodu, bo ich po prostu lubię, ba, jesteśmy na najlepszej drodze do przyjaźni.

Jak to się dzieje, że niektóre marzenia się spełniają, a inne nie? Wymarzyłam sobie zbieg okoliczności, żeby ten dom wykupić, dla siebie, dla rodziny, żeby do tego zaułka ciszy powracać z drogi, z bliska i z daleka, spędzać święta, wspólne chwile, karmić koty, wypiekać chlebek i patrzeć w ogień w kominku. Lecz nic błogosławionego na poczet tego marzenia nie wydarzyło się, a działania nie przyniosły oczekiwanych efektów. Wygląda na to, że mój wpływ na rzeczywistość jest wybiórczy, mam poczucie, że pokrętny i nieco pod prąd.

Jest jak jest.

Z jakiego powodu nie śpię? Bo już znam termin spotkania w celu podpisania aktu notarialnego i przybliżony termin oddania kluczy. Wybudziło mnie ze snu pytanie: czy już znalazłam miejsce dla siebie? Konkretne pytanie, które kołacze się po głowie od dłuższego czasu, szukając odpowiedzi. Nie, jeszcze nie znalazłam. Nawet nie mam pomysłu, gdzie i jakie ono mogłoby być. Wszytko inne przemyślane, przegadane, ustalone, rozdysponowane, tylko na swój własny temat nie potrafię zdecydować podstawowych spraw. Tu i Teraz i nadal mam w głowie pustkę. Z doświadczenia wiem, że w każdej chwili z chaosu możliwości może wyłonić się niespodziewanie wymarzony kształt. Skoro zgoda na niepewność, niewygodę i niewiedzę otwiera drogę do wolności, to tyle może się wydarzyć. W to głęboko wierzę.
Warto wyluzować maleńka! -
słyszę przyjacielski głos. Tylko co zrobić z lękiem, który jak niewygodny węzeł zaciska żołądek? Co zrobić z niepokojem, z napięciem mięśni, które rozluźniają się podczas rehabilitacji i automatycznie zaciskają, kiedy pytanie powraca, jak sygnał na alarm.




Pozmywałam naczynia. Herbata wystygła. Podczytuję książkę, zerkam na niektóre blogi. Rzadko bywam w cyberprzestrzeni, jeszcze nie złapałam bakcyla. Sen odpłynął z ciemnością nocy na drugą stronę świata. Gwiazdy zniknęły, a od wschodniej strony różowieje niebo, co oznacza, że Ziemia niezmiennie kręci się i obraca nas w stronę słońca. Jesteśmy coraz bliżej, coraz bliżej. Las szumi z czułością dziś, bardzo delikatnie. Chłodek wlewa się przez uchylone okno. W kalendarzu notatki na pracowity dzień. Porcja kilkunastu godzin dobrego czasu.

post scriptum

Znalazła mnie piosenka Dorotki, którą porwało tornado wraz z domem i psem Toto do zaczarowanej krainy Oz znajdującej się po drugiej stronie tęczy:

boję się, ale miły to lęk


foto z Google

21 sierpnia 2011

janioły, miodek i łowiczanki, czyli lubuskie smaki

...




Na terenie malowniczo położonego skansenu Muzeum Etnograficznego w Ochli w ramach projektu Lubuskie Smaki spotkali się ludzie, którzy podtrzymują i rozwijają rodzinne i regionalne tradycje kulinarne. Widzów i smakoszy było co niemiara, bo dopisała, wręcz idealnie, pogoda. Co znaczy idealnie? Z rana słonecznie, bezchmurnie, świeżo, że wstawać się chciało i przygotować do wyjazdu. Około południa trochę chmur przesłoniło słońce, że można było aktywnie uczestniczyć w życiu w plenerze.
Skąd pomysł, by zamiast w ogrodzie spędzić niedzielę leniwie czytając wyskoczyć poza miasto? Skorzystałam z zaproszenia do prezentowania sklepu ze zdrową i ekologiczną żywnością. Jako że jestem niepoprawnym kibicem, a czasem uczestniczę w rozwoju Green Shop, zaproszenie przyjęłam i uwijałam się od 9.30 do 17tej w lekkiej i ciut zabawnej atmosferze pomiędzy strzechami a drewnianym domkiem zaadaptowanym na okolicznościowe stoisko, robiąc to, co lubię najbardziej, spotykając ludzi, gadając i wymądrzając się, uczestnicząc w przepływie energii pieniędzy, myśli, entuzjazmu.
Na dobry początek przestawiłyśmy ów domek z pomocą odnalezionego nieopodal silnego mężczyzny o ok. 70 stopni w stronę przechodniów, drogi i ludzi, żeby było widać i nasze towary i nasze uśmiechy. I to był znakomity ruch, który zaowocował wyprzedaniem towaru, niemal do czystej deski, oraz zaszczepieniem, a nawet zaspokojeniem ciekawości wielu osób. Na zakończenie dnia przypomniałam sobie, że jestem głodna, że mam aparat do pstrykania, że miałam plan znaleźć białego anioła do sypialni i zapoznać lubuskie smaki, których nie znam dobrze. Odpuściłam swoje myśliwsko fotograficzne zapędy natenczas. Pewnego dnia wrócę i do janiołów i miodków i do kilku chwil tylko dla siebie w towarzystwie czerwonego rodzimego wina.








Co, w moim rozumieniu, oznacza Zdrowa i Ekologiczna żywność?
Zdrowa czyli bez konserwantów, poprawiaczy smaku, dodatków identycznych z naturalnym, antyzbrylaczy, takich środków chemicznych, które zaburzają naturalną biochemię naszego ciała., a długoterminowo zmieniają nieodwracalnie budowę komórkową prowadząc do tzw. cywilizacyjnych dolegliwości. Ekologiczna, czyli produkowana, hodowana, wytwarzana przy zachowaniu naturalnych standardów, zgodnie z rytmem natury.

Przypomina mi to zasłyszaną w radio opowiastkę polskiego mnicha pracującego w Paragwaju o uprawach modyfikowanej soi. Powiada: wyobraź sobie setki hektarów lasów dziewiczych wykarczowanych pod pola uprawne. Wyobraź sobie te same pola zielone aż po horyzont i ani jednego ptaka, ani jednego robaka, ani jednego kolorowego kwiatka, czy choćby najdrobniejszego chwasta. Jest jak zielona pustynia złowrogo oddychająca chemicznymi środkami nasycającymi i rośliny i powietrze.

Wyobraziłam sobie nasz własny udoskonalony świat, zmodyfikowany ludzki matrix. Czy to naprawdę jedyna wizja na przyszłość? Dobrze, że mam świadomość i wolność wyboru i mogę i potrafię wymyślić coś własnego. Znacznie ładniejszego, doskonale niedoskonałego, kolorowego, pachnącego, zmiennego, zaskakującego.







miód ze Stypułowa
foto moje i Kaśki

18 sierpnia 2011

cienie, które rozwiewa wiatr

...



jest takie miejsce w moim mieście

lubię tam trafić, po drodze

do niedawna torowisko między zakładami, z czasów perelowskiego prosperity, przebiegające dolinką, przecinającą miasto, z którego przy wykorzystaniu funduszy unijnych zrobiono mini deptak: ścieżkę spacerową i dla rowerów i dla rolkarzy

gdybym mogła jeździć na rolkach, to miałabym raj dla siebie, około 2 kilometrowy, tymczasem korzystam zeń pieszo, jeśli jestem w pobliżu, skracając drogę z miasta w kierunku poczty, niejako w drodze do domu, od ulicy Wiśniowej do ulicy Łużyckiej, a nawet dalej

urocze, ciut magiczne zanurzenie w zieleni upstrzonej żółtymi płatkami, poniżej poziomu codziennego miejskiego hałasu




Zajrzałam do Kaśki (Green Time dla Czytelników), pogadać, złożyć życzenia urodzinowe, naocznie przekonać się, że biel ścian pięknie harmonizuje z niebieskimi drzwiami (od dwóch lat chodzi za mną ten sam pomysł:)
Rozmowa poruszała się w przestrzeni nieokreślonej przyszłości, wokół jednej z możliwości rozwoju wydarzeń, możliwości widzianej od gorzkiej strony. Tak jakoś.
Na do widzenia wylądowała niezobowiązująco w mojej torbie książka wypalone cienie
Zatrzymałam się inspirującym uśmiech tytule.
Natenczas nie mam ochoty na lekturę, bo mam swoją codzienną opowieść o życiu, w której jestem zanurzona jako obserwator_czytelnik.

Piękna opowieść, która porusza intelektualnie i emocjonalnie, w której cienie rozwiewa wiatr zmian, mój ulubiony, południowy, równikowy, jak poranną mgłę, przez którą dostrzegam promienie słońca

Są w niej kwiaty i magiczne słowa
oraz słowa, które ranią
Jest wątek o miłości, działaniu i czekaniu
o wątpliwościach i błogosławionej pustce
o rezygnacji i mocy wiary
o odkrywaniu siebie
o poddaniu nurtowi życia.

Tak, tak,
poddanie, otwartość, pasja to słowa klucze
dołączam doń jeszcze wybaczenie, szanse i właśnie miłość.



17 sierpnia 2011

śniadanie na trawie

...




Kaja zaskoczyła mnie. Kiedy wróciłam z warzywnego targu przyjęła mnie życzeniami, prezentami, słodkościami i świeczką. Mini urodzinowe przyjęcie. Wzruszona pomyślałam poczwórne życzenie i dmuchnęłam je do wszechświata. Sercem i duszą wierzę w to, co najlepsze dla nas.
Uwielbiam moja piękną córkę za wewnętrzną moc, wrażliwość, upór i kobiecą miękkość.
Lubię swoje urodziny. Zwykle zaskakują mnie nieszablonową formą świętowania, niespodziankami, z Marsa, z Księżyca, z worka niewydarzonych pomysłów. W tym roku zaczynam świętowanie dwa tygodnie przed czasem.
Ot i co!
Kolorowo i pstro!
I już pachnie J'adore dzięki działaniom zwariowanych, zdecydowanie nieodpowiedzialnych sióstr, które wpadły do Douglasa na pięć minut przed zamknięciem i znacznie podniosły dzienny utarg nieźle się przy tym bawiąc.
O!!!


16 sierpnia 2011

hormony dobrego samopoczucia

...



i jeszcze znalezione

jeśli nie potrafisz mnie znieść, kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, że nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza... MM





15 sierpnia 2011

15.08 _ świąteczny poniedziałek

...



Jak dobrze, że ustawodawca wprowadził dni, w których nawet markety zamykają swoje podwoje.
Radość rodzinnego spotkania. Liczna gromadka dzieci ożywiła ciszę ogrodu, lasu, codzienności. Bańki mydlane tańczyły w ogrodzie jak kolorowe balony. Na tę okazję nawet słońce wyszło i ciepło się zrobiło i wiatr ze wschodu subtelnie wiał. Błogosławiony czas sierpniowego lata.


I jeszcze jedno.
Kochana mamuś. Życzę Tobie w dniu urodzin spełnienia marzeń. Dziękuję, że jesteś. Dziękuję za życie.




11 sierpnia 2011

deszcz meteorytów w czerwonym kolorze

...




Księżyc w woalce z mgły zmierza do Pełni
Ciepły wieczór, koncertowy
sierpniowy

Ogromne wzruszenie, ledwie oddycham radości, z czułości, z lęku
Coś mi się w głowie miesza
Na każde cudo natury patrze tak, jakbym je oglądała po raz ostatni
Skąd takie uczucia, myśli? nie wiem... oswajana zmiana to nie koniec świata
a jakby...

Dziś, jutro, pojutrze, popojutrze spadają gwiazdy
Deszcz meteorytów
żeby tylko zdążyć pomyśleć marzenie do spełnienia, jedno po drugim

Tu i Teraz przywołuje wakacje sprzed 21 lat
W górach Umbrii, nieopodal Ancony, siedziałam na trawiastym stoku jednego z okolicznych wzgórz w towarzystwie Włochów, Francuzów i Palestyńczyków. Rozmawialiśmy półsłówkami o marzeniach, piliśmy wino i liczyliśmy gwiazdy, po angielsku, po włosku, po francusku też. Czas jakby przedwczoraj, prawie jak dziś.

Tu i Teraz.
Ciepła noc, cykady z pierwszej ligi koncertowej, przepastna cisza w tle, niemal złowieszczy szum wiatru w drzewach lasu, tylko gwiazd jakby mniej, bo światło osiedlowych lamp konkuruje o przestrzeń z drogą mleczną.
Czytam... i jeszcze o tym napiszę.
Dobranoc.


foto Google

8 sierpnia 2011

8.08... a po burzy tęcza

...



Nieoczekiwanie, po wschodniej stronie miasta, pojawiła się ciemna chmura z grzmotami i błyskawicami. Leje jak z cebra. Ulice w kałużach, które, jak migoczące lustra, odbijają światłocienie tańczącego nieba.
Po zachodniej stronie nienaruszone jasne słońce.
Spotkanie jednego z drugim zwykle wieńczy cud natury, tęcza. Dziś podwójnie.




Jest taka piosenka... a po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój...

Niezmiennie uwielbiam ją słuchać. Zwykle wybrzmiewa w moich uszach, kiedy wokół nieopisywalne okoliczności przyrody, jak dziś. Jak dziś.




To jest dobry dzień.
Miłego wieczora i kolorowych snów.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...