Pokazywanie postów oznaczonych etykietą and. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą and. Pokaż wszystkie posty
13 października 2011
rozkręcam się
...
Eliza zasugerowała zmianę tematu szkolenia dyplomowanego. Podjęłam decyzję, że nie zmienię tematu a strukturę. Na miejsce procesu terapeutycznego wprowadziłam konkretne i wymierne cele oraz narzędzia do ich realizacji. Wizję zamieniłam na konkrety: ankieta, dyskusja, prezentacja multimedialna, filmik z YT 'Dare Change', plakaty w grupach pt. Mapa Podróży, scenki obrazujące emocje pojawiające się w sytuacjach zmian zaplanowanej i nieoczekiwanej, analiza pola sił, energizery. Zapowiada się inspirująco - rozkręcam się!
Pojechałyśmy z przygodami. Pierwszy samochód zamarzł. Czekałam na drugą brykę schowana w piekarni otulona zapachem świeżego chleba, bułeczek, ciasteczek. Co ciekawe? Otóż, zapach chlebka jest niesamowity, uwodzi, ale dziś po raz pierwszy nie miałam ochoty na zakazany owoc. Ponad rok czasu bez białego chleba i drożdżowych wypieków wyłączyły z obiegu odpowiedzialne za te nawyki sieci neuronowe. Nie rozpoznają starych upodobań.
I zatrzymałam oszronione kolorowe chwile. A to jest dopiero coś!!!
Tulam wieczornie!
25 września 2011
23 sierpnia 2011
a miły to lęk
...
W słodyczy przyjaźni niechaj będzie miejsce
na śmiech i wspólne przyjemności.
Bo to w rosie małych rzeczy
serce odnajduje ranek i świeżość.
Khalil Gibran
na śmiech i wspólne przyjemności.
Bo to w rosie małych rzeczy
serce odnajduje ranek i świeżość.
Khalil Gibran

Spotkanie z przyszłymi właścicielami domu. Jedno z kolejnych. Mam uczucie, że domek przyciągnął ich do siebie, bo oboje pasują do miejsca, idealnie. Ciepli, otwarci, zdecydowani i bardzo zwyczajni, niemal bezbronni. Jesteśmy bardzo do siebie podobni, nastawieniem do świata, do ludzi. Zbliżone upodobania sprawiają, że rozmowy stricte formalne, uzgodnienia dotyczące etapów przeniesienia praw własności, spotkanie u notariusza, termin przekazania kluczy, przemieniają się w pogaduszki towarzyskie. Wymarzyłam ich sobie, po prostu. Czuję przepływające w sobie myśli kogoś, kto chciałby być na nich zły, że trafili na mnie, że są tacy otwarci, przyjaźnie nastawieni, sympatyczni, życzliwi, że nawet gdybym chciała być dla nich niemiła to potrafiłabym znaleźć powodu, bo ich po prostu lubię, ba, jesteśmy na najlepszej drodze do przyjaźni.
Jak to się dzieje, że niektóre marzenia się spełniają, a inne nie? Wymarzyłam sobie zbieg okoliczności, żeby ten dom wykupić, dla siebie, dla rodziny, żeby do tego zaułka ciszy powracać z drogi, z bliska i z daleka, spędzać święta, wspólne chwile, karmić koty, wypiekać chlebek i patrzeć w ogień w kominku. Lecz nic błogosławionego na poczet tego marzenia nie wydarzyło się, a działania nie przyniosły oczekiwanych efektów. Wygląda na to, że mój wpływ na rzeczywistość jest wybiórczy, mam poczucie, że pokrętny i nieco pod prąd.
Jest jak jest.
Z jakiego powodu nie śpię? Bo już znam termin spotkania w celu podpisania aktu notarialnego i przybliżony termin oddania kluczy. Wybudziło mnie ze snu pytanie: czy już znalazłam miejsce dla siebie? Konkretne pytanie, które kołacze się po głowie od dłuższego czasu, szukając odpowiedzi. Nie, jeszcze nie znalazłam. Nawet nie mam pomysłu, gdzie i jakie ono mogłoby być. Wszytko inne przemyślane, przegadane, ustalone, rozdysponowane, tylko na swój własny temat nie potrafię zdecydować podstawowych spraw. Tu i Teraz i nadal mam w głowie pustkę. Z doświadczenia wiem, że w każdej chwili z chaosu możliwości może wyłonić się niespodziewanie wymarzony kształt. Skoro zgoda na niepewność, niewygodę i niewiedzę otwiera drogę do wolności, to tyle może się wydarzyć. W to głęboko wierzę.
Warto wyluzować maleńka! - słyszę przyjacielski głos. Tylko co zrobić z lękiem, który jak niewygodny węzeł zaciska żołądek? Co zrobić z niepokojem, z napięciem mięśni, które rozluźniają się podczas rehabilitacji i automatycznie zaciskają, kiedy pytanie powraca, jak sygnał na alarm.
Pozmywałam naczynia. Herbata wystygła. Podczytuję książkę, zerkam na niektóre blogi. Rzadko bywam w cyberprzestrzeni, jeszcze nie złapałam bakcyla. Sen odpłynął z ciemnością nocy na drugą stronę świata. Gwiazdy zniknęły, a od wschodniej strony różowieje niebo, co oznacza, że Ziemia niezmiennie kręci się i obraca nas w stronę słońca. Jesteśmy coraz bliżej, coraz bliżej. Las szumi z czułością dziś, bardzo delikatnie. Chłodek wlewa się przez uchylone okno. W kalendarzu notatki na pracowity dzień. Porcja kilkunastu godzin dobrego czasu.
post scriptum
Znalazła mnie piosenka Dorotki, którą porwało tornado wraz z domem i psem Toto do zaczarowanej krainy Oz znajdującej się po drugiej stronie tęczy:
boję się, ale miły to lęk
Jak to się dzieje, że niektóre marzenia się spełniają, a inne nie? Wymarzyłam sobie zbieg okoliczności, żeby ten dom wykupić, dla siebie, dla rodziny, żeby do tego zaułka ciszy powracać z drogi, z bliska i z daleka, spędzać święta, wspólne chwile, karmić koty, wypiekać chlebek i patrzeć w ogień w kominku. Lecz nic błogosławionego na poczet tego marzenia nie wydarzyło się, a działania nie przyniosły oczekiwanych efektów. Wygląda na to, że mój wpływ na rzeczywistość jest wybiórczy, mam poczucie, że pokrętny i nieco pod prąd.
Jest jak jest.
Z jakiego powodu nie śpię? Bo już znam termin spotkania w celu podpisania aktu notarialnego i przybliżony termin oddania kluczy. Wybudziło mnie ze snu pytanie: czy już znalazłam miejsce dla siebie? Konkretne pytanie, które kołacze się po głowie od dłuższego czasu, szukając odpowiedzi. Nie, jeszcze nie znalazłam. Nawet nie mam pomysłu, gdzie i jakie ono mogłoby być. Wszytko inne przemyślane, przegadane, ustalone, rozdysponowane, tylko na swój własny temat nie potrafię zdecydować podstawowych spraw. Tu i Teraz i nadal mam w głowie pustkę. Z doświadczenia wiem, że w każdej chwili z chaosu możliwości może wyłonić się niespodziewanie wymarzony kształt. Skoro zgoda na niepewność, niewygodę i niewiedzę otwiera drogę do wolności, to tyle może się wydarzyć. W to głęboko wierzę.
Warto wyluzować maleńka! - słyszę przyjacielski głos. Tylko co zrobić z lękiem, który jak niewygodny węzeł zaciska żołądek? Co zrobić z niepokojem, z napięciem mięśni, które rozluźniają się podczas rehabilitacji i automatycznie zaciskają, kiedy pytanie powraca, jak sygnał na alarm.
Pozmywałam naczynia. Herbata wystygła. Podczytuję książkę, zerkam na niektóre blogi. Rzadko bywam w cyberprzestrzeni, jeszcze nie złapałam bakcyla. Sen odpłynął z ciemnością nocy na drugą stronę świata. Gwiazdy zniknęły, a od wschodniej strony różowieje niebo, co oznacza, że Ziemia niezmiennie kręci się i obraca nas w stronę słońca. Jesteśmy coraz bliżej, coraz bliżej. Las szumi z czułością dziś, bardzo delikatnie. Chłodek wlewa się przez uchylone okno. W kalendarzu notatki na pracowity dzień. Porcja kilkunastu godzin dobrego czasu.
post scriptum
Znalazła mnie piosenka Dorotki, którą porwało tornado wraz z domem i psem Toto do zaczarowanej krainy Oz znajdującej się po drugiej stronie tęczy:
boję się, ale miły to lęk
23 lipca 2011
7 lipca 2011
czerwone oznacza zielone_artykuł w CMFakty
...
Czerwone oznacza zielone_ o szkoleniu rozwoju osobistego CMF w Tarnówce

Wstęp:
Zasadniczą motywacją dla poniższego tekstu stała się czerwona kamizelka Pana Prezesa z intrygującym napisem na plecach: CMFakty. Kto by chciał ją posiadać? No właśnie! A kto by nie chciał? I pytanie kolejne: dokąd zaprowadzi nas ciekawość?
20.06.2011r.
Na podwórko gospodarstwa agroturystycznego w Tarnówce Dąbskiej o godz. 11.03 zajechało czarne Volvo z zielonogórską rejestracją. Dojechaliśmy prawie punktualnie, nie wykorzystując możliwości błądzenia na polach i łąkach, co nierzadko funduje podróżnikom GPS, przez niektórych kierowców zwany Hołkiem. Czy nie masz Czytelniku wrażenia, że twoja nawigacja od czasu do czasu realizuje algorytm na poczucie humoru?

Mam prawo do trzech głupot dziennie.
Wita nas team trenerski, Jessica i Pan Prezes Jurkowski, oraz uczestnicy: Wiola, Zosia, Paweł. Dołączyłyśmy z Lucyną, tworząc 5osobową grupę szkoleniową, której celem jest wymodelować i utrwalić postawę idealnego szefa. Jakie mamy oczekiwania? Nabrać pewności i spójności w działaniu, pogłębić poczucie własnej wartości, dostrzec swoje wewnętrzne i zewnętrzne walory, by emanować nimi w każdym geście, spojrzeniu, słowie, by osiągać małe i większe sukcesy, czyli realizować swoje marzenia.
Każde kolejne ćwiczenie, począwszy od przedstawienia siebie w samych superlatywach (wypowiedź na temat: co lubię w sobie?) poprzez przeprowadzenie narady w firmie (pantonima dla każdego), aż do wyboru szefa spośród załogi firmy handlującej meblami ogrodowymi, której prezes wyjechał na 3tygodniowe międzynarodowe targi (‘gorąca’ dyskusja grupy w celu wypracowania jednolitej decyzji), działało jak czuły skaner na systemy naszych przekonań, nawyków, aktywowało z coraz większą mocą różne stany emocjonalne i penetrowało coraz głębiej cieniste obszary podświadomości.
Skutecznym elementem energetyzującym umysł i ciało stało się wyjście pomiędzy usłane polnymi kwiatami pola i praktyka Chi Gong, którą rozpoczęliśmy od spaceru stawiając kroki w określony przez Tai Chi sposób, a zakończyliśmy Modlitwą Tybetańską. Wokół koncertowały ptaki, pachniały pokrzywy, a w łanach zbóż, jak na obrazach Chełmońskiego, rozkwitały maki, rumianek i chabry.
Podczas negocjacji nigdy nie zaczynam negocjacji, tylko czekam na pierwszy ruch z drugiej strony.
Integralną częścią szkolenia stały się posiłki przy wspólnym stole. Domowe jedzenie, m.in. zupa pomidorowa, kurczak w galarecie, sałatki jarzynowe, czy aromatyczne świeże pomidory, jakby zerwane przed chwila z krzaka, były pysznym dodatkiem do wspólnych pogaduszek czy anegdotycznych dykteryjek Prezesa. Pamiętam jeszcze zapach i smak domowego ciasta, jaki zajadaliśmy podczas przerw: orzechowca i szarlotki. Idealne do kawy, aromatycznej herbaty ze świeżej pokrzywy i koszyczka rumianku, czy też wody z imbirem i cytryną.
Po kolacji odwiedziliśmy biuro Zbyszka w Kole, jednego ze współpracowników CMF. Z zainteresowaniem przyglądaliśmy się analizie miejsca wedle zasad Feng Shui, jakiej dokonała Jessica. Po kilku drobnych korektach biuro staje się miejscem przyciągania wszelakiej obfitości.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się przy wejściu na teren byłego obozu zagłady w Chełmie nad Nerem, który uruchomiono w grudniu 1941 roku, jeszcze przed konferencją w willi Wannsee w Berlinie z dnia 20 stycznia 1942 r., podczas której formalnie przywódcy III Rzeszy podjęli decyzję o masowej eksterminacji ludności żydowskiej. Z tablic informacyjnych dowiedzieliśmy się m.in. że muzeum byłego obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem zostało oficjalnie otwarte w dniu 17 czerwca 1990 roku jako Oddział Muzeum Okręgowego w Koninie. W dalszym ciągu na terenie obozu trwają prace archeologiczne. Takie miejsca mają w sobie niemal paraliżującą energię i pozostawiają po sobie niezapomniane wrażenie zatrzymania w czasie. Zanurzyliśmy się w głębokiej ciszy przez kolejny kwadrans.
Najdłuższy wieczór tego roku. Po zachodzie słońca delektowaliśmy się gorącą zieloną herbatą i winem z podróżnego barku, kontynuując radosny nastrój i kolorowe opowieści z dużą dawką poczucia humoru. Podkręcaliśmy się analizą kolorów, jakiej na każdym z nas dokonała Jessica. Dowiedzieliśmy się, co oznacza zamiłowanie do czerwonych samochodów, czarnej albo czerwonej bielizny, z jakiego powodu zakładamy podświadomie białe podkoszulki, nosimy klasyczne niebieskie dżinsy, szare marynarki, brązowe spódnice, z jakiego powodu otaczamy się odcieniami fioletowymi albo niebieskimi, wprowadzamy w swoje otoczenie zieleń czy kolor pomarańczowy ( lektura obowiązkowa w tej materii to książka Dariusza Tarczyńskiego pt. Zrozumieć człowieka z wyglądu).
O północy dobranoc.
21.06.2011r.
Ostatni dzień wiosny a pierwszy dzień lata przebudził mnie o 4.20, tuż przed wschodem słońca. Czy jestem gotowa na kolejny etap odkrywania tajemnic w sobie? Czy jestem gotowa na lekcje pokory? Czy jestem gotowa na zmiany, czy jestem gotowa uczyć się więcej? Pierwszy dzień lata 2011 rozpocznie się o godz. 19.16. Co się wydarzy w ciągu następnych 14 godzin?
Na dobry początek w pszenicznych łanach Modlitwa Tybetańska i jogiczny zestaw asan Powitanie Słońca. Ciało zanurzone w świetle pomarańczowej kuli wznoszącej się nad horyzontem coraz wyżej i wyżej, a w drodze powrotnej fotografie.

Każdego poranka myślę o ośmiu rzeczach niemożliwych.
Siedem osób od godz. 8.00 wygina ciało śmiało na zielonej trawie między budynkami. Wyspani i zadowoleni. Ciekawi. Rozgrzewkę prowadzi Jessica. Zbieramy energię słonecznego poranka i wypełniamy się nią na resztę dnia. Przebieramy na pachnące jajecznicą, twarogiem, pomidorami śniadanie. Gawędzimy, smakujemy, cieszymy się swoim towarzystwem.
Szkoleniowo kontynuujemy temat poprzedniego dnia. Łatwo dostrzec, jak coraz bardziej otwieramy się i nabieramy do siebie nawzajem zaufania. W takim klimacie można odsłonić się bardziej i przetransformować lęki, które powstrzymują od przekraczania wewnętrznych barier.
Dyplomacja dyplomaty polega na tym, iż kiedy dyplomata mówi ‘tak’ to oznacza ‘być może’, kiedy dyplomata mówi ‘być może’ to oznacza ‘nie’, dyplomata nigdy nie mówi ‘nie’. Dyplomacja kobiety polega na tym, że kiedy kobieta mówi ‘nie’ to oznacza ‘być może’, a kiedy powiada ‘być może’ to oznacza ‘tak’.
Zajęcia w kameralnym gronie kontynuujemy na zewnątrz. Słoneczny jasny dzień, błękitne niebo i delikatny wiatr. Idealna pogoda na opaleniznę i na dyskusję o tym, co nam przeszkadza być idealnym szefem samego siebie i innych. Co zatrzymuje nas w podążaniu za celem? Co sprawia, że czasem mamy poczucie, iż kręcimy się w kółko, nie mogąc ruszyć z miejsca? Czy to lęk, czy to strach, a może tylko złudzenia? Dla uzyskania jasności umysłu i działania warto jeszcze raz zresetować rzeczywistość i zagospodarować swój dzień od nowa, wpleść weń to, co jest niezbędne dla codziennego funkcjonowania, i to, co wynika ze szczegółowego planu realizowania swoich celów.
Obiad to pachnący czerwony barszcz z makaronem. Intrygujące połączenie smaków zgodne z tradycją kuchni Wielkopolskiej, którego jeszcze nie spotkałam. Aromatyczny dorsz wpasował się w wegetariańskie upodobania Jessici i moje. Drzemkę poobiednią zamieniam na fotografowanie kwiatów. Lubię bawić się światłem, eksperymentować z ekspozycją, wyszukiwać smaczki i zatrzymywać je na dłużej: trawy, kłosy, kwiaty, liście, robaczki, drzewa. Dostrzegam nieopodal fotografującą w skupieniu Jessicę. Jej fotografie wypełnione energią praktyki Zen można zobaczyć na stronie www.innerbirdphysiology.com

Popołudniowe ćwiczenia praktyczne zamykają proces kreowania idealnego szefa, którego dostrzegamy w sobie. Utrwalamy jego wizerunek najpierw poprzez opis swojego portretu, potem prezentację siebie, a następnie realizując indywidualne zadania. To było najzabawniejsza część szkolenia. Już dawno nie poruszyłam śmiechem tak głęboko mięśni brzucha, jak podczas szefowania każdego z nas, a szczególnie Tomka, kiedy wykonywałyśmy ćwiczenia zgodnie z jego zaleceniami, chodząc po całym podwórku. Gesty wskazujące na potrzebę dotlenienia całego ciała, i towarzyszący im śmiech, były na tyle dwuznaczne, że wzbudzały zainteresowanie pracujących nieopodal panów. W trakcie innych zadań pojawiły się taneczne podskoki w kółeczku, przypominające zabawy na przedszkolnym podwórku, które zainicjowała Lucyna, i niepokojące odgłosy zwierząt pod dyktando Wioli. Czego to nie zrobi człek dla szefa, jeśli tylko zostanie przekonująco doceniony?
Każdy szef mówi o sobie:
Wierzę w siebie, mam autorytet, wzbudzam zaufanie, cieszę się każdym sukcesem, skutecznie motywuję ludzi, konsekwentnie dążę do celu, świadomie deleguję zadania, umiem docenić siebie i innych, jestem profesjonalistka w swojej dziedzinie, jestem odważna, intuicyjna, wrażliwa, rozważna, zdecydowana, elegancka, uśmiechnięta, pracowita, dynamiczna, kreatywna, spontaniczna, elastyczna, cierpliwa, lubię ludzi i z łatwością akceptuję ich inność, potrafię planować, jestem dobrym obserwatorem, widzę sytuacje z wielu perspektyw, potrafię zachować dystans w sytuacjach konfliktowych, jestem samodzielna a jednocześnie potrafię prosić o pomoc, potrafię zorganizować swój czas prywatny i zawodowy, jestem wymagająca od siebie i od innych, jestem znakomitym organizatorem, jestem zaangażowana w rozwój swój i firmy, jestem otwarta na wyzwania i nowatorskie pomysły, potrafię się uczyć, sumiennie realizuję swoje zadania, jestem dobrym negocjatorem i strategiem, mam poczucie humoru, mam czas na wszystko to, co jest dla mnie ważne, i ważniejsze: czerpię radość z roli szefa.
Warto w codziennym życiu ćwiczyć różne społeczne role pozostając w nich neutralnym uczestnikiem, i co najważniejsze, dobrze się nimi bawić.
Jak ćwiczyć targowanie się? Jak założyć swój biznes? Jak smakuje czerwone albo różowe wino lub schłodzone piwo? Odpowiedzi na te pytania znajdowaliśmy rozmawiając we wtorkowy wieczór, a pod oknami naszych pokojów płonęło ognisko i długo grała muza w rytm imprezy z okazji 18stych urodzin.
22.06.2011r.
Kontrola ruchu. Jakość podróży określa stan umysłu, który decyduje o ekspresji i kształtowaniu rzeczywistości. Stan umysłu określa stopień zanurzenia w teraźniejszości, czyli skupienie na Tu i Teraz. Pierwszy krok to świadomy oddech, drugi krok to wyłowić z otoczenia wszystkie dochodzące do nas odgłosy, trzeci krok to świadome, skoncentrowane działanie.

Mam swój styl. Świetnie się bawię. Idealnie nadaję się na szefa!
Światło dnia przebudziło zmysły tuż przed wschodem słońca. Droga prowadzi między polami dojrzewających zbóż. Gospodarstwa oddalone od siebie, a pomiędzy nimi cisza tak głęboka, że słychać szelest liści, kołyszące się kłosy, i rajcujące, jak przekupki na targu, ptaki. Gdybym wsłuchała się bardziej, to mogłabym usłyszeć, jak rośnie zielone sałata na zagonach. Tymczasem, znienacka, rozkrzyczały się kury i słychać pianie koguta; oto nad horyzontem wyłania się słońce. Warto było wstać, żeby siebie zobaczyć w tych okolicznościach przyrody. Poranne światło dnia rozsypało ciepłe promienie słoneczne, w które z przyjemnością wtula się wszystko, co żyje.
Uśmiechnij się do siebie.
Tradycyjnie, o ósmej, mniej lub więcej wyspani, ćwiczymy na trawie. Zbieramy energię w dolnym tantiem, kołyszemy się, oklepujemy i rozciągamy ciało, a całość praktyki kończymy Modlitwą Tybetańską.
Luksusowa wersja porannego biesiadowania oznacza twaróg, parówki, pomidory plus idealnie wysmażona jajecznica i domowa konfitura z wiśni (pycha!!!), okraszone swobodną rozmową, wewnętrznym rozluźnieniem i anegdotami Pana Prezesa. Po godzinie, z pełnymi brzuszkami, wchodzimy w proces dokańczania spraw, zarówno w emocjonalnej jak i praktycznej sferze, oraz w obszarze relacji z innymi.
Okres wakacji jest czasem idealnie skrojonym przez wszechświat, by zamykać to, co należy do przeszłości i co absorbuje naszą uwagę.
Czy masz jakiś cel, do którego dążysz? Co ci przeszkadza w realizacji tego celu?
Czy pogodzenie się z kimś przyniosłoby Tobie ulgę?
Czy istnieją projekty, których nie zakończyłeś?
Czy masz w szafach nieużywane ubrania?
Czy posiadasz rzeczy, których nie potrzebujesz?
Czy masz płynność finansową, czyli posiadasz pieniądze na bieżące inwestycje, a w razie kredytów przejrzysty plan ich spłacenia?
Każda rzecz sprawiająca, że oglądamy się za siebie, działa jak przysłowiowy ogon, który ciągniemy za sobą. Pochłania on naszą energię i nie możemy w pełni zaangażować się w teraźniejszość,. Jesteśmy obecni trochę tam, trochę tu, tym samym nie jesteśmy w pełni skupieni na działaniu Tu i Teraz. Konsekwencje? Z jednej strony poczucie, że mogłoby być lepiej, a z drugiej włącza się krytyczna spirala pretensji, co obniża efektywność w kolejnych projektach. Konstruktywnym działaniem jest wykonanie listy spraw do zrealizowania w ściśle określonym czasie, np. wybaczenie komuś i sobie, oddanie rzeczy potrzebującym, wykonanie telefonu, napisanie maila czy doprecyzowanie etapów prowadzących do długofalowego celu.
Jessica prowadzi nas systematycznie przez obszar naszych potrzeb, wprowadzając do deklaracji zmiany żywioły. Przed oczyma mam obraz z perspektywy zdystansowanego obserwatora, kiedy stoimy w kręgu wokół dogasającego ogniska, którego żar przemienia zapisane intencje w energię wspierającą decyzje dotyczące Przeszłości, Teraźniejszości i Przyszłości; oczyszczające doświadczenie, w którym drzemie ogromny spokój.

To jest twoje.
Ostatnim elementem szkoleniowym stała się praktyka transformacji destrukcyjnych emocji w obojętne emotki. Wyobraź sobie, że stoi przed Tobą intensywnie ujadający pies. Hau, hau, hau jest głośne, irytujące, wywołujące niemal fizyczny ból. Wyobraź sobie, że stawiasz przed sobą ogromny lejek skierowany tak, że jego ujadanie wpada do środka i spływa po ściankach do samej ziemi. Wyobraź sobie kogoś, kto mówi do ciebie niemiłe, ba, obraźliwe słowa, a one nie są w stanie ciebie zranić, bo należą do tej osoby i do lejka. Wizualizacja pt. nie bierz niczego do siebie zwraca wolność od tego, co nie należy do ciebie.
Na zakończenie cyklu szkoleniowego usiedliśmy w Dąbiu przy wspólnym obiedzie. Podsumowując: cele postawione na początku szkolenia zostały zrealizowane, a oczekiwania spełnione. Proces przebudowy wewnętrznej struktury umysłu został głęboko i solidnie zakotwiczony. Elementem zwieńczającym trzydniową wspólną pracę jest wdzięczność za zaufanie, otwartość, i docenienie siebie nawzajem takimi, jacy jesteśmy: doskonali na swój indywidualny sposób. Życzliwy uśmiech na pożegnanie.
Dziękuję, że mogliśmy się poznać i spędzić ze sobą czas.

Post scriptum
Tytuł artykułu nawiązuje do anegdotycznej historii sprzed lat o długiej rozmowie Pana Prezesa z milicjantem o znaczeniu kolorów świateł podczas ruchu drogowego, szczególnie przy przechodzeniu przez ulicę.

Wstęp:
Zasadniczą motywacją dla poniższego tekstu stała się czerwona kamizelka Pana Prezesa z intrygującym napisem na plecach: CMFakty. Kto by chciał ją posiadać? No właśnie! A kto by nie chciał? I pytanie kolejne: dokąd zaprowadzi nas ciekawość?
20.06.2011r.
Na podwórko gospodarstwa agroturystycznego w Tarnówce Dąbskiej o godz. 11.03 zajechało czarne Volvo z zielonogórską rejestracją. Dojechaliśmy prawie punktualnie, nie wykorzystując możliwości błądzenia na polach i łąkach, co nierzadko funduje podróżnikom GPS, przez niektórych kierowców zwany Hołkiem. Czy nie masz Czytelniku wrażenia, że twoja nawigacja od czasu do czasu realizuje algorytm na poczucie humoru?

Mam prawo do trzech głupot dziennie.
Wita nas team trenerski, Jessica i Pan Prezes Jurkowski, oraz uczestnicy: Wiola, Zosia, Paweł. Dołączyłyśmy z Lucyną, tworząc 5osobową grupę szkoleniową, której celem jest wymodelować i utrwalić postawę idealnego szefa. Jakie mamy oczekiwania? Nabrać pewności i spójności w działaniu, pogłębić poczucie własnej wartości, dostrzec swoje wewnętrzne i zewnętrzne walory, by emanować nimi w każdym geście, spojrzeniu, słowie, by osiągać małe i większe sukcesy, czyli realizować swoje marzenia.
Każde kolejne ćwiczenie, począwszy od przedstawienia siebie w samych superlatywach (wypowiedź na temat: co lubię w sobie?) poprzez przeprowadzenie narady w firmie (pantonima dla każdego), aż do wyboru szefa spośród załogi firmy handlującej meblami ogrodowymi, której prezes wyjechał na 3tygodniowe międzynarodowe targi (‘gorąca’ dyskusja grupy w celu wypracowania jednolitej decyzji), działało jak czuły skaner na systemy naszych przekonań, nawyków, aktywowało z coraz większą mocą różne stany emocjonalne i penetrowało coraz głębiej cieniste obszary podświadomości.
Skutecznym elementem energetyzującym umysł i ciało stało się wyjście pomiędzy usłane polnymi kwiatami pola i praktyka Chi Gong, którą rozpoczęliśmy od spaceru stawiając kroki w określony przez Tai Chi sposób, a zakończyliśmy Modlitwą Tybetańską. Wokół koncertowały ptaki, pachniały pokrzywy, a w łanach zbóż, jak na obrazach Chełmońskiego, rozkwitały maki, rumianek i chabry.
Podczas negocjacji nigdy nie zaczynam negocjacji, tylko czekam na pierwszy ruch z drugiej strony.
Integralną częścią szkolenia stały się posiłki przy wspólnym stole. Domowe jedzenie, m.in. zupa pomidorowa, kurczak w galarecie, sałatki jarzynowe, czy aromatyczne świeże pomidory, jakby zerwane przed chwila z krzaka, były pysznym dodatkiem do wspólnych pogaduszek czy anegdotycznych dykteryjek Prezesa. Pamiętam jeszcze zapach i smak domowego ciasta, jaki zajadaliśmy podczas przerw: orzechowca i szarlotki. Idealne do kawy, aromatycznej herbaty ze świeżej pokrzywy i koszyczka rumianku, czy też wody z imbirem i cytryną.
Po kolacji odwiedziliśmy biuro Zbyszka w Kole, jednego ze współpracowników CMF. Z zainteresowaniem przyglądaliśmy się analizie miejsca wedle zasad Feng Shui, jakiej dokonała Jessica. Po kilku drobnych korektach biuro staje się miejscem przyciągania wszelakiej obfitości.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się przy wejściu na teren byłego obozu zagłady w Chełmie nad Nerem, który uruchomiono w grudniu 1941 roku, jeszcze przed konferencją w willi Wannsee w Berlinie z dnia 20 stycznia 1942 r., podczas której formalnie przywódcy III Rzeszy podjęli decyzję o masowej eksterminacji ludności żydowskiej. Z tablic informacyjnych dowiedzieliśmy się m.in. że muzeum byłego obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem zostało oficjalnie otwarte w dniu 17 czerwca 1990 roku jako Oddział Muzeum Okręgowego w Koninie. W dalszym ciągu na terenie obozu trwają prace archeologiczne. Takie miejsca mają w sobie niemal paraliżującą energię i pozostawiają po sobie niezapomniane wrażenie zatrzymania w czasie. Zanurzyliśmy się w głębokiej ciszy przez kolejny kwadrans.
Najdłuższy wieczór tego roku. Po zachodzie słońca delektowaliśmy się gorącą zieloną herbatą i winem z podróżnego barku, kontynuując radosny nastrój i kolorowe opowieści z dużą dawką poczucia humoru. Podkręcaliśmy się analizą kolorów, jakiej na każdym z nas dokonała Jessica. Dowiedzieliśmy się, co oznacza zamiłowanie do czerwonych samochodów, czarnej albo czerwonej bielizny, z jakiego powodu zakładamy podświadomie białe podkoszulki, nosimy klasyczne niebieskie dżinsy, szare marynarki, brązowe spódnice, z jakiego powodu otaczamy się odcieniami fioletowymi albo niebieskimi, wprowadzamy w swoje otoczenie zieleń czy kolor pomarańczowy ( lektura obowiązkowa w tej materii to książka Dariusza Tarczyńskiego pt. Zrozumieć człowieka z wyglądu).
O północy dobranoc.
21.06.2011r.
Ostatni dzień wiosny a pierwszy dzień lata przebudził mnie o 4.20, tuż przed wschodem słońca. Czy jestem gotowa na kolejny etap odkrywania tajemnic w sobie? Czy jestem gotowa na lekcje pokory? Czy jestem gotowa na zmiany, czy jestem gotowa uczyć się więcej? Pierwszy dzień lata 2011 rozpocznie się o godz. 19.16. Co się wydarzy w ciągu następnych 14 godzin?
Na dobry początek w pszenicznych łanach Modlitwa Tybetańska i jogiczny zestaw asan Powitanie Słońca. Ciało zanurzone w świetle pomarańczowej kuli wznoszącej się nad horyzontem coraz wyżej i wyżej, a w drodze powrotnej fotografie.
Każdego poranka myślę o ośmiu rzeczach niemożliwych.
Siedem osób od godz. 8.00 wygina ciało śmiało na zielonej trawie między budynkami. Wyspani i zadowoleni. Ciekawi. Rozgrzewkę prowadzi Jessica. Zbieramy energię słonecznego poranka i wypełniamy się nią na resztę dnia. Przebieramy na pachnące jajecznicą, twarogiem, pomidorami śniadanie. Gawędzimy, smakujemy, cieszymy się swoim towarzystwem.
Szkoleniowo kontynuujemy temat poprzedniego dnia. Łatwo dostrzec, jak coraz bardziej otwieramy się i nabieramy do siebie nawzajem zaufania. W takim klimacie można odsłonić się bardziej i przetransformować lęki, które powstrzymują od przekraczania wewnętrznych barier.
Dyplomacja dyplomaty polega na tym, iż kiedy dyplomata mówi ‘tak’ to oznacza ‘być może’, kiedy dyplomata mówi ‘być może’ to oznacza ‘nie’, dyplomata nigdy nie mówi ‘nie’. Dyplomacja kobiety polega na tym, że kiedy kobieta mówi ‘nie’ to oznacza ‘być może’, a kiedy powiada ‘być może’ to oznacza ‘tak’.
Zajęcia w kameralnym gronie kontynuujemy na zewnątrz. Słoneczny jasny dzień, błękitne niebo i delikatny wiatr. Idealna pogoda na opaleniznę i na dyskusję o tym, co nam przeszkadza być idealnym szefem samego siebie i innych. Co zatrzymuje nas w podążaniu za celem? Co sprawia, że czasem mamy poczucie, iż kręcimy się w kółko, nie mogąc ruszyć z miejsca? Czy to lęk, czy to strach, a może tylko złudzenia? Dla uzyskania jasności umysłu i działania warto jeszcze raz zresetować rzeczywistość i zagospodarować swój dzień od nowa, wpleść weń to, co jest niezbędne dla codziennego funkcjonowania, i to, co wynika ze szczegółowego planu realizowania swoich celów.
Obiad to pachnący czerwony barszcz z makaronem. Intrygujące połączenie smaków zgodne z tradycją kuchni Wielkopolskiej, którego jeszcze nie spotkałam. Aromatyczny dorsz wpasował się w wegetariańskie upodobania Jessici i moje. Drzemkę poobiednią zamieniam na fotografowanie kwiatów. Lubię bawić się światłem, eksperymentować z ekspozycją, wyszukiwać smaczki i zatrzymywać je na dłużej: trawy, kłosy, kwiaty, liście, robaczki, drzewa. Dostrzegam nieopodal fotografującą w skupieniu Jessicę. Jej fotografie wypełnione energią praktyki Zen można zobaczyć na stronie www.innerbirdphysiology.com

Popołudniowe ćwiczenia praktyczne zamykają proces kreowania idealnego szefa, którego dostrzegamy w sobie. Utrwalamy jego wizerunek najpierw poprzez opis swojego portretu, potem prezentację siebie, a następnie realizując indywidualne zadania. To było najzabawniejsza część szkolenia. Już dawno nie poruszyłam śmiechem tak głęboko mięśni brzucha, jak podczas szefowania każdego z nas, a szczególnie Tomka, kiedy wykonywałyśmy ćwiczenia zgodnie z jego zaleceniami, chodząc po całym podwórku. Gesty wskazujące na potrzebę dotlenienia całego ciała, i towarzyszący im śmiech, były na tyle dwuznaczne, że wzbudzały zainteresowanie pracujących nieopodal panów. W trakcie innych zadań pojawiły się taneczne podskoki w kółeczku, przypominające zabawy na przedszkolnym podwórku, które zainicjowała Lucyna, i niepokojące odgłosy zwierząt pod dyktando Wioli. Czego to nie zrobi człek dla szefa, jeśli tylko zostanie przekonująco doceniony?
Każdy szef mówi o sobie:
Wierzę w siebie, mam autorytet, wzbudzam zaufanie, cieszę się każdym sukcesem, skutecznie motywuję ludzi, konsekwentnie dążę do celu, świadomie deleguję zadania, umiem docenić siebie i innych, jestem profesjonalistka w swojej dziedzinie, jestem odważna, intuicyjna, wrażliwa, rozważna, zdecydowana, elegancka, uśmiechnięta, pracowita, dynamiczna, kreatywna, spontaniczna, elastyczna, cierpliwa, lubię ludzi i z łatwością akceptuję ich inność, potrafię planować, jestem dobrym obserwatorem, widzę sytuacje z wielu perspektyw, potrafię zachować dystans w sytuacjach konfliktowych, jestem samodzielna a jednocześnie potrafię prosić o pomoc, potrafię zorganizować swój czas prywatny i zawodowy, jestem wymagająca od siebie i od innych, jestem znakomitym organizatorem, jestem zaangażowana w rozwój swój i firmy, jestem otwarta na wyzwania i nowatorskie pomysły, potrafię się uczyć, sumiennie realizuję swoje zadania, jestem dobrym negocjatorem i strategiem, mam poczucie humoru, mam czas na wszystko to, co jest dla mnie ważne, i ważniejsze: czerpię radość z roli szefa.
Warto w codziennym życiu ćwiczyć różne społeczne role pozostając w nich neutralnym uczestnikiem, i co najważniejsze, dobrze się nimi bawić.
Jak ćwiczyć targowanie się? Jak założyć swój biznes? Jak smakuje czerwone albo różowe wino lub schłodzone piwo? Odpowiedzi na te pytania znajdowaliśmy rozmawiając we wtorkowy wieczór, a pod oknami naszych pokojów płonęło ognisko i długo grała muza w rytm imprezy z okazji 18stych urodzin.
22.06.2011r.
Kontrola ruchu. Jakość podróży określa stan umysłu, który decyduje o ekspresji i kształtowaniu rzeczywistości. Stan umysłu określa stopień zanurzenia w teraźniejszości, czyli skupienie na Tu i Teraz. Pierwszy krok to świadomy oddech, drugi krok to wyłowić z otoczenia wszystkie dochodzące do nas odgłosy, trzeci krok to świadome, skoncentrowane działanie.
Mam swój styl. Świetnie się bawię. Idealnie nadaję się na szefa!
Światło dnia przebudziło zmysły tuż przed wschodem słońca. Droga prowadzi między polami dojrzewających zbóż. Gospodarstwa oddalone od siebie, a pomiędzy nimi cisza tak głęboka, że słychać szelest liści, kołyszące się kłosy, i rajcujące, jak przekupki na targu, ptaki. Gdybym wsłuchała się bardziej, to mogłabym usłyszeć, jak rośnie zielone sałata na zagonach. Tymczasem, znienacka, rozkrzyczały się kury i słychać pianie koguta; oto nad horyzontem wyłania się słońce. Warto było wstać, żeby siebie zobaczyć w tych okolicznościach przyrody. Poranne światło dnia rozsypało ciepłe promienie słoneczne, w które z przyjemnością wtula się wszystko, co żyje.
Uśmiechnij się do siebie.
Tradycyjnie, o ósmej, mniej lub więcej wyspani, ćwiczymy na trawie. Zbieramy energię w dolnym tantiem, kołyszemy się, oklepujemy i rozciągamy ciało, a całość praktyki kończymy Modlitwą Tybetańską.
Luksusowa wersja porannego biesiadowania oznacza twaróg, parówki, pomidory plus idealnie wysmażona jajecznica i domowa konfitura z wiśni (pycha!!!), okraszone swobodną rozmową, wewnętrznym rozluźnieniem i anegdotami Pana Prezesa. Po godzinie, z pełnymi brzuszkami, wchodzimy w proces dokańczania spraw, zarówno w emocjonalnej jak i praktycznej sferze, oraz w obszarze relacji z innymi.
Okres wakacji jest czasem idealnie skrojonym przez wszechświat, by zamykać to, co należy do przeszłości i co absorbuje naszą uwagę.
Czy masz jakiś cel, do którego dążysz? Co ci przeszkadza w realizacji tego celu?
Czy pogodzenie się z kimś przyniosłoby Tobie ulgę?
Czy istnieją projekty, których nie zakończyłeś?
Czy masz w szafach nieużywane ubrania?
Czy posiadasz rzeczy, których nie potrzebujesz?
Czy masz płynność finansową, czyli posiadasz pieniądze na bieżące inwestycje, a w razie kredytów przejrzysty plan ich spłacenia?
Każda rzecz sprawiająca, że oglądamy się za siebie, działa jak przysłowiowy ogon, który ciągniemy za sobą. Pochłania on naszą energię i nie możemy w pełni zaangażować się w teraźniejszość,. Jesteśmy obecni trochę tam, trochę tu, tym samym nie jesteśmy w pełni skupieni na działaniu Tu i Teraz. Konsekwencje? Z jednej strony poczucie, że mogłoby być lepiej, a z drugiej włącza się krytyczna spirala pretensji, co obniża efektywność w kolejnych projektach. Konstruktywnym działaniem jest wykonanie listy spraw do zrealizowania w ściśle określonym czasie, np. wybaczenie komuś i sobie, oddanie rzeczy potrzebującym, wykonanie telefonu, napisanie maila czy doprecyzowanie etapów prowadzących do długofalowego celu.
Jessica prowadzi nas systematycznie przez obszar naszych potrzeb, wprowadzając do deklaracji zmiany żywioły. Przed oczyma mam obraz z perspektywy zdystansowanego obserwatora, kiedy stoimy w kręgu wokół dogasającego ogniska, którego żar przemienia zapisane intencje w energię wspierającą decyzje dotyczące Przeszłości, Teraźniejszości i Przyszłości; oczyszczające doświadczenie, w którym drzemie ogromny spokój.
To jest twoje.
Ostatnim elementem szkoleniowym stała się praktyka transformacji destrukcyjnych emocji w obojętne emotki. Wyobraź sobie, że stoi przed Tobą intensywnie ujadający pies. Hau, hau, hau jest głośne, irytujące, wywołujące niemal fizyczny ból. Wyobraź sobie, że stawiasz przed sobą ogromny lejek skierowany tak, że jego ujadanie wpada do środka i spływa po ściankach do samej ziemi. Wyobraź sobie kogoś, kto mówi do ciebie niemiłe, ba, obraźliwe słowa, a one nie są w stanie ciebie zranić, bo należą do tej osoby i do lejka. Wizualizacja pt. nie bierz niczego do siebie zwraca wolność od tego, co nie należy do ciebie.
Na zakończenie cyklu szkoleniowego usiedliśmy w Dąbiu przy wspólnym obiedzie. Podsumowując: cele postawione na początku szkolenia zostały zrealizowane, a oczekiwania spełnione. Proces przebudowy wewnętrznej struktury umysłu został głęboko i solidnie zakotwiczony. Elementem zwieńczającym trzydniową wspólną pracę jest wdzięczność za zaufanie, otwartość, i docenienie siebie nawzajem takimi, jacy jesteśmy: doskonali na swój indywidualny sposób. Życzliwy uśmiech na pożegnanie.
Dziękuję, że mogliśmy się poznać i spędzić ze sobą czas.
Post scriptum
Tytuł artykułu nawiązuje do anegdotycznej historii sprzed lat o długiej rozmowie Pana Prezesa z milicjantem o znaczeniu kolorów świateł podczas ruchu drogowego, szczególnie przy przechodzeniu przez ulicę.
_______________________________________
Foto Jessica Szelag oraz DL
artykuł opublikowany w miesięczniku informacyjnym:
CMFakty 06/2011/59
Foto Jessica Szelag oraz DL
artykuł opublikowany w miesięczniku informacyjnym:
CMFakty 06/2011/59
2 czerwca 2011
różane refleksje
...
Interesujący czas. Momentami niełatwy. Letnie klimaty przeplatają się z oczekiwaniem na zbiegi okoliczności. Jeden mój krok aktywuje jeden krok ze strony wszechświata. Nigdy nie wiem na pewno, co się wydarzy. Marzenia mają kształty, zapachy, kolory, uczucia, a niespodzianki chodzą parami. W międzyczasie kwitną i pachną niebiańsko angielskie róże, które wymarzyłam w długie szpitalne noce. Przepięknie rozrasta się wisteria i wiciokrzew oplatając ażurowy płotek między nami sąsiadami. I wreszcie stanął legendarny płot od strony lasu, który pokazał, że wyobrażone demony nijak mają się do rzeczywistości. Z miłym zaskoczeniem odkryliśmy, że owa kość niezgody jest jak ostatni ścieg w eleganckim stroju. Drzewa starego lasu, a szczególnie konary jadalnych kasztanowców, dumnie spoglądają w okna naszych domów, a w ogrodzie zrobiło się po prostu przytulnie. Stwierdziliśmy zgodnie, że teraz czujemy się teraz bardziej u siebie i cieszymy się, że jest nam z tym dobrze. Odbieramy jednocześnie tę sytuację, jako lekcję pokory i uważności, żeby nie strzępić języka na próżno, nie oceniać i wyciągać wniosków pochopnie oraz nie wybiegać mocno do przodu.
Cieszę się, że na tym etapie zmian w moim życiu pojawia się powód do głębokiego uśmiechu i wspólnej radości, oraz znakomity pretekst do wspólnego grillowania. Już za tydzień magiczny piątkowy wieczór w naszym ogrodzie dla sąsiadów, znajomych i przyjaciół. Czuj się zaproszony czytelniku. Start o 19tej. Przygotuję chleby na zakwasie i drożdżowe bułeczki (współpraca z Green Shop owocuje ciekawymi zapasami mąki), oraz słodki deser szarlotkę. Na wspólny stół przynieś to, na co masz największą ochotę.
Nie zakładaj niczego z góry!
Cieszę się, że na tym etapie zmian w moim życiu pojawia się powód do głębokiego uśmiechu i wspólnej radości, oraz znakomity pretekst do wspólnego grillowania. Już za tydzień magiczny piątkowy wieczór w naszym ogrodzie dla sąsiadów, znajomych i przyjaciół. Czuj się zaproszony czytelniku. Start o 19tej. Przygotuję chleby na zakwasie i drożdżowe bułeczki (współpraca z Green Shop owocuje ciekawymi zapasami mąki), oraz słodki deser szarlotkę. Na wspólny stół przynieś to, na co masz największą ochotę.
21 maja 2011
wieczową porą na moim końcu świata
...
czekałam na tę chwilę
jest idealna pogoda
jak marzenie
i zupełna cisza
na moim końcu świata jest noc
ciepła, czuła, cicha
w ogrodach pobliskich słychać imprezowanie, śmiechy
kiedy ostatnio się śmiałam? ach, no tak! dzisiaj miałam gościa na obiad, zjadłyśmy w ogrodzie gawędząc pyszną zupę szparagową krem z grzankami,
otwarte okno tarasowe
pachną kwiaty akcji
w tym lesie jest wiele drzew akacjowych, a akacja pachnie słodko, jak miód
w radio cichutko wybrzmiewa Katie Melua, co przypomina mi, że dawno temu polubiłam jej klimatyczny głos, i że dawno dawno jej nie słuchałam,
nawet miałam płyty,
chyba sprzedałam albo oddałam w prezencie
płyty nie mieszczą się w mojej torbie podróżnej
a w najbliższą środę koncert w Poznaniu
15 maja 2011
gdzie ja jestem, tam dom mój
...
Przygotowuje się mentalnie do zmiany. Dużej zmiany. Tak, jak ustaliliśmy 5 lat temu przed rozstaniem, sprzedajemy dom, wspólne dzieło i własność. Dzieci dorosły, zdały maturę. Już czas zamykać ostatnie okna i drzwi.
Dumam nad tym, co dalej. Jaką formę przyjmie nasza rodzina. Gdzie znajduje się nasze rodzinne miejsce. Co oznacza dla mnie rodzina? Gdzie wstawić łóżka dzieci, ich bibeloty, książki, albumy z fotografiami. Zaczynam rozważać różne możliwości i zaczynam formułować ofertę sprzedaży. Jedno z drugim ściśle się wiąże, a proces ma swoją dynamikę i swój czas.
Dumam nad tym, co dalej. Jaką formę przyjmie nasza rodzina. Gdzie znajduje się nasze rodzinne miejsce. Co oznacza dla mnie rodzina? Gdzie wstawić łóżka dzieci, ich bibeloty, książki, albumy z fotografiami. Zaczynam rozważać różne możliwości i zaczynam formułować ofertę sprzedaży. Jedno z drugim ściśle się wiąże, a proces ma swoją dynamikę i swój czas.
Zakładam, że do końca czerwca wyrobie sobie pogląd w jaki sposób najlepiej sprzedać ten dom, zakładam, że pojawią się zainteresowani, ba, zdecydowani klienci. Wśród nich jestem pierwsza. Zakładam, że do końca wakacji wyklarują się tematy formalne związane z elementami finansowymi, spłata jednego kredytu, założenie innego kredytu, oraz uporządkowanie zgromadzonego majątku, a we wrześniu pakowanie i przeprowadzka.
Rozmawiam czasem o tym, co czuję. Wieloletni znajomy, który zostawił swój dom na pewnym etapie życia i zbudował inny, od nowa, powiedział, że niepotrzebnie się nakręcam z tym miejscem, bo dom jest tam, gdzie ty jesteś. Trochę odrealniona gadanina, którą, na potrzeby zwyczajnego, ludzkiego codziennego życia, trzeba sprowadzić do materialnego konkretu, do miejsca, gdzie jest moja poduszka, moje łóżko, moje miejsce na głęboki relaksujący oddech i na kubek gorącej herbaty. Na świąteczny stół i pachnący chleb.
Tak... napisałam innemu koledze, żeby uśmiechać się do siebie i do tajemnicy, która mnie przywołuje:
Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić.... i dotrzymam obietnicy.
Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić.... i dotrzymam obietnicy.
22 kwietnia 2011
Kaja, Gaja... święta czas zacząć
...
imieniny Kai
Dzień Ziemi
10 urodziny kotki Tygrysi
no i świętowanie, szczególne: wiosenne świętowanie nowego życia
czas zatoczył koło, i, jak powiada znajoma mi z dzieciństwa liturgia, czas się wypełnił
6 marca 2011
zatrzymać się
...
W słonecznym ogrodzie prawie wszystkie rośliny śpią zimowym snem. Wiosna nieśmiało puka: ptaki świergolą o poranku urokliwe melodie i cebulki narcyzów delikatnie się otwierają, lecz nadal króluje mroźny przejmujący chłód.
Zatrzymać się i zawiesić na jakiś czas wewnętrzny zgiełk wspiera kubek herbaty Earl Gray z miodem i zasłuchanie w dźwięki ogrodowych dzwonków.

Zatrzymać się i zawiesić na jakiś czas wewnętrzny zgiełk wspiera kubek herbaty Earl Gray z miodem i zasłuchanie w dźwięki ogrodowych dzwonków.
Kiedy myśli zastygają w ciszy czuję ciepło i zapach powietrza, które pachnie ziemią, konwaliami, drewnem, dymem z kominów. Siedzę na schodkach spływających do ogrodu, obok mnie układa się kotka Tygrysia. Głębia spokoju to jej drugie imię. Jak każde stworzenie żyjące lubi słońce a stan medytacji ma wpisany w geny. Każdy jej gest, kiedy czyści łapki i futerko, mówi: wszystko ma swoje miejsce i czas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)