Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suggestion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suggestion. Pokaż wszystkie posty

26 czerwca 2011

zrozumiec człowieka z wyglądu

...


Wybór ubioru w określonym kolorze jest tylko pozornie przypadkowy. W rzeczywistości barwa, po którą sięgamy, określa nasze nastroje, tęsknoty, a nawet głęboko skrywane problemy i potrzeby psychiczne.




O czym mówi kolor

Pełna lęku, ale także ciekawości, idę na spotkanie z Dariuszem Tarczyńskim, psychologiem specjalizującym się w analizie wyglądu. Jestem pewna, że zostanę poddana obserwacji i ocenie. Wiem też, że nie powstrzymam się przed pytaniem: “No i co? O czym świadczą moje kolory?”. Zastanawiam się, czy można powiedzieć cokolwiek o kimś na podstawie kilku barw?!
- Przede wszystkim ja nie oceniam, tylko analizuję! - prostuje pan Darek. - Próbuję określić charakter człowieka, obserwując jego wygląd, zachowanie, postawę ciała. Kolor jest tylko jednym z elementów tej analizy, ale wnosi wiele informacji.
No i mam za swoje! Chciałam się ukryć. Brązowym sweterkiem i dżinsami próbowałam zamaskować swój kiepski z powodu przeziębienia nastrój. Tymczasem dowiedziałam się, że w życiu brakuje mi stabilizacji, że w domu nikt na mnie nie czeka i z tego powodu uciekam w pracę oraz wynajduję sobie dodatkowe zajęcia, a do tego jestem osłabiona i mam niskie ciśnienie. Resztę przemilczę.
Kobiety noszą brąz.

Analiza mojej osoby z grubsza się zgadza, ale nadal mam wątpliwości. Przecież teraz wszystkie kobiety noszą brąz. Brąz jest modny!
- A czy nie jest tak, że coraz rzadziej mamy domy, rodziny? - pyta Dariusz Tarczyński. - Kobiety coraz więcej czasu spędzają w pracy. W skali makro pewne cechy są wspólne, większość ludzi ma podobne problemy, dlatego niektóre kolory stają się modne. Poza tym, jeśli np. modny jest różowy, ktoś jednak ma przesadnie dużo różowych rzeczy, jest to jakaś informacja o nim.
Nadmiar różu może świadczyć o tęsknocie za delikatną, nieco infantylną miłością. Często, kiedy w domu panuje chłód emocjonalny, jest za mało czułości, tęsknimy za takim ciepłem.

Psychologia kolorów jest uniwersalna i niezależna od pochodzenia kulturowego osoby, na którą dany kolor oddziałuje. Pomarańczowy pobudza, niebieski uspokaja, a zielony wzmacnia poczucie równowagi i harmonii - niezależnie od tego, kim jest badana osoba. Z drugiej strony, w ciągu setek lat poszczególne kultury wyrobiły sobie kolorystyczne kody znaczeniowe, które choć dziś mogą być już mało czytelne, nadal tkwią głęboko w zbiorowej podświadomości. I tak, przez stulecia malarstwa europejskiego suknia Marii była biała (kolor niewinności), a jej płaszcz błękitny (barwa mądrości, wewnętrznej prawdy i ideałów). Żółty oznaczał zdrajców (kolor Judasza), a czerwony mógł symbolizować krew Chrystusa albo silny, sangwiniczny temperament. Purpura - połączenie fioletu i czerwieni - zarezerwowana była dla władców i zwierzchników kościoła.



Na nerwy dobry róż

Barwy, podobnie jak muzyka, wywołują uczucia i nastroje, wyrażają najbardziej subtelne emocje. I jak muzyka mają właściwości terapeutyczne, bo stymulują nasz system nerwowy. Podświadomie sięgamy po te kolory, które w danym momencie działają na nas najlepiej.
Wiadomo np., że jaskrawy róż uspokaja. Amerykańscy naukowcy zaobserwowali, że w obecności tego koloru szybciej wracają do normy podwyższone ciśnienie oraz przyspieszony puls. Przyjęli nawet, że może mieć także wpływ na poziom agresji, co potwierdził oryginalny eksperyment w pewnym więzieniu. Okazało się, że więźniowie przebywający w celi pomalowanej na jaskraworóżowy kolor byli znacznie spokojniejsi od innych.
- W dalszym ciągu ulegamy magii kolorów, często nie zdając sobie z tego sprawy - podkreśla pan Darek. - Biała suknia panny młodej nadal symbolizuje niewinność, a czerń, jak przed wiekami, jest znakiem żałoby.

Podświadomy wybór

Dlaczego, wchodząc do sklepu, odruchowo sięgam po te same kolory? Nawet wtedy, gdy pragnę przełamać schemat i odmienić kolorystykę mojej szafy?
- Bo podświadomość podpowiada co innego niż świadomość. To ona decyduje o wyborze konkretnej rzeczy, a świadomość racjonalizuje te decyzje zwykle po fakcie - tłumaczy psycholog.
To nie przypadek, że sięgamy po takie, a nie inne barwy. Wolność wyboru jest tylko pozorna. Zakładając to, co nam się podoba, ukazujemy osobowość, wewnętrzne problemy i przeżycia. Dlatego upodobanie do określonych barw może zmieniać się z wiekiem, sytuacją, a nawet z nastrojem chwili. Apetyt na kolory jest związany ze stanem wewnętrznym, w jakim jesteśmy w danym okresie.
- Często po rozpadzie związku kobieta, która nigdy nie lubiła czerwonego, nagle zaczyna nosić czerwone rzeczy. To manifestacja: “jestem aktywna, dzielna, silna, ze wszystkim sobie poradzę!”. Nieraz w tym momencie życia panie obcinają włosy lub zmieniają ich kolor, co również ma wymiar symboliczny - oznacza odcięcie się od przeszłości i początek nowego - wyjaśnia psycholog.
Warto dodać, że osoby trzymające się jednej gamy kolorów są konserwatywne i spokojne. Ludzie często zmieniający kolorystykę są bardziej twórczy, ale i bardziej niespokojni.

Na dole, na górze

W analizie wyglądu także wysokość i miejsce, w jakim występuje barwa, podlegają interpretacji. Jeśli kolor czerwony wystąpi u kobiety na poziomie nóg (w strefie podświadomości) w postaci czerwonej spódnicy lub spodni, może to być interpretowane jako potrzeba aktywności seksualnej lub oznaka cierpienia z powodu zawodu miłosnego. Czerwień na poziomie tułowia (sfera świadomości) znamionuje ludzi dynamicznych (lub osoby, które chcą takie być). Czerwień na poziomie głowy (sfera nadświadomości) w postaci apaszki czy ozdoby we włosach to symbol intelektualizmu i chęci udowodnienia własnej wartości.
Zieleń na poziomie butów mówi o potrzebie równowagi emocjonalnej w układach z rodzicami, a w okolicy kolan - o braku przekonania co do własnej wartości seksualnej. Może świadczyć o purytańskim wychowaniu, kompleksach lub zaniedbanych układach partnerskich. Zieleń w okolicach tułowia symbolizuje potrzebę równowagi w najbliższym otoczeniu, a na poziomie głowy - szukanie równowagi intelektualnej i niezdecydowanie.
- Symbolicznie znaczenie ma nie tylko wysokość, ale również głębokość występowania koloru - mówi Dariusz Tarczyński. - Ważne jest bowiem także to, co ukrywamy przed wzrokiem innych. - Kolor, który nosimy bliżej ciała, reprezentuje osobiste, bardziej uczuciowe zaangażowanie.

Świadoma kreacja

Czy możemy świadomie wykorzystać wiedzę o symbolice kolorów? Jak ubrać się na spotkanie w sprawie pracy, a jak na pierwszą randkę, by zrobić dobre wrażenie?
- To zależy, o jaką pracę chodzi - wyjaśnia psycholog. - Jeśli szukamy stanowiska i chcemy podkreślić swoją siłę, pewność i odpowiedzialność, najlepszy będzie granat z czernią. Jeżeli staramy się o pracę, w której ceni się dyspozycyjność, dobrze jest włożyć coś brązowego (to komunikat: “będę spędzać dużo czasu w pracy”). Gdy pracodawcy chodzi o kreatywność, możemy sobie pozwolić na więcej fantazji w ubiorze. Dotyczy to nie tylko kolorów. Przykładowo szal na ramionach mówi: “jestem kimś wyjątkowym”, a okulary we włosach: “doceńcie moje wartości intelektualne”. Wszystko zależy od okoliczności. A na pierwszej randce każda kobieta powinna wyglądać efektownie!
Przyglądam się mojemu rozmówcy. Ciemnoszary garnitur, czarne buty, krawat. Książkę podpisuje eleganckim piórem. Zastanawiam się, co to może znaczyć?
- Jestem wygadany i nie okazuję emocji. A pióro świadczy o upodobaniu do klasyki - mówi z uśmiechem Dariusz Tarczyński.

Symbolika kolorów

Kolor mówi o naszych tęsknotach i chwilowych nastrojach, ale także o głęboko ukrytych w podświadomości potrzebach psychicznych. W swojej książce “Zrozumieć człowieka z wyglądu” Dariusz Tarczyński opisał skrótowo charakterystyczną dla kultury europejskiej symbolikę kilku podstawowych kolorów. W dużym uproszczeniu przedstawia się ona następująco:

* Czerwony - mówi o potrzebie aktywności emocjonalnej i fizycznej. Może informować o słabym krążeniu krwi i niskim ciśnieniu.
* Pomarańczowy - symbolizuje dążenie do osiągnięcia celu, który odpowiada za nasze szczęście (“zobacz, jak świetnie sobie radzę”).
* Żółty - informuje o potrzebie kontaktu z innymi i dążeniu do rozładowania problemów psychicznych. Symbolizuje lęk przed samotnością. Może wskazywać na kłopoty z przewodem pokarmowym na tle nerwowym.
* Zielony - symbolizuje kłopoty emocjonalne, potrzebę skupienia się na sobie i tęsknotę za równowagą wewnętrzną.
* Niebieski - mówi o potrzebie dokonań, tworzenia czegoś oryginalnego i docenianego, wyraża pragnienie, by inni dostrzegli naszą mądrość i kreatywność.
* Granatowy - podkreśla naszą odpowiedzialność i chęć kontrolowania świata zewnętrznego (“nadaję się na przełożonego”).
* Fioletowy - symbolizuje zainteresowanie sferą duchową, religią, poszukiwanie odpowiedzi na pytania egzystencjalne. Może świadczyć o dewocji.
* Złoty - oznacza umiłowanie materii, marzenia i cele związane z wymiernymi wartościami. Mówi o pragnieniu znaczenia i podatności na pochwały.
* Srebrny - wyraża tęsknotę za uczuciami, potrzebę podpory duchowej, osamotnienie i skłonność do romantyzmu.
* Brązowy - symbolizuje zagrożone poczucie bezpieczeństwa, niepewność jutra, brak wiary w siebie i potrzebę stabilizacji; także osłabienie i niskie ciśnienie.
* Czarny - oznacza koncentrację na sobie, poszukiwanie energii do działania, a także myśli egzystencjalne i tęsknotę za miłością. Jest to też kolor smutku i izolacji (“nie wtrącajcie się w moje sprawy”).
* Szary - określa potrzebę równowagi i wyciszenia bez manifestowania uczuć na zewnątrz. To kolor skrywanych emocji. Ciemnoszary (kolor polityków) poprawia komunikację i oznacza otwarcie na merytoryczną, pozbawioną emocji dyskusję.
* Biały - symbolizuje zachłanność na życie, potrzebę przestrzeni i docenienia przez innych



źródło
Dariusz Tarczyński Zrozumieć człowieka z wyglądu
foto Google

18 kwietnia 2011

crumble, czyli owocowe i na ciepło

...

W niedzielę wieczorem usłyszałam od Kai: Mami zjadłabym taki sam deser, co wczoraj. A wczoraj jadłyśmy owoce pod pierzynką. Inspiracja olśniła mnie przy opisie crumble na kulinarnym blogu Agnieszki. Czytając, czułam jak smakuje, a w rzeczywistości smakuje bardziej.

Jak je przygotować?


Najprzyjemniejsze w przygotowaniu było zakupienie ceramicznych miseczek. Rozglądałam się za nimi dłuższy czas i znalazłam dokładnie to, czego szukałam: białe cacuszka z czerwonymi uchami. Wyobraźcie sobie uczucie, kiedy przed oczyma pojawia się to, co spełnia pod każdym względem wyobrażenie. Rozkoszne uczucie. Uwielbiam takie chwile.

Co jakiś czas wyszukuję w zamrażarkach owoce w tzw. korzystnych cenach. Truskawki, śliwki i leśne mieszanki, porzeczki i wiśnie oraz żurawina. Układam w miseczkach, posypuję ciut ciut cukrem trzcinowym, oprószam cynamonem i imbirem, a na końcu otulam pierzynką z kruszonki. Kruszonkę na dwie miseczki przygotowuję z połowy kostki masła, 8 dużych łyżek mąki pszennej i tyle samo cukru, odrobiny wanilii i okruchów migdałów oraz jednego żółtka (smaczniejsza!). Piekę w 175 stopniach 30 minut, plus 5 minut w 180, aż owoce puszczą sok, a ciasto delikatnie się przyrumieni.
Po 15 minutach stygnięcia, kiedy miseczki są już tylko ciepłe, zajadamy powoli, bo pod pierzynką jest bardzo gorąco i wybornie: słodkie miesza się z kwaskowym. Jedna miseczka to trochę za dużo i dla dorosłej kobiety i dla nastoletniej też, więc zwykle zostaje na później, czasem do rana. Zastygnięty sok przyjmuje konsystencję żelu i jest pysznie inaczej - palce lizać!


Proste w przygotowaniu, prawda? Zjadłabym znowu, jeno śliwki zostały, nawet truskawki wyszły, a bez nich ani rusz. Dopisuję mrożone na jutrzejszą listę zakupów.

Polecam bardzo - smacznego!

17 kwietnia 2011

zakochać się w niemożliwym

...

Przeczytałam, że film 'Pod słońcem Toskanii' to klasyka inspirująca nie tylko kobiety na rozdrożach życia, ale i miłośników podróży kochających włoskie słońce, melodyjny język, rozkoszne potrawy i przystojnych wyluzowanych Włochów. Obejrzałam dawno temu, a dziś trafiłam przypadkiem i przypomniałam sobie, że podoba mi się z kilku powodów.


Jak często wchodzi do naszego pokoju wąż? Częściej zdarzają się nam historie, które sprawiają że modlimy się o to, by nie obudzić się następnego dnia, żeby nie roztrząsać, nie włączać analizatora, wysłuchiwać komentarzy wewnętrznego krytyka. Są takie momenty które uporczywie powracają, pukają i przypominają o żalu, o smutku, o bólu. Uczucia, których nie potrafiliśmy zaakceptować, które zepchnęliśmy do niepamięci, od których uciekliśmy daleko, potrafią zaskoczyć nagłą silną aktywacją "jestem! ta dam!!!" One potrzebują naszego uznania jako nierozerwalnej części procesu życia, żeby rozpłynąć się we wszechświecie. Czy to kwestia wybaczenia i przyjęcia wielkości Losu dla zbudowania w sobie fundamentów do nowego etapu życia i uchylenia drzwi dla miłości? Takie skojarzenia wykluwają się podczas projekcji i po jej zakończeniu, kiedy zamyślam się i rozsmakowuję w ciepłym owocowym deserze.

Tak, zgadzam się z Katherine, że żal to przeszłość, która okalecza w teraźniejszości. Bardzo mądre są tradycje żałoby, które trwają przez określony czas, po którego zakończeniu, w ramach odpowiedzialności za dar istnienia, mamy obowiązek wobec świata wrócić do żywych i zaangażować się w życie na całego. Kiedy mija potrzebna porcja czasu, trzeba otworzyć szampana i wznieść toast. Uczcić życie w jego nowych przejawach i kolejnych tajemnicach do odkrywania. Spotkać po drodze Marcello, zaprzyjaźnić się z Panem Martini, i zatrzymać się z Edem.

Trzeba żyć kuliście, w różnych kierunkach, poddać się nieznanemu, iść za głosem intuicji, i choćby nie wiem co się wydarzyło, zachować dziecięcy entuzjazm oraz dziecięcą niewinność, wówczas spełniają się marzenia, mimochodem, bo kiedy trafia się coś dobrego, trzeba to chwytać i wypuścić we właściwym czasie. Zawsze coś się dzieje i zmiana jest nieunikniona, dlatego zanurzenie w Tu i teraz jest bezcenne.

A dom? No cóż. Niewyczerpane są jego znaczenie i sens. Miłość, schronienie, rodzina, kwiaty i kącik barowy w ogrodzie, zapach chleba i miauczący kot. Dom to oswojone miejsce na ziemi.

Recepta na najlepsze Nowe? Zakochać się w niemożliwym i zaufać.


Film oparty na autobiograficznej powieści Frances Mayes. Urokliwy obrazami, roztrzepany wątkami, zostawiający miłe, ba, nawet ciut przesłodzone wrażenie. Kto nie lubi jednej łyżeczki słodkości więcej? Hmmm...? Notabene, Francis miała duże szczęście trafić na solidną ekipę Polaków do przeprowadzenia remontu. To rzadkość, szczególnie w naszym pięknym kraju. Obecność w filmie profesora literatury wiele mówi o kondycji elity intelektualnej, co jest odrębnym tematem na pojutrze.

Zwiastun pod obrazkiem :)

Dobranoc!

foto Google

2 kwietnia 2011

w słońcu

...



Jesteś tym, czym głębokie twoje pragnienie.
Jakie twe pragnienie, taka twoja wola.
Jaka twoja wola, taki czyn.
Jaki czyn twój, taki los.
Upaniszady

10 marca 2011

intymnie z szarlotką



...

- Czy wiesz, że jest takie miejsce w mieście, w Twoim stylu, gdzie można zjeść najpyszniejszą szarlotkę z bitą śmietaną i z lodami? - usłyszałam.

- Jeśli tak mówisz, to tak jest. Zapraszasz?



Zaproszenie do Herbaciarni W poszukiwaniu Straconego Czasu na herbatę, szarlotkę, rozmowę.

Uwielbiam to miejsce od pierwszego razu. A pierwsza wizyta na początku 2003 roku to spotkanie z koleżanką i naszych dzieci. Herbata i orzechowiec. Zakochałam się w klimacie, w ciszy, w zapachu, w światłocieniach. Tyle spotkań w każdym kąciku, i setki rozmów z osobami, które przyszły i odeszły. Niektóre na zawsze.

Mój pierwszy wernisaż wydarzył się, kiedy byłam zapakowana w gips; spotkania cudownych ludzi, którzy mnie namawiali i przekonywali, więc z kulami opowiadałam o Mont Blanc. W dwa lata potem prezentowałam lofotujące fotografie z Norwegii, a w rok później ulubione foty dzieci z okresu przedszkolnego.

W ostatnim roku Herbaciarnia przeobraziła się, jakby nabrała głębi i wyrazistego charakteru. Zdecydowane kolory, mniej drobiazgów. Rys przemiany wewnętrznej i zewnętrznej właścicielki, tworzącej z pasją klimat - wszak to miejsce to jej najskrytsze spełnione marzenie.


Do zapamiętania spotkanie trójki kobiet. Maj 2007 rok. Małgosia, Joasia, ja przy okrągłym stoliku z babciną serwetą, którego już nie ma. Rozmawiałyśmy o tym, co nas połączyło: joga i marzenia o Indiach za 3 lata. W miesiąc później spotkanie w zupełnie innych okolicznościach emocjonalnych a w rok później ostatnie rozmowa pt. "nigdy nie pytaj dlaczego tylko zaufaj".


Notabene... onegdaj, kiedy podjęłam decyzję, że mogę już połączyć rehabilitację kolana z pracą otrzymałam propozycję, by zająć się organizacją życia w tejże herbaciarni. Fenomenalny czas i koincydencja zdarzeń.





Małgosiu, dziękuję za spotkanie :))




Czy wiecie moi czytelnicy, że szarlotka jest naprawdę pyszna, jak w dzieciństwie...

21 stycznia 2011

faza Zen w Kopalni Wolnego Czasu

...

Co rano, kiedy się budzimy, czeka nas przeżycie dwudziestu czterech nowych, nienapoczętych godzin. To bardzo cenny podarunek! Mamy szanse przeżyć je w taki sposób, by przyniosły nam i naszym bliskim pokój, szczęście i radość.
Pokój, wewnętrzny, błogosławiony, jakże często usilnie poszukiwany na różne sposoby upragniony spokój, obecny jest tu i teraz, w nas samych i we wszystkim, co robimy i postrzegamy. Nie trzeba podróżować do odległych miejsc, by podziwiać błękit nieba albo śpiew ptaka, ani opuszczać miasta czy najbliższego sąsiedztwa, by zachwycić się oczami dziecka. Nawet powietrze, którym oddychamy, czy deszcz, który moczy nasze włosy, może być źródłem radości.
Możemy rozmawiać, prasować, robić zakupy, uśmiechać się, chodzić i spożywać posiłki, w taki sposób, by odczuwać nieustanny kontakt z dostępną nam obfitością szczęścia.



Umiemy się przygotowywać do życia, szukać sensu życia albo gonić za nim, ale nie bardzo potrafimy żyć życiem takim, jakie ono jest. Umiemy angażować się przez wiele lat dla dyplomu, starcza nam siły, by zabiegać o dobrą posadę czy samochód, albo o mieszkanie czy dom, natomiast niełatwo przychodzi nam pamiętać, że żyjemy w chwili bieżącej, że to jedyna chwila, w której jesteśmy prawdziwie ze sobą, żywi.

Każdy nasz oddech i każdy krok są wypełnione radością, pogodą, zaangażowaniem, świadomym działaniem, jeśli włączamy światełko uważności, i żyjemy rzeczywiście w chwili, w której się znajdujemy.
Tego cudownego, rozlewającego się po całym ciele uczucia spokoju i spełnienia nie odnajdujemy na końcu jakiegoś olśniewającego procesu, który wydarza się po wielodniowych ćwiczeniach, czy po przeczytaniu kilkunastu książek o wartości medytacji, albowiem jest on osiągalny w każdej chwili upływającego jak rzeka Teraz.

*

Tekst inspirowany Thich Nhat Hanh „Peace in every steps” , Wydawnictwo Jacek Santorski & CO pt. „Każdy krok niesie pokój” w serii "Zen w sztuce codziennego życia", przygotowany dla Kopalni Wolnego Czasu.

1 stycznia 2011

pierwsza kartka z kalendarza: w stronę słońca

...

Za oknem śnieg z deszczem znaczy ślady w ogrodzie jak zdarzenia codzienności znaczą ślady w moim życiorysie. Krople wody mieszają się z płatkami śniegu i razem spływają maleńkimi strużkami po zaspach, które nieznacznie zmniejszają swe rozmiary. Zamieniają się w wodę, której nie widać, a czuć, szczególnie pod butami szybko przemakającymi podczas popołudniowej przechadzki.
Dzień wydaje się bardzo krótki, bo przelatuje jak kometa pomiędzy późnym wschodem a wczesnym zachodem. I cóż z tego, że od tygodnia kula, którą zamieszkujemy, przekręciła się ciut bardziej w stronę słońca, skoro grube chmury przesłaniają światło, które jest tak, jakoby go nie było.
Alle... Trwa świąteczny dzień, co oznacza świąteczne wylegiwanie się z półprzymkniętymi powiekami, pod którymi płyną obrazy - wizualizacje marzeń na kolejne 12 miesięcy. Ani długofalowych planów, ani noworocznych postanowień, jeno najskrytsze pragnienia, jak wianki na wodzie, jak chmury na niebie, jak latawce puszczone z wiatrem do samiutkiego nieba.

W ramach otwarcia na przyjmowanie spełniających się marzeń, jak oczekiwanych gości, składam sobie obietnicę codziennie pamiętać, iż:
życie jest darem i z jego powodu pozostaje wierna samej sobie, by uczynić zeń najlepsze ludzkie doświadczenie na własną miarę, bo jeno własnej mierze potrafię sprostać, za każdym wyzwaniem, za każdym wyborem i za każdą decyzją, i tylko moja miara, doskonała niedoskonałość, błogosławi błędy, jako szanse wzlatywania ku słońcu.



W mijające Święta trafiła do mnie książka Piąta Umowa z Tolteckiej księgi mądrości. W niej Don Miguel Ruiz przypomina Cztery Umowy, które oswajam od 3 lat, i odsłania Piątą, jako propozycję do przyjęcia w poczet umów zawieranych ze sobą samym a'konto skuteczności w pogłębianiu wewnętrznej harmonii, w budowaniu pełnych mądrości relacji z innymi oraz trwałego poczucia szczęścia i spełnienia.

1. szanuj swoje słowo, które wyraża twoją opowieść

2. nie bierz niczego do siebie, albowiem każdy umysł to osobny świat

3. nie zakładaj niczego z góry, gdyż każdy ma swoją prawdę


4. rób wszystko najlepiej jak potrafisz, wszak praktyka czyni mistrza

5. bądź sceptyczny i słuchaj uważnie, jesteś tym, który widzi


... jesteś tutaj, by po prostu być, bez żadnego powodu. Nie masz innej misji do spełnienia poza tym, żeby cieszyć się życiem i być szczęśliwym.


inspiracje: Cztery Umowy, Piąta Umowa, Ścieżki miłości
Don Miguel Ruiz
Don Jose Ruiz
Janet Mills

18 października 2010

9 września 2010

il bel far niente, czyli słodkie nieróbstwo

.
Imieniny miesiąca a deszcz pada i pada...


Jestem przy Tobie. Kocham Cię. Nie przeszkadza mi, że musisz przepłakać cała noc, i zostanę z Tobą. Jeśli znów potrzebny ci lek, nie wahaj się, weź go... ja i tak będę Cię kochać. Jeśli nie potrzebujesz leku, też będę Cię kochać. Nie ma niczego, co mogłoby odebrać moją miłość. Będę Cię chronić aż do końca, a i po śmierci wciąż będę Cię chronić. Mam większą moc niż Przygnębienie i więcej odwagi niż Samotność i nic nigdy nie wyczerpie mych sił.


W połowie stycznia 2008 roku Adaś w odpowiedzi na mój rozpadający się stan istnienia rzekł:
koniecznie przeczytaj te książkę, jest idealna dla Ciebie.
Krzyknęłam na niego ze złością: nie chcę niczego czytać, chcę głębokiego spokoju, a on na to: przeczytaj, jeszcze mi podziękujesz.

Nie pamiętam, czy kupiłam, czy dostałam odeń w prezencie. Nie mając nic lepszego w zanadrzu czytałam, i z dnia na dzień wewnętrzne światełko stawało się coraz większe i jaśniejsze. Po pewnym czasie zaczęłam znów uśmiechać się do siebie i marzyć i szukać.

Okruchy języka włoskiego, który uwielbiam

e l'Amor che move il sole e l'altre stelle...

Czysta poezja!!!

Włochy to kraj, który przypadł mi do gustu bardzo, ludzie, wśród których czuję się swobodnie, lekko i radośnie. I jeszcze Indie i Bali, o których marzę, ba, już czuję zapach gęstego powietrza i ciepło słońca, jakbym tam kiedyś była; tam daleko czekają na mnie magiczne miejsca. I Elizabeth, jak ja, poszukująca swojego głosu, kontaktu z duszą i własnego sposobu na życie - bycie sobą dla siebie.

Nigdy nie zapominaj, że kiedyś, dawno temu, w chwili nieuwagi, rozpoznałaś w sobie przyjaciela.

Minęło wiele miesięcy. Codziennie doświadczam siebie na wiele sposobów. Dotarłam do cudownego uczucia zrozumienia il bel far niente i coraz częściej jestem spokojna, jak... jak oaza spokoju. Oczywiście, jakaś część mnie lęka się, bo jest wytresowana na działanie, kombinowanie, planowanie, udowadnianie, zasługiwanie. I jest już nowe niezwykłe coś, co jest prostą radością istnienia, czystego przeżywania emocji, odczuwania życia takim, jakie mi się odsłania.

The beauty of doing nothing, bez-wysiłkowe smakowanie czystego istnienia w ludzkiej formie.
Otrzymałam od nauczyciela angielskiego wersję oryginalną i postanowiłam wrócić do tej historii od innej strony i z innego powodu. Czy ten eksperyment się uda? Chętnie się przekonam, nawet jeśli potrwa nieokreślony długi czas.




Dostałaś życie; Twoim prawem, jako istoty ludzkiej, i obowiązkiem zarazem, jest znaleźć w nim coś pięknego, i nawet gdyby było bardzo małe, to jest Twoje, własne.



cytowane fragmenty: Elizabeth Gilbert " Jedz Módl się Kochaj"/"Eat Pray Love"
foto google

13 sierpnia 2010

pewność

.

Sms:
Potrzebuję pomocy czarownicy - znasz jakąś?

Długa rozmowa, rzeczowa, rozumiejąca, poruszająca się w przestrzeniach zaufania temu, co najgłębiej w każdym z nas, zaufania sobie. W zawiłych sytuacjach drugi człowiek jest zwierciadłem, w którym można wyraźniej usłyszeć i zobaczyć siebie. Dosłownie i w przenośni. Nie trzeba dobrych rad - wystarczy obecność i uważność, tego rodzaju nieme zaangażowanie, które pozwala otworzyć się i wykrystalizować prawdzie kryjącej się w głębinach istnienia, odsłonić duszę. W pytaniu wypowiedzianym na głos usłyszysz odpowiedź - i już wiesz, co zrobić, bo czujesz, co jest dla Ciebie najlepsze.


26 lipca 2010

ja jestem

.

W ten weekend nie pracowałam. Wykorzystałam okazję w ramach tego samego projektu i wybrałam się na warsztat Joli. Celem cyklu "Praca z głosem" jest zaśpiewać swoja pieśń na ostatnim spotkaniu i śpiewać ją i śpiewać każdego kolejnego dnia, świadomie, odważnie, pewnie i po swojemu. Techniki rozluźniania gardła, wydobywania pełnego dźwięku z głębi siebie to niełatwa robota. W trakcie ćwiczeń może nawet przydarzyć się przysłowiowa szewska pasja, że nie wychodzi pełne i prawdziwe o a e... albo najprostszy komunikat ja jestem. Szczęki rozluźnić, żuchwę opuścić, siłę głosu czerpać z głębokiego wdechu i wydechu, żeby barwę własną wydobyć na światło dzienne i zachwycić siebie. W kręgu kilkunastu kobiet, pod czujnym okiem znamienitej śpiewaczki i trenera zarazem, wyłażą, albo i nie wyłażą, uparcie blokując, niechciane emocje i przekonania. Odczyniałyśmy wszelakie przeszkody w sobie, by popłynął głos: śpiewałyśmy i tańczyłyśmy, jak dzikie kobiety wokół ogniska, wydając odgłosy czasem przyprawiające o dreszcz, a czasem brzmiałyśmy jak chór anielski, szczególnie na zakończenie spotkania, zanurzone w kąpieli dźwięków wyśpiewanych na wielogłosy. Niezła zabawa, niekonwencjonalna i głęboko rozluźniająca.


Ewa, Stasia, Patrycja, Renia, Magda, Ula, Bogusia, Ewa, Tereska, Ela, Bożenka... Przy okazji kawy i ciacha rozmawiałyśmy o spotkaniu za 2 tygodnie, o przygotowaniach do pracy z Mapą Marzeń. 'Moje uczennice' otrzymały dodatkowe zadania domowe, żeby nasze finalne spotkanie było wykorzystaniem pełnego potencjału kreatywnych możliwości drzemiących nie tylko w wyobraźni, ale i spełnieniem pragnień duszy, werbalizacją jej potrzeb.
Dumam nad formą i nad drobiazgami, aż się dymi z nadmiaru pomysłów. Oj! Zapowiada się eksplozja możliwości i kobiecej mocy.

18 lipca 2010

misterium kobiecości

.

Idź w las, idź w las. Jeśli nie wejdziesz do lasu, to nic ci się nie przydarzy i nigdy nie będziesz naprawdę żyć. Idź w las, idź w las.

Biegnąca z wilkami - Clarissa Pinkola Estees



Sława nad Jeziorem Sławskim. Tym razem w dużej sali zapachniało wanilią, lawendą i życzliwością. Utworzyłyśmy krąg, w którym rozkwita moc wyjątkowego daru - siebie, otwarte serce, umysł, ciekawość.


Gosia
Aniela
Agnieszka
Wanda
Łucja
Ela
Małgosia
Iza
Dorota
Maria
Marlena
Ola
Basia
Danusia
Ela


Co lubię w sobie? Z czego jestem dumna? Co sprawia, że czuję się ze sobą dobrze? Co jest we mnie unikalne? Co lubię w swoim ciele?

Uśmiech na twarzy, iskierki w oczach, rozluźnione ciało, swobodny głos: oto ja jestem! Jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalny egzemplarz wszechświata. Miękka, łagodna, mocno stąpająca po ziemi, uwodzicielska, uparta, dbająca o siebie i o tych, których kocha. Świadoma swoich atutów i słabostek.

Bo świadomość daje nam wybór, a wybór daje nam wolność.

6 czerwca 2010

przywiozłam

.

Do odjazdu pociągu pozostało 2 godziny. Idealna porcja czasu by powłóczyć się po Złotych tarasach, zrobić lawendowe zakupy i zatrzymać się na kilka łyków wedlowskiej białej czekolady z malinami oraz kilka kolorowych pysznych czekoladek.
Napój czekoladowy pyszny, acz ze śmiałą zarozumiałością stwierdzam, że przyrządzam bardziej czekoladowy niż mleczny, gęsty, pyszniejszy. Czekoladki, jak to czekoladki, każda zaskakuje innym smakiem, który rozkosznie rozpływa się w ustach w drodze powrotnej do domu.


Kilka zostało...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...