Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dźwięki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dźwięki. Pokaż wszystkie posty

19 lutego 2011

taniec z marzeniami

...


Wieczór pachnący ciszą, muzyką, o smaku czerwonego wina. Kaja wybiegła na studniówkę w maleńkiej czarnej; pamiętam jeszcze długie nogi i czerwone szpilki. Zjawiskowy obrazek i uśmiech dumnej mamy. Notabene, w zestawie z dziećmi wyglądam jak czterdziestoletnia ślicznotka z krainy Hobbitów.



Zasłuchanie. W ciszy słychać trzaskające iskry w kominku. W telewizorni Dom nad jeziorem. Ten film potrafi mnie rozpieścić po raz kolejny w ten sam miękki, ciepły sposób.


Płyną znajome marzenia. Oj, dzieje się! Krok za krokiem, dzień po dniu odsłania się tajemnica. Niniejszym melduję: dzieje się ciekawie.
Dobranoc.

20 października 2010

słowa jak zaklęcia w bajce



.




Są słowa, które powiedziane raz

Nigdy już nie giną

Z wiatrem wędrują przez cały świat,

Czasem w ciszy możesz je usłyszeć

15 października 2010

znalazła mnie

.




maleńka, delikatna, krucha, bezbronna i silna
zarazem
po prostu jest ze mną...



4 października 2010

opowiastka o smakowaniu

.


Wystawiłam na sprzedaż ostatnie, najważniejsze w swoim czasie, wypatrzone, wyczekane, książki: Heidegger, Gadamer, Nietzsche, Arystoteles, Hegel, Platon. Chcę je oddać innym, bo już ich nie potrzebuje, nie czytam. Minął ich czas. Bezpowrotnie. Wiąże mnie z nimi ogromny sentyment, pamięć zaangażowania w poszukiwanie 'czegoś' i potrzeby znajdowania inspiracji, a to wszystko już było i wplotło się w przeszłość. Przez kilka chwil nosiłam się z zamiarem popełnienia doktoratu, który łączyłby dociekania filozoficzne mistrzów dociekliwości z moją praktyką codzienności, ale ta ogromna chęć rozpłynęła się w powietrzu ku memu zadziwieniu. Idea przewartościowania wszystkich wartości Nietzschego znalazła swoje odzwierciedlenie w moim maleńkim świecie i przemieniła znaczenia dociekań naukowych, opowieści beletrystycznych, historii fantastycznych, artykułów, newsów, wiadomości codziennych, prawdziwych i wymyślonych dramatów, hałaśliwego zgiełku złożonego z myśli i słów splątanych. Dominująca część mnie zapragnęła ciszy pustki, tak, by w niej, jak w zwierciadle zobaczyć tylko siebie.

Czytanie to cudowne doświadczenie światów piszącego. Inspiracja. Pobudzanie wyobraźni. Do dziś pamiętam zapach gazety codziennej, którą zaczytywałam się jako mała dziewczynka, i zapach starych książek z wiejskiej biblioteki wczesnych lat 70tych. Czytanie było dla mnie, i dosłownie i w przenośni, uciekaniem w inną rzeczywistość, schronieniem, błogosławieństwem, przyjemnością. Przez długi czas. Dotarłam niespodziewanie do skrzyżowania, gdzie nagle zniknęła fascynacja kupowaniem książek i zaczytywaniem się, a na jej miejscu, jak czerwony pulsujący neon, pojawiło się zapytanie:
Czym jest dla ciebie kochanie czytanie? Czym jest dla ciebie czytanie rozpraw, opowieści, dramatów, artykułów, historyjek? Powiadasz, że poznajesz inne światy, emocje, przeżycia, wrażliwość, wartości, refleksje, pytania i odpowiedzi, inne perspektywy, inne możliwości, inność - po prostu. No dobrze, rozumiem, że pragniesz poznawać inność, inspirować swoje kreatywne zdolności tworzenia, ale czy znasz swój własny, wewnętrzny świat? Znasz siebie? Odkryłaś swoje zdolności? Powiedz, o czym czytasz z księgi swojego serca? Co wyczytujesz z księgi swoich najgłębszych potrzeb? Jak często spotykasz się i rozmawiasz ze swoją duszą? Kim jesteś? Co czujesz?

Gdzieś, kiedyś, zupełnie niedawno, przeczytałam, że odkrywamy wulkany na księżycu i badamy kamienie z pustyni na Marsie, a nie znamy siebie, własnej duszy.

Znalazłam się w miejscu, gdzie ta prosta prawda objawiła się sama, zwyczajnie i po prostu, i tak, jak książki pochłaniałam, od kiedy nauczyłam się czytać, czyli od zawsze, tak samo zdecydowanie zatrzymałam się i odwróciłam relacje: najczęściej czytam siebie w zetknięciu ze wszystkim, czego doświadczam. Kupuję od czasu do czasu różnego rodzaju przewodniki, po świecie wewnętrznym i zewnętrznym, bo nadal uwielbiam podróżować. Przychodzą do mnie od czasu do czasu lekkie, łatwe i przyjemne książki i kosztuję je... smakują jak przelotny pocałunek. Tak też lubię! A książki, które zostawiłam na półce w swoim pokoju są jak stare, dobre wino, w którym zawsze mogę się rozsmakować, albo oddać dalej.

Rozsmakowywanie stało się moim najnowszym sposobem na codzienność: książek, filmów, uczuć, sytuacji, wyzwań, łez, radości, wątpliwości, niepokoju, spełnienia, słów.
Zamiast czekać, smakuję czekanie. Zamiast gonić, smakuję gonienie. Zamiast uciekać, smakuję uciekanie. Zamiast starać się, smakuję usilne staranie się. Zamiast się bać, smakuję lęk. Zamiast płakać... no nie, nie ma nic zamiast łez, bo kiedy płaczę to płaczę i smakuję łzy, a kiedy się śmieję, to śmieje się każda z kilku milionów mikrokomórek mojego fizycznego i subtelnego ciała.

A książki? Cóż... jest domowa biblioteka. Jeśli ich nie sprzedam to zostawię dla dzieci na górnej półce, gdzie będą zbierać kurz i czekać na swój renesans.


20 września 2010

anioł

.




post scriptum do kilku słów o wybaczaniu
dziękuję za drogowskaz...



16 września 2010

a za zakrętem

.



Droga... długa droga, a za zakrętem słowa:

Pozdrawiam Cię, kobieto jesienna...

taaak, wygląda na to, że lubię tak


5 września 2010

moc serca

.




You look for sun and i look for rain
We’re different people, we’re not the same
The power of the sun

(...)

You looked at me and i looked at you
The sleeping heart was shining through,
The wispy cobwebs that we’re breathing through
The power of the heart
I looked at you and you looked at me
I thought of the past, you thought of what could be

(...)

You know me i like to dream a lot
Of what there is and what there’s not
But mainly i dream of you a lot
The power of your heart


from album Scratch My Back of Peter Gabriel



__________________________


Pokochałam muzykę Piotra od pierwszego zasłuchania. Pamiętam, że to był poranek wtorkowy 10 stycznia 21 lat temu. W Łodzi. Urzekło mnie nieco mroczne "Here comes the flood".
Taaak... dziwna to miłość!!!
... trwa, trwa, trwa...

2 września 2010

Zmierzch po zmierzchu

...

Sama siebie zaskakuje i zadziwiam. Znienacka, nieoczekiwanie zanurzyłam się z ogromną przyjemnością w filmach z cyklu: saga Zmierzch. Nie pamiętam dokładnie, kiedy to do mnie przyszło i z jakiego powodu, ani w jakich okolicznościach. Było lato gorące i prawdopodobnie podczas oglądactwa Kai coś mnie zatrzymało i pewnego popołudnia poczułam, że chce posłuchać muzy, co brzęczy mi w uszach. Poklikałam na you tubie, gdzie spotkałam Debussiego w interpretacji Yiruma i wyklikałam premierę na HBO. Obejrzałam i poprosiłam o więcej. Otrzymałam Twilight i New Moon na domowym pendrivie, gdzie zaglądam od czasu do czasu, a wczoraj Kaja do gorącej czekolady dorzuciła specjalny prezent: mami, mam dla Ciebie niespodziankę; zauważyłam, że polubiłaś ten film i ściągnęłam dla Ciebie "Eclipse".

Z książką wydarzało się anegdotycznie. Pamiętam, że ponad rok temu była bardzo modna, słyszałam emocjonalne recenzje. Koleżanka pożyczyła mi pierwszą część, żebym się trochę 'rozerwała', bo grzechu zaczytania warta. Dzieci przeczytały wszystkie części i stwierdziły - może być. Książka wypożyczona w styczniu przemówiła do mnie 2 tygodnie temu i mówiła przez jedno popołudnie, wieczór, do drugiej w nocy. Film ma w sobie dynamikę, książka wydaje się być nie najlepiej przetłumaczona. Mam przeczucie, że oryginał ma się lepiej. Może się skuszę.


Obraz, gdzie dźwięki, krajobrazy, przestrzeń... Mnóstwo drobiazgów zatrzymuje mnie w nim, sprawiają, że przy nich się uśmiecham. Pojedyncze zdania... prosty, niemal banalny przekaz. Dużo ciszy jest w tych filmach. Tak, zdecydowanie, cisza między słowami i natura ujmują mnie.

11 lipca 2010

melodia dnia

.



This Ain't Goodbye
You and I were friends from outer space
Afraid to let go
The only two who understood this place
And as far as we know
This ain't goodbye


Ps.
niedzielne poranki maja swój niepowtarzalny zapach, smak, melodię
to nie tylko piosenka Train, którą znalazłam na blogu Kay wśród jej wierszy i komentarzy czytelników, które mają energią tak uroczo przyciągającą, że uwielbiam tam zaglądać... kocham czuć uczucia lekkości, przyjemności i nieprzypadkowych spotkań

moje niedzielne poranki to przede wszystkim cisza osiedla i melodia lasu: słońce, które wstało przed chwilą i otula pierwszymi promieniami, śpiewy ptaków, szum drzew, a dziś wszelakie dźwięki szczególnie nabrzmiałe intensywnością i wysycone, albowiem zanim nadejdzie kolejny upalny dzień, kiedy w słońcu wszystko cichnie, to każde stworzenie chce wyczerpać okazję do zamanifestowania istnienia, ptactwo, muchy, komary, ważki, i koty sąsiadów też...

Pięknego pachnącego dnia życzę, bo w moim domu pachnie brioszkami z marcepanową niespodzianką w samym środeczku!

29 czerwca 2010

om

.




tylko doświadczenie jest miarą poznania:
aby dać miłość, trzeba jej doświadczyć, aby być wolnym, trzeba się wyzwolić

2 czerwca 2010

rytm dnia

.


dużo dziś się wydarzało
gęsto od słów, emocji, napięcia,
burza pomysłów w poszukiwaniu rozwiązań dla niespodziewanych wyzwań
chwile niezwykłych olśnień

po długiej kąpieli odpoczywam... słucham... marzę...
jest dobrze



21 maja 2010

*

.


W ten kwiat wplotłam ulubioną piosenkę
...
i słucham słucham słucham

28 marca 2010

dźwięki ciszy

.
Trochę pada i trochę wieje. Chłodniej.
Czytam, piszę, słucham, pije kawę, podjadam, i znów czytam i piszę. Dzieło pragnie być gotowe niebawem, tuż, tuż.
Spotkałam dźwięki, które kołyszą i pobudzają i ożywiają i przytulają. Zostawiam je do zasłuchania.
Dobrego czasu.





27 marca 2010

a dziś


.


Ławeczka nad rzeką zaprasza do zatrzymania, odpoczynku, zaniemyślenia.
Deszczowa pogoda to idealna pogoda dla siebie, prawda?
Dobrego dnia

***



16 marca 2010

ona i on

.




... do przytulenia...

*

26 lutego 2010

o jagodowym smaku

...

I think about him a lot...

Spotkanie.
Jedno z tych nieprzypadkowo przypadkowych.

Moje Jagodowe Noce... bardzo ładnie opisują spotkanie ust o jagodowym smaku.



Pożegnanie nie zawsze oznacza koniec. Często to nowy początek.


Po raz pierwszy zobaczyłam 14ego lutego 2009 roku w kinie w towarzystwie Kai. Bardzo udana, apetyczna premiera na Walentynki. Mój drugi film w cyklu spotkań z dużym ekranem w rodzimym Cinema City. Nora Jones była zasadniczym argumentem ZA...

7 stycznia 2010

zanim...

...

Poranek smakuje ciastem czekoladowo-migdałowym, które przyniosła Marta. Jest niebiańsko pyszne: wilgotne, gęste, pachnące. Kubki smakowe skręcają się z rozkoszą. Ciasto miesiąca!!! Jak tylko otrzymam obiecany przepis to zrobię je na domowy użytek i prawdopodobnie zjem połowę.
Na biurku oprócz kalendarza, laptopa, filiżanki z kawą, telefonu, kopert, znaczków, grzecznie czeka stos faktur sprzedażowych, zakupowych, delegacji, opisywane pieczołowicie wczoraj do późnego wieczora, Zabieram je z sobą na spotkanie. Wyprodukuję jeszcze pismo ponaglające w dyplomatyczny sposób, wykonam kilka telefonów, skanów, kopii, przypominajek i: biuro księgowej, ZUS, poczta, Urząd Skarbowy, siedziba firmy Dialog, dwa sklepy.
Zanim wyjdę w padający śnieg zasłucham się w dźwięki, które mnie poniosą lekko i przyjemnie.

Nora Jones.... hmmm...

...chodź ze mną daleko stad,
nocą, na szczycie góry będę Cie całować...

chodź ze mną

No to się zasłuchałam, zaklikałam i wywędrowałam do krainy utkanej z marzeń, chmurnego nieba, durnego serca i zwariowanej wyobraźni. Puk, puk dziewczynko - wracaj do rzeczywistości. W drogę...

15 grudnia 2009

chwilo porwij nas

...

Płynie intensywnie dzień pracowy. Wykradziona minutka na łyk kawy i na powtórne przeczytanie maila, jakiego czekałam od dawna i spodziewałam się, mimo... bo rzadko kiedy rzeczywistość jest taka, jak my ją widzimy. Trwaj chwilo trwaj, chwilko radości. Wklikałam frazę i odkryłam piosenkę niosącą energię w dokładnie ten sposób, jak czuję jej przepływ.
Chwilo porwij nas


...a tak w ogóle to jestem bardzo głodna, o!

4 grudnia 2009

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...