Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czasem coś pichcę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czasem coś pichcę. Pokaż wszystkie posty

20 lipca 2011

orkiszowa tarta z truskawkami

...


Na wakacje z deszczem coś dobrego, słodkiego.


Świeże truskawki przynosi Kaja. Calutki koszyczek na zakończenie dnia pracy. Moja duża córeczka jest dumna, że jej praca jest sowicie wynagrodzona.
Trochę zamrażamy, jadamy świeże i wpadłam na pomysł na eksperyment. Lubię babeczki z owocami i ich większą odmianę, tartę, stad pomysł by zrealizować wersję, która spełni oczekiwania mojego organizmu.
Ciasto kruche jak do szarlotki orkiszowej. Na upieczone wyłożyłam mus truskawkowy z żelatyną, połówki truskawek, a po zastygnięciu zalałam galaretką cytrynową.



Pozostał zapach i blaszka do zmywania. Polecam także z borówki amerykańskiej. Pyszności!


Wyrównaj do środka

3 lipca 2011

letnie kaprysy

...

O szyby deszcz dzwoni koncertowo, a chmurzaste mgły szczelnie otulają okolicę. Wiatr kołysze gałęzie ciężkie od wody. Szarość od wczorajszego przedpołudnia o każdej porze dnia tak samo nasycona nieobecnością światła. Słońce gdzieś daleko i dla przyjemności kogoś innego świeci, a tymczasem, tutaj, ciepło ognia w kominku splata się z ciepłem herbaty. Okoliczności przyrody, na wzór i podobieństwo australijskiej zimy, skrojone idealnie na czytanie, pisanie i rozmowę w słonecznym nastroju.




Delektujemy się smakami.
Systematycznie wprowadzam elementy jadłospisu zgodne z biochemią organizmu z grupą krwi "0" (pisałam co nieco o rewolucji w menu tutaj).

Na dzisiejsze śniadanie jajecznica od kur biegających z suszonymi pomidorami, na oleju ryżowym, bazylia i pietruszka z domowego zielnika plus bułeczki orkiszowo amarantusowe. Herbata zielona z jaśminem. Na międzyczas przez najbliższy tydzień słodkie-co-nieco, czyli aromatyczne i chrupiące ciasteczka. Przepis intuicyjny, do opatentowania.


płatki zbóż (gryczane, orkiszowe, jaglane, ryżowe, lniane)
espaandowane amarantus i gryka,
ziarna sezamu, dyni,
daktyle i figi pokrojone w paseczki
kandyzowane mango
orzechy włoskie mielone,
syrop daktylowy,
cukier trzcinowy z melasą
mielone: cynamon, kardamon, imbir, goździki, chili
szczypta morszczynu i szczypta soli
3 żółtka (jaja zerówki lub jedynki)
wymieszane dokładnie
a na koniec dodaję ubite na sztywno 3 białka,
delikatnie mieszam, ręcznie formuję w owalny kształt
zapiekane w piekarniku: 170 stopni 15 minut, 140 stopni 20 minut

Eksperymentalny wypiek udany, pychotka!!! Zamierzam się nim podzielić.



Następnym razem zastosuję miód zamiast cukru z melasą. Ciekawam różnicy w smaku. Nastawiam się też na kolejność przygotowań wedle procedury 5 przemian. Mam marzenie, by jedzonko, jakie przygotowuję, miało jak największą przyswajalność i maksymalną energię.

28 czerwca 2011

szarlotka orkiszowa

...

Szarlotka orkiszowa


ciasto:
3 szklanki mąki orkiszowej pełnoziarnistej grubomielonej

1 szklanka kaszki orkiszowej drobnomielonej

1 całe jajo, 3 żółtka

¾ szklanki cukru trzcinowego, lub cukru brzozowego (ksylitol)

1 paczuszka proszku do pieczenia bezglutenowego

4 łyżki śmietanki ryżowej

1 kostka masła osełkowego lub masła ghee
szczypta mielonych goździków, kardamonu i soli

nadzienie:
4 kg kwaśnych jabłek z działki, ze znanego źródła, każdy rodzaj, antonówki, szara reneta, także papierówki

szczypta mielonego cynamonu i imbiru do posypania jabłek



Przygotowanie:


W misce przygotować wszystkie składniki, posiekać nożem na drobniutko, i zagnieść. Ciasto odłożyć do lodówki na ok. 2,3 godziny.


Obrać jabłka i zetrzeć na tarce z grubymi oczkami. Wyłożyć dno blaszki 1/3 ciasta i zapiec w 175 przez 10 minut. 1/3 ciasta wyłożyć boki blaszki dodać starte jabłka i posypać cynamonem oraz imbirem. Na wierzch zetrzeć na tarce pozostałą część ciasta. Piec w piekarniku 45 minut w 180 stopniach. Otworzyć piekarnik i wyjąć po ok. 3 godzinach, po przestudzeniu.

Smacznego.




Dokumentacja fotograficzna niebawem, albowiem zanim się zorientowałam, szarlotka zniknęła.
Miłego wieczora.

7 czerwca 2011

rewolucja w codziennym menu

...

Obiad na dziś:


Pulpet z mielonej wołowiny, bułki zytnio-orkiszowej namoczonego w mleku ryżowym, plus płatki gryczane błyskawiczne, jajko, świeże zioła prowansalskie (rozmaryn, bazylia, cząber, majeranek), nać pietruszki i lubczyku, przyprawione curry, kurkumą, pieprzem i solą morską. Ryż basmati ugotowany z suszonymi warzywami, wymieszany ze świeżym koperkiem, oliwą z oliwek i szczyptą morszczynu, marchewka świeżo starta z łyżką oleju lnianego butwigowego (bezwonne źródło omega 3).

Uważnie zbilansowaną dietę wprowadziłam już w okresie ciąży. W tamtym czasie na stałe ograniczyłam węglowodany, szczególnie chleb i ziemniaki, smażenie zamieniłam na pieczenie w folii, bądź w rękawie, a na prośbę wątroby wykluczyłam kilka produktów, jak bigos, czy fasolka po bretońsku. Minęło kilkanaście lat, kiedy przeczytałam: grupa krwi jest ważniejsza, niż mogłoby się wydawać. Styl życia zgodny z własną grupą krwi pomaga osiągnąć i utrzymać zdrowie fizyczne i równowagę emocjonalną, co spowalnia proces starzenia się organizmu i wspiera jego regenerację w różnych stanach chorobowych.
Istota przekazu dotarła do mnie na tyle, żeby ograniczyć w codziennej diecie biały chleb i potwierdzić, że nabiał mi nie służy; po zjedzeniu najpyszniejszego twarożku czułam się zawsze 'zamulona', a do dziś pamiętam kłótnie małej dziewczynki z mamą o zupę mleczną czy owsiankę; jeszcze dziś sama myśl o gotowanym mleku wywołuje odruch wymiotny.
Spożycie jogurtów ograniczyłam już 9 lat lat temu. Mimo, iż prowadziłam codziennie aerobic, trenowałam fitness, przytyłam jedząc kilka dziennie (najprostsza i najszybsza forma zaspokojenia głodu). Doczytałam w jednym z artykułów, że to ma związek ze zmniejszoną przyswajalnością laktozy u kobiet po 30tym roku życia i z jej przekształcaniem się w cukier magazynującym tłuszcz. Nadal, acz dużo rzadziej, jadałam jogurty, bo lubiłam ich konsystencję i niektóre kombinacje smakowe.
Na wiosnę tego roku, wraz z innymi rewolucyjnymi zmianami pojawiły się symptomy alergii, (m.in. skazy białkowej) która zmobilizowała mnie do solidnych badań i poszukiwań przyczyny niezrozumiałych, niejednoznacznych dolegliwości. Jak na zamówienie, pojawiła się w moim życiu Ola, która jest dietetykiem. Kolejne badania doprowadziły nas do klarownej diagnozy, która potwierdziła wcześniejsze intuicyjne decyzje: wykluczyć z menu pszenicę (gluten), nabiał (laktoza), wieprzowinę (nieprzyswajane białko i tłuszcze). Zabawnie było usłyszeć podczas badania: uda to pszenica, wałeczki na biodrach i brzuszku to nabiał. Te wydarzenia zaprowadziły mnie do sklepu ze zdrowa żywnością po zaopatrzenie, w którym, notabene, w miesiąc później zaczęłam pracować. Tam po raz wtóry wpadłam na książkę "Żyj zgodnie ze swoją grupą krwi", którą kupiłam i przestudiowałam, systematycznie odkrywając, że zalecenia dietetyka pokrywają się z treścią wyników badań doktora Petera J. D'Adamo, dotyczących zaleceń związanych z moją grupą kwi RH "0" plus.
W ten sposób rozpoczęłam proces przemiany jadłospisu, małymi krokami zamieniając produkty z tabeli 'unikać" na produkty "wskazane" lub 'obojętne', czyli na wspierające metabolizm. Z tego zamieniania schudłam, czuję się silniejsza, stany alergiczne złagodniały, ba, co najciekawsze, rozpłynęły się w nicość skłonności do melancholii i stanów depresyjnych. Pozostaje jeszcze sporo do zrobienia w tej materii, bo pozostało jeszcze dużo do zamienienia, bo przyczyny alergii sięgają głębiej i są wynikiem wielu lat niedbałego odżywiania. Co ważniejsze, pierwszy najmniejszy krok zrobiłam i cieszę się jego konsekwencjami, ba, najważniejsze to, że nieźle się tymi zmianami bawię.


Post scriptum


Zacytowana książka jest kopalnią wiedzy, opisem wniosków badań z wielu perspektyw. Zawiera szczegółowe wyjaśnienia procesów biochemicznych ujęte w kontekście praktyki codziennego życia, nie tylko sposobu odżywiania. To znakomita propozycja dla osób dbających o swoje zdrowie, o dobre samopoczucie, osób, które kształtują swój indywidualny wzorzec zdrowotny sięgając poza obowiązujący system medyczny skoncentrowany na skutkach, do świata przyczyn.

Dodam, że nie bywam, jak onegdaj, senna po niektórych posiłkach, szczególnie po mięsnych obiadach, a samo ich przygotowanie sprawia mi ogromną przyjemność, począwszy od tworzenia przepisu, zastępowania produktów, aż do ich smakowania. Czuję się jak Kolumb, który odkrył kolejny kontynent.

7 maja 2011

bułeczki dla maturzystów

...

Był czas, kiedy czytywałam z dziećmi na głos książkę Josteina Gaardera "Przepowiednia Jokera", gdzie bułeczki miały magiczne znaczenie. A bułeczki domowe są nie tylko magiczne, ale i chrupiące, bardzo, bardzo pyszne! Inspiracja przypłynęła do mnie od Agnieszki, prosto z bloga Taste of Passion. Zaskoczyłam porannym zapachem i smakiem śniadania tegorocznych maturzystów: Kaję, Agnieszkę i Oskara.




Składniki na około 13- 15 bułek:

400 g mąki pszennej tortowej, typ 480 (zastosowałam w jednym wariancie pół na pół mieszankę tortowej z białą mąką orkiszową, czyli typ 700)
200 g mąki krupczatki
350-370 ml letniego mleka i wody (pół na pół)
35 g świeżych drożdży (lub 1 opakowanie suchych 7 g)
1 łyżeczka soli (pełna)
1 łyżka cukru (płaska)
2 łyżki miękkiego masła

Przygotowanie:

Wszystkie składniki wymieszać w misce i zmiksować za pomocą robota z uchwytami śrubowymi. Wychodzi tak samo w przypadku drożdży świeżych i suchych. Ciasto ma być elastyczne jak plastelina, zwarte, ładnie odchodzące od ścianek miski (miksowanie ok.5/7 minut). W razie potrzeby albo dosypujemy mąkę albo dolewamy letniej mieszanki wody z mlekiem.

Gotowe ciasto przykryć ściereczką i odstawić do podwojenia objętości.

Pieczenie:

Piekarnik nagrzać do 230 stopni i wstawić na dno naczynie z gorącą wodą dla wytworzenia pary. Bułeczki formować dłońmi posmarowanymi olejem i układać na blasze z papierem do pieczenia. Jeśli mamy ochotę na bułeczki z dodatkami, to wystarczy docisnąć wyturlaną kuleczkę do ziaren sezamu lub słonecznika, albo płatków.


Przykryć i odstawić do podrośnięcia np. w porannym słońcu:) - ok.40 minut

Piec bez nawiewu na najniższej półce do zrumienienia, około 25-30 minut. Po pierwszych 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 210 stopni i wyjąć naczynie z wodą, albo... zastosować się do indywidualnego charakteru piekarnika.

Moje najbardziej udane wypieki stworzyłam utrzymując zalecaną temperaturę nie wyjmując naczynia z wodą przez pierwsze 20 minut pieczenia, ba, dodatkowo, co 5 minut, wlewałam na dno piekarnika 2 łyżki wody w celu mocniejszego zaparowania piekarnika, dzięki temu miały bardzo cienką, chrupiącą, delikatnie wypieczoną skórkę.

Upieczone, gorące można spryskać wodą, następnie studzić na kratce, albo zawinięte w lnianą ściereczkę na stole.


Smacznego!

22 kwietnia 2011

o poranku

...

W tradycji chrześcijańskiej dziś Wielki Piątek. Coraz bliżej kulminacji oczyszczania i odrodzenia. Czas zatacza kolejne koło, na nowo. Kalendarz idealnie wpisał się w wiosenny rytm Natury, jedno i drugie zmierza ku pełnemu bujnemu rozkwitowi. Wstaję, kiedy słońce wschodzi nad dachami domów. Ładny kolor światła: ciepły, przytulny, wyciszający. Lubię ten czas, delikatny, subtelny, miękki.

Po ciepłej nocy jeszcze cieplejszy poranek. Spaceruję wokół domu boso, przyglądam się, co tezżzmieniło się od wczoraj. W tle ciszy ptasie nieustanne trele i srocze dysputy, które potrafią wybudzić z najgłębszego snu.





Co chciałabym dziś zrobić? Upiekę bułeczki, zrobię drobne zakupy, a reszta przyjdzie sama. Dzisiaj Dzień Ziemi, imieniny Kai, 10 urodziny kotki Tygrysi. Jest wiele powodów, by świętowanie zacząć od teraz.
To co? Herbata czy Coś?


>>>post scriptum

18 kwietnia 2011

crumble, czyli owocowe i na ciepło

...

W niedzielę wieczorem usłyszałam od Kai: Mami zjadłabym taki sam deser, co wczoraj. A wczoraj jadłyśmy owoce pod pierzynką. Inspiracja olśniła mnie przy opisie crumble na kulinarnym blogu Agnieszki. Czytając, czułam jak smakuje, a w rzeczywistości smakuje bardziej.

Jak je przygotować?


Najprzyjemniejsze w przygotowaniu było zakupienie ceramicznych miseczek. Rozglądałam się za nimi dłuższy czas i znalazłam dokładnie to, czego szukałam: białe cacuszka z czerwonymi uchami. Wyobraźcie sobie uczucie, kiedy przed oczyma pojawia się to, co spełnia pod każdym względem wyobrażenie. Rozkoszne uczucie. Uwielbiam takie chwile.

Co jakiś czas wyszukuję w zamrażarkach owoce w tzw. korzystnych cenach. Truskawki, śliwki i leśne mieszanki, porzeczki i wiśnie oraz żurawina. Układam w miseczkach, posypuję ciut ciut cukrem trzcinowym, oprószam cynamonem i imbirem, a na końcu otulam pierzynką z kruszonki. Kruszonkę na dwie miseczki przygotowuję z połowy kostki masła, 8 dużych łyżek mąki pszennej i tyle samo cukru, odrobiny wanilii i okruchów migdałów oraz jednego żółtka (smaczniejsza!). Piekę w 175 stopniach 30 minut, plus 5 minut w 180, aż owoce puszczą sok, a ciasto delikatnie się przyrumieni.
Po 15 minutach stygnięcia, kiedy miseczki są już tylko ciepłe, zajadamy powoli, bo pod pierzynką jest bardzo gorąco i wybornie: słodkie miesza się z kwaskowym. Jedna miseczka to trochę za dużo i dla dorosłej kobiety i dla nastoletniej też, więc zwykle zostaje na później, czasem do rana. Zastygnięty sok przyjmuje konsystencję żelu i jest pysznie inaczej - palce lizać!


Proste w przygotowaniu, prawda? Zjadłabym znowu, jeno śliwki zostały, nawet truskawki wyszły, a bez nich ani rusz. Dopisuję mrożone na jutrzejszą listę zakupów.

Polecam bardzo - smacznego!

8 lutego 2011

pizza's Day


...

Trwają warsztaty pogłębiania samoświadomości. Spotkanie zaprzyjaźnionych kobietek ... Podczas rozmowy podsumowującej ćwiczenie dzyń, dzyń, ... gra znajoma melodyjka. No tak, nie wyłączyłam telefonu.

Dla dzieci robię wyjątek.

Kaja:
- Mami, czy pamiętasz, że dziś jest Dzień Pizzy?
- Nie pamiętam, ale jestem mogę przygotować domową na późną kolację.
- Ok.

Przygotowanie pizzy jest tak proste, że wystarczy decyzja na TAK. Zapamiętałam sprawdzony przepis Agnieszki na blogu Taste of Passion.

Cytuję z małymi autorskimi zmianami:

Składniki na ciasto (wielka blacha lub dwie mniejsze):

250 g mąki pszennej
150 ml ciepłej wody
15 g świeżych drożdży
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka oliwy
1/2 łyżeczki cukru
+ odrobina mąki do podsypywania


Dodatki:

puszka pomidorów (lub 3 sztuki świeże)
2 ząbki czosnku
dwie kulki mozzarelli
30 dag żółtego startego sera
puszka kukurydzy

mogą być świeże pomidory
pieczarki
wędlina, np. salami

Sos:

miksuję pomidory z czosnkiem i oregano, szczyptą chili i pieprzu, kilkoma listkami bazylii, i podsmażam na patelni

Ciasto:

Do miski wsypać całą mąkę. Można użyć mąki chlebowej pszennej (typ 700), wówczas smak ciasta będzie bardziej szlachetny. Zrobić wgłębienie w mące i do niego pokruszyć świeże drożdże, posypać cukrem i zalać ciepłą wodą. Nie mieszając, zostawić na kilka minut, aby drożdże zabulgotały (pianka).
Następnie dodać sól i oliwę, i wyrabiać ciasto około 7 minut robotem kuchennym na niskich obrotach, z uchwytami do gęstego.

Wyrobione ciasto przykryć ściereczką i odstawić do podwojenia objętości.

W międzyczasie przygotować sos pomidorowy.

Wyrośnięte ciasto wyłożyć na podsypaną mąką stolnicę. Lekko zagnieść i ułożyć na blasze posypanej mąką i odstawić do wyrośnięcia.

Piekarnik nagrzać do 250 stopni C. Placek przed pieczeniem posmarować sosem pomidorowym i ew. posypać dodatkowym oregano. Piec 10 minut, wyjąć, szybko nałożyć dodatki: kukurydzę, plasterki białej mozzarelli, kukurydzę, pomidory, inne. Wstawić ponownie do piekarnika i zapiekać kolejne 5-7 minut.



Zawsze wychodzi pyszna. Cieńsza lub grubsza. To kwestia decyzji, kaprysu, ilości chętnych do 'wymiatania'. Tym razem zeszła na dwa razy blacha na cały piekarnik. Niezły 'spust' posiada młodzież. Przyjemność pichcenia gwarantowana.

Życzę Smacznego!!!

5 lutego 2011

zielono mi

...

Zimową porą w kuchennym zaciszu uprawiam domowy ogródek. Zasiewam w naczynia nasiona sezamu, rzodkiewki, brokuła, lucerny i czerwonej kapusty, i przez trzy, cztery dni przepłukuję rano i wieczorem. Wykiełkowane zjadam jak królik, a to, co zostanie, przechowuję w lodówce.



Kromeczka chleba z masłem i garść zielonego - cóż bardziej smacznego i pożywnego mogłabym znaleźć? Kto mi podpowie?


Słowo daję. Rozkosz w gębie!

22 stycznia 2011

chlebek...



...

Dzień pieczenia chleba.
Zwykle zaczynam przygodę z chlebkiem wieczorem, by następnego dnia wieczorem wypiekać. Piekę wtedy, kiedy kończy się poprzedni wypiek. Zwykle zbiega się z moją ogromną potrzebą świeżutkiego zapachu i smaku.
Zaczynam od tego, że wyjmuję z lodówki dokarmiony zakwas.


Dokarmianie zakwasu oczekującego w lodówce polega na tym, żeby go wyjąć, zaczekać ok. kwadrans, żeby temperatura w słoiku wyrównała się z temperaturą otoczenia. Następnie wsypać 2 łyżki mąki żytniej typ 720 (białej) oraz 3 łyżki letniej wody, wymieszać i, po kwadransie, włożyć do lodówki. Dopieszczanie zakwasu oczekującego na wypiek w moim domu polega na karmieniu ok. raz na trzy dni, kiedy sobie o nim przypomnę :)
Czasem zapominam i wyjmuję z pytajnikiem w głowie: czy jest dobry? Zawsze jest dobry!

Jak zrobić pierwszy zakwas?

Z mąki żytniej typ 720 i wody.
Pół roku temu skorzystałam z klarownego przepisu Agnieszki na jej blogu Taste of Passion, do którego zapraszam. Od tamtego czasu mam na bieżąco do dyspozycji dwa słoiki, podstawowy i beckup.

Po kliknięciu na ZAKWAS otwiera się 5 dniowy plan hodowania własnego. Jestem zwolenniczką tego, aby każdy piekarz wyhodował swoje 'zakwasowe' dziecko. Chętnie dzielę się swoim, ale to nie to samo. Coś magicznego dzieje się podczas hodowania, i ta swoista więź jest dobra i dla piekarza i dla chlebka.
Oczywiście, z darowanego chlebek też wychodzi, pyszny, o czym przekonałam się wielekroć :)


Po wyjęciu słoiczka z zakwasem z lodówki przygotowuję:

dużą miskę
letnią wodę ok.1/2 litra,
mąkę żytnią typ 720
mąkę żytnią typ 2000
mąkę orkiszową typ 720
mąkę orkiszową typ 2000

Powyższy zestaw mąk to podstawa w mojej kuchni.
Zazwyczaj używam 2/3 mąki białej i 1/3 mąki razowej oraz 2/3 mąki żytniej i 1/3 mąki orkiszowej.

oprócz tego dodatki:
sól morska,
oliwa (dzięki niej chlebek utrzymuje dłużej świeżość)
ziarna słonecznika, sezamu, siemienia lnianego, dyni
otręby orkiszowe, płatki orkiszowe, mączka chlebka świętojańskiego i amarantusa,
sliwki suszone, orzechy, rodzynki, jogurt, płatki kwiatów, mąka, płatki i otręby owsiane, kukurydziane, ryżowe, pszenne, mąka gryczana,
czarnuszka, kminek, oliwki bez pestek,

foremki keksówki, a do bułeczek formę muffinkową

Tym razem upiekłam chlebek żytnio-orkiszowy, z dodatkiem ziaren słonecznika, sezamu i siemienia lnianego, a do jednego dodałam oliwki, zaś do drugiego szczyptę czarnuszki.



Do dużej miski wsypuję po ok 2 szklanki mąki białej i razowej, wyjmuję zakwas ze słoika, przepłukuję go letnią wodą, i dolewam wody do miski na tyle, żeby po zmiksowaniu za pomocą robota i łopatek naleśnikowych powstało ciasto jak na racuchy. Przykrywam ściereczką, żeby przez noc popracowało. Rano dokładam szklankę mąki żytniej białej, razowej, orkiszowej i wody na tyle, by po zmiksowaniu uzyskać tę samą konsystencję. Po powrocie z pracy zalewam gorącą wodą ziarna, otręby i inne dodatki w jednej miseczce. Wykładam foremki papierem do pieczenia, a z miski wyrośniętego zaczynu nakładam do czystego słoika 4 łyżki i odstawiam do lodówki. Kiedy ziarna napęcznieją wrzucamy je do miski z zaczynem, dokładam mąkę i miksuje łopatkami do bardzo gęstego ciasta ok.7 minut. Wykładam do foremek łyżką i przykrywamy ściereczką. Kiedy ciasto w foremkach podrośnie o połowę to wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 1 godzinę i 10 minut.


Co ważne; chlebek w foremkach rośnie 'po swojemu'. Czasem podwaja objętość w godzinę, a czasem nie rusza się przez kilka. Zdarzyło mi się czekać 6 godzin, aż podrośnie do pieczenia, i spóźniłam się z wypiekiem dla syna, żeby zabrał go ze sobą do Warszawy. Pociąg ekspresowy był szybszy.
Jednego wieczora widząc, że nie chce się ruszać zostawiłam go do piątej rano. Kiedy budzik obudził mnie, to zobaczyłam, jak wypłynął z foremek, no i zbierałam go do dużej miski.
Określam to słowem 'przerósł' i ... co ciekawe, to, w przypadku drożdżowego byłby do wyrzucenia, zaś w przypadku zakwasowego wystarczy 'pozbierać' wszytko do miski, dodać letniej wody, trochę mąki, zmiksować i znów wyłożyć do foremek. Tego dnia tak zrobiłam, wstawiłam do piekarnika, a upieczony wyjmowały dzieci wedle instrukcji zza biurka w pracy.
Mogłabym zrobić to samo i, zamiast do piekarnika, wstawić foremki do lodówki, gdzie ciasto wyrastałoby dużo wolniej, i byłoby w sam raz do pieczenia po południu.

Po upieczeniu wyjmuje z foremki, zdejmuje pergamin, i zostawiam na kratce do wystygnięcia. Potem zawijam każdy bochenek w ściereczkę, żeby oddychał i nie wysychał. Na drugi dzień zamrażam jeden bochenek, a pozostałe dwa używam na bieżąco; najczęściej jeden wędruje do kogoś znajomego, a drugi zawijam w suchą ściereczkę i wkładam w woreczek foliowy.
Najpyszniejszy jest po 2/3 godzinach po upieczeniu z samym masłem. Pychotka! Szczególnie ten z oliwkami nie potrzebuje żadnych dodatków.


Pomysł z bułeczkami? Udał się pysznie. Do każdej muffinkowej dolinki włożyłam trzy łyżki ciasta, posypałam słonecznikiem, a kiedy po godzinie wyrosły wstawiłam do piekarnika nagranego na 180 stopni i piekłam 30 minut, a kolejne 15 minut w 200 stopni. Bułeczki były filigranowe, na 4 ugryzienia. Mniam!

Uwaga:
Zawsze, po pół godzinie pieczenia, przykrywam całość papierem do wypieków, żeby się nie przypaliło.


W odpowiedzi na pytania o wypieki z mieszanek chlebowych. Nie stosuję gotowych mieszanek z dwóch powodów. Pierwszy związany jest z nie-posiadaniem maszyny do chleba, która ma różne programy do wyrabiania ciasta, dostosowane do mieszanek znajdujących się w ofercie różnych sklep, które znajdują się w ofercie różnych sklepów, i są bardzo popularne, a drugi powód to stabilizatory i dodatek drożdży. Takie chleby nie mają nic wspólnego z domowym zakwasem, który jest podstawą dla prawidłowej przemiany materii, szczególnie w przypadku chlebków zawierających mąki razowe. Drożdże aktywują chlebek do wyrośnięcia. Zakwas to inny aktywator, który w pewnej mierze 'żyje', czyli 'pracuje' cały czas, w lodówce zwalnia, pod wpływem letniej wody przyspiesza.

Temat drożdży przypomina mi to opowieść koleżanki prowadzącej sklep ekologiczny. W swoim czasie, w poszukiwaniu chleba na zakwasie, jako że ma uczulenie na drożdże, odwiedziła wszystkie piekarnie w naszym mieście. I znalazła. Na pytanie dodatkowe: czy na pewno na zakwasie, ponieważ mam uczulenie na drożdże? usłyszała: stosujemy niewielki dodatek drożdży, dla pewności.
Oczywiście, to zrozumiałe, bo zakwas jest kapryśny, i nie pozwala ścisłe zaprojektować czasu wyrośnięcia i pieczenia. Zakwas nie gwarantuje skuteczności w tradycyjnym 'taśmowym' wypieku.


Druga kwestia to tzw. chleb dietetyczny. Co oznacza "dietetyczne"? Dieta to sposób odżywiania. Inną dietę ma dziecko, inną dietę mężczyzna przed 30stką, po 40stce i 60letni, a inna kobieta 20letnia, po 30stce i po 40stce. Każdy człowiek ma inny metabolizm ze względu na grupę krwi, wiek, płeć i rodzaj wykonywanej pracy. Z grubsza można określić pewne ogólne reguły, ale codzienna dieta sprowadza się do słuchania swojego organizmu i do pewnych zaleceń ze względu na preferencje, grupę krwi, zapotrzebowanie i ewentualne dolegliwości ciała.
Mogę powiedzieć o swoim domu i o swojej diecie. W lodówce znajduje się wiele rzeczy i każdy z nas jada po swojemu. Moje śniadania są z reguły inne niż moich dzieci. Wspólne obiady jadamy podobne, podstawa jest identyczna, ale w różnych proporcjach, no i odmiennie dobieramy dodatki.
A chlebek. Zastanawiałam się kiedyś, co jest z mąką pszenną, że 'mi nie leży' i zamula. Lubię ciasta, ciastka, ale im mniej w nich mąki tym lepiej. I znalazłam odpowiedź. Dla mojej grupy krwi wskazana jest mąka żytnia i orkiszowa, pszenna odwrotnie, bo obniża energię energię życiową, pochłaniając ważne składniki wspierające metabolizm, z czego bierze się uczucie usypiania. Podobne uczucie towarzyszy mi kiedy zjem twaróg, albo łyżeczkę śmietany, albo stek wieprzowy, dlatego nie jadam żadnego nabiału od 10 lat, chyba, że mam ogromny kaprys na dobry jogurt albo deser z bitą śmietaną, albo kawę macchiato, zaś mięso jadam bardzo rzadko i jest to wołowina, indyk, królik lub kurczak.
Ze względu na schłodzone narządy odpowiadające za przemianę materii moja codzienna dieta wzbogacona jest o elementy rozgrzewające: używam oliwy z pestek słonecznika tłoczonej na zimno, zajadam się zieloną pietruszką lub kiełkami lucerny, brokuł, rzodkiewki, sezamu, które hoduję w domowych warunkach, orzechami laskowymi i włoskimi, a także ciepłe warzywne zupy na śniadanie i w porze obiadowej. To temat na inny długi post.



Chlebek dietetyczny to chlebek dopasowany do potrzeb odżywianego ciała. Moja przyjaciółka wypieka chlebek z ziołami bez soli, której nie może jadać, zaś jej partner może dodawać soli, ale bez mąki pszennej. Można to połączyć w jednym wypieku: podstawowy zaczyn żytni dzielimy na dwie porcje i dodajemy do każdej porcji to, co nam odpowiada.

Mój chlebek jest o tyle dietetyczny, o ile uwzględnia potrzeby mojego organizmu, dlatego używam mąkę orkiszową, żytnią, otręby i dużo ziaren oraz kilka łyżek rozgrzewającej mąki gryczaną. Mąka owsiana, pszenna, ryżowa, kukurydziana są wykluczone.
Mąki razowe, czyli z pełnego przemiału zawierają składniki mineralne, witaminy.
Pamiętam czasy, kiedy szukałam chlebków, które są smaczne i zdrowe. Każdy pytany miał na ten temat odmienne zdanie, no i krążyły pomiędzy ludźmi różne przekonania o tym co jest zdrowe. teraz już wiem, że dla każdego jest 'zdrowe' co innego. Wypróbowaliśmy wszystkie rodzaje chlebków, ale wszystkie są wypiekane w przewidywalny sposób, i zawierają składniki 'pewności'. Jakie? Najczęściej wypisane są na etykiecie. Prawie dwa lata temu spotkałam osoby, które wypiekają chleby w domowych warunkach, w zwyczajnym piekarniku, w zwyczajnych foremkach (szklanych, ceramicznych, teflonowych, żeliwnych) i na zakwasie. Jadałam je. Zainspirowana próbowałam i dojrzewałam, aż praktyka wypiekania stała się domowym zwyczajem.
Dziś, nawet w najlepszej piekarni chleb na zakwasie zawiera dodatek drożdży, a czysty na zakwasie można kupić w sklepach z żywnością ekologiczną.


Chlebek pytlowy. Z zasady to chleb wypiekany wyłącznie na zakwasie, z mąki zazwyczaj żytniej, pytlowej, czyli kilkakrotnie mielonej i przesiewanej przez pytel, drobne sito z gazy młyńskiej służące do odsiewania mąki od otrąb. Przesiewanie przez pytel czyni mąkę delikatną, powoduje jednak utratę wielu wartościowych składników (głównie błonnika, a także białka, składników mineralnych oraz witamin), które znajdują się w okrywie ziarna. Czy ta zasada jest ścisłe przestrzegana? Warto czytać etykiety i pytać. U mojej koleżanki, która na przemian wypieka i kupuje w najlepszych sklepach, sprawdzamy i przekonujemy się, że do każdego wypieku stosuje się różne dodatki, w tym drożdże.


Uwielbiam pieczenie chlebka, bo to kreatywne działanie, niepowtarzalne i nieprzewidywalne. Za każdym razem fajna zabawa gwarantowana.

25 października 2010

pigwa, dzika róża i woda ognista

...

Po powrocie z pracy miałam do wyboru odpocząć na dwa możliwe sposoby: w domku, co skończyłoby się zaśnięciem w łóżku, bo zmęczenie zapraszało, albo wyjść i dotlenić ciało, pogłaskać emocje, dopieścić zmysły. Chłodno? 3 warstwy na siebie plus rękawiczki i hejka na pocztę. Stworzyłam sobie dobry powód, by wyjść, czyli nie zostawiać 'na potem' ważnej firmowej przesyłki. To taka zabawa z leniwym nawykłym do odkładania do jutra ego.
Na poczcie trafiłam w oczekującą na mnie Panią zamiast tradycyjnej długaśnej kolejki, a po drodze spotkałam wymarzony samochodzik i przez chwilę poznawaliśmy się bliżej, a potem życzliwe, uśmiechnięte dziewczyny w salonie urody, a na koniec to, co lubię najbardziej, a czego dzisiaj tego bardzo potrzebowałam, czyli droga na przełaj po dywanie klonowych i dębowych liści (maksymalnie wyszeleściłam umysł), a na koniec zapatrzenie z najwyższego punktu przy amfiteatrze na kolory zachodzącego słońca. Cóż z tego, że chłodno, skoro tak pięknie i cicho!





Na koniec dnia częstuję pyszną pigwówką., Zainspirowana darem od kolegi (micha owoców pigwy) postanowiłam przygotować pierwszą własną. Zaczęłam 6 tygodni temu, a tydzień temu zasypałam cukrem drugą porcję wzbogaconą o owoce dzikiej róży. Na tę drugą zapraszam do próbowania za kolejny miesiąc. Wyczytałam, że najsmaczniejsza potrzebuje poleżeć przez rok. Oświadczam niniejszym, iż nie będę czekać tyle czasu.
Dobranoc.

9 października 2010

grillowana sobota - zamykamy sezon

.

Wyrównaj do środka
słońce przepiękne, powietrze chłodne
rozpalanie grilla, rozgrzewanie węgielków


wino obowiązkowo, dodaje smaczku przygotowaniom
ziemniaki ugotowane w łupinkach obieram, kroję na plasterki i nakładam plasterek sera
zwykle żółty, morski, dziś pleśniowy
kasztany i ziemniaczki układam na ruszcie, kiedy mięso jest prawie gotowe



puszka piwa to kolejny element obowiązkowej jazdy wedle przepisu, bo mięsko 'podlewane' smakuje bardziej i jest soczyste


oj! było gorąco!!
ostatnie grillowanie to 200% normy, nie nadążałam gasić płomieni


i gotowe!

podano do stołu: indyk i kurczak w wersji zbójnickiej
smacznego!!!
...

Było pyszne!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...