22 grudnia 2010

22.12~~ zaczarowany dzień grudniowy

...

Cóż za przedziwny dzień... Krótko mówiąc - środa pełna cudów. Zaczęło się od porannego olśnienia i popłynęło tak:

- Pani Dorotko, czekałem na Panią z opłatkiem. Pani kolega mówi, że Pani wyjechała w delegację, więc się zmartwiłem, że nie zdążę złożyć Pani życzeń.

- Jeśli ten kredyt nie wypali, to ja zaproponuję inny. Przyjaciele pomagają sobie.


- Jesteś jeszcze w pracy? Możesz przyjechać w tej chwili, bo przyjechał Adaś naprawić antenę. Nie? To ja po ciebie przyjadę, żebyś go wpuściła na dach. Trochę się spieszy. Czekają na niego jeszcze w dwóch miejscach.

- No cześć. Masz choinkę? ... No to już masz!


Podsumowując: przed domem stoi zgrabniutki, świeżutki piękny wysoki świerk, który wyląduje w dużej donicy z ziemią i granitowymi kamyczkami i ozdobi salon. Ładniejszej choinki nie kupiłabym o tej porze! Ubierzemy ją z Kają jutro wieczorem. Sąsiad leśnik potrafi czytać w myślach i spełniać marzenia.
Konwerter w antenie wymieniony i satelita nadaje wszystkie 400 kanałów - dostęp do świata telewizyjnego został ponownie otwarty, a tematy finansowe płyną zgodnie z ustaleniami.
W międzyczasie dotarła niespodzianka czekoladowa i zaskoczyła nie tylko moje podniebienie, zaś przy okazji opłatka zostałam wycałowana w dłonie i ugłaskana przemiłymi słowami.
Wyskoczyłam do Empiku, gdzie czekały zamówione drobiazgi, no i zajrzałam w moje ulubione miejsce, gdzie nadal wisiało jedwabne cacuszko, co wpadło mi w oko niemal 3 tygodnie temu. Ostatni egzemplarz, mój rozmiar, jakby czekało na mnie... i jeszcze 5kilometrowy spacer w mglistej aurze miasta. Odebrałam po drodze kilka telefonów, buty przemokły w kopnym mokrym śniegu, allle.. tak cudowny dzień chciał się utrwalić w ciszy ze sobą we mnie.



w drodze do domu urzekająca magia świateł ulic miasta

spotkałam anioła, a anioł spotkał mnie


Późno, a nawet później. Kolejny post w przedświątecznym sezonie zamykam długo po północy. Bo zaczyn na chlebek, bo prasowanie, bo pranie, bo podłogi, bo lukier na ciasteczka, bo naczynia, bo...
W dwudziestym drugim okienku kalendarza adwentowego ...

... mężczyzna podszedł do Elisabet i wyciągnął dłoń na powitanie.
- Jestem właścicielem gospody. To ja powiem Marii i Józefowi, że nie ma już miejsca i udostępnię im stajnię.

Posadził Elisabet na osiołku.

- Na pewno zmęczyła cię długa podróż.

Elisabet pokręciła głową.

- Przebiegłam całą Europę i historię. Ale działo się to tak szybko, jakbym pędziła po ruchomych schodach.
Mężczyzna spojrzał na nią nie rozumiejąc.

- Po ruchomych schodach?


(...)


Zamykając drzwi zauważył list zatknięty za futrynę.


Kochany Joachimie!

Pozwalam sobie wprosić się na filiżankę kawy i jedno lub dwa świąteczne ciasteczka w przeddzień Wigilii o godzinie 19.00. Mam nadzieję, że zastanę całą rodzinę.

Pozdrowienia
Jan

do jutra!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...