18 czerwca 2010

dzień jak piątek

.


Pachnie latem, chlebem, truskawkami. Pomidory zakupione na targu leżąc na stoliku w ogrodzie dojrzewają w słońcu. Szumią drzewa, bo wiatr zawiewa, a pogodynka powiada, że to wiatr zmian i czerwcowe lato wróci do chłodniejszej wersji wiosny. Któż to wie na pewno? Sie zobaczy...

Piątek urlopowy zapowiada dłuższy weekend na głębszy oddech, spokojną domową krzątaninę, na zaczytanie, odchwaszczanie rabat i... zaniemyślenie.

14 czerwca 2010

zatrzymać chwilę

.





Maki.
Zakwitły.
Są niezwykłe: subtelnie delikatne, wręcz wiotkie, i mocne zarazem, kiedy wykluwają się z pąka, jeden po drugim, z dnia na dzień, kiedy zamykają się na noc i otwierają w promieniach wschodzącego słońca.
Kolor nieopisanie piękny, łososiowy, nabiera głębi w towarzystwie fioletowo-niebieskich irysów, różnorodnej odmiany zielonych liści oraz jasnoszarej szczytowej ściany. A jak zaskakuje wnętrze kwiatu? Przekonamy się niebawem, jak się tylko bardziej otworzy.

13 czerwca 2010

o tym, jak spełniają sie marzenia

.


Wyjątkowy dzień. Do zapamiętania, nie tylko dlatego, że trzynasty, a ja uwielbiam niektóre cyfry bardziej niż inne, szczególnie trzynastkę. Dziś spełniło się moje marzenie. Początek Nowego: cykl warsztatów związany z pogłębianiem świadomości, poczucia odpowiedzialności, prowadzący do poznania siebie, wzmocnienia poczucia własnej wartości.
Po wczorajszej kąpieli w dźwiękach dzwonków, mis tybetańskich i gongu, w obrazach, wizjach, marzeniach, po podróży w głębinach nieświadomości i ułamkach chwil zatracenia sie w magii czystego istnienia - Bycia, spotkałam się z dziewczynami poszukującymi drogowskazów na swojej drodze życia. Niniejszym obwieszczam, iż mam zaszczyt prowadzić i praktykować zarazem trening rozwoju osobistego w Sulechowie, niebawem wydarzy się Sława na pięknym jeziorem, a jesienią wyjazdy do Nowej Soli i do Gubina.
Nie tylko w ogrodzie rozkwitają kwiaty, szumią liście w rytm wiatru, a po drugiej stronie światła tańczą cienie...
Dzieje się czas przemiany i dobrze mi z tym.


6 czerwca 2010

przywiozłam

.

Do odjazdu pociągu pozostało 2 godziny. Idealna porcja czasu by powłóczyć się po Złotych tarasach, zrobić lawendowe zakupy i zatrzymać się na kilka łyków wedlowskiej białej czekolady z malinami oraz kilka kolorowych pysznych czekoladek.
Napój czekoladowy pyszny, acz ze śmiałą zarozumiałością stwierdzam, że przyrządzam bardziej czekoladowy niż mleczny, gęsty, pyszniejszy. Czekoladki, jak to czekoladki, każda zaskakuje innym smakiem, który rozkosznie rozpływa się w ustach w drodze powrotnej do domu.


Kilka zostało...

podróże koleją do stolicy

.


słońce wschodzi


w ostatnim wagonie, notabene nr 9


a wagon jednoosobowy
(na ekranie monitora wyświetla się od czasu do czasu prędkość 164 km/h)


śniadanie pachnące bazylią ze zmiennym krajobrazem za oknem


kolejne śniadanie z widokiem na zieloną dzielnicę uniwersytecką


(...)

4 czerwca 2010

s'il vous plaît

.


To był strzał w dziesiątkę! Zaplanowałam urlop na piątek, żeby przedłużyć weekend i oto wydarzył się prawdziwie słoneczny dzień. Od samiutkiej 5.30, kiedy słońce nie pozwalało już spać.
Letnia sukienka na wypad w miasto, koszenie trawy i łazęga na zakupy w otulającym ciepełku słońca.
Nóg nie czuję od zabiegania wokół domowych spraw. Wielgachna kosiarka spalinowa od sąsiada sprawiła mi bąble na lewej dłoni (po raz pierwszy obsługiwałam taka maszynę i bardzo przypadła mi do gustu wydajność i mobilność koszenia), i ogród wygląda cacy. Na zakończenie pracowitego dnia kubek herbaty i spacer gospodarza po włościach oraz kilka fotek.

s'il vous plaît


Oto światło i cienie tańczą na szczytowej ścianie w popołudniowy czerwcowy czas.
Jest w tym obrazku nieokreślona magia, proste piękno, które mnie zatrzymuje i za każdym razem tak samo skutecznie uwodzi.

Dobranoc

światło nowego dnia

.




Rozgrzane asanami ciało i niespieszny spacer po rozświetlonym porannym słońcem ogrodzie to odkrywanie roślin na nowo i w nowych odsłonach. Pamiętam, że kilka lat temu wysiałam pod brzozami mieszankę białych kwiatów, z których ostały się bielusieńkie jak świeżutki śnieg cuda o imieniu pozostającym dla mnie tajemnicą. Urodziwe kwiatuszki mają w sobie niezwykłą moc, by się wydobyć spomiędzy konwalii i paproci i kwitnąć w urzekający sposób.

3 czerwca 2010

randka ze słońcem

.

O 15.46 wyszło słońce i zostało.

Postanowiłam zanurzyć sie w ciszy świątecznego, a zatem wyciszonego popołudnia, i poszukać pokrzyw na wywar do moich kudełków, które przeżywają głęboki kryzys wypadania.

Wybrałam drogą dookoła, żeby spotkać dzikie ciekawostki natury, zobaczyć miasto skąpane w słońcu i uśmiechniętych ludzi.


Na koniec zajrzałam w zakątek, w którym spodziewałam się znaleźć trochę zielonych klujących badylków. Jestem szczęściara, bo w tym samym miejscu odkryłam zagłębie skrzypu polnego, którego wywar używam do kąpieli wspierając regenerację skóry ciała. Zapowiadają się systematyczne spacery na skraj lasa, a to wszystko dla zdrowia duszy i ciała.
Dziękuję
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...