Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrzynka pocztowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrzynka pocztowa. Pokaż wszystkie posty

2 października 2011

tatrzańskie tęsknoty z wisienką

...

góry moje, wierchy moje



Mms.
W tej samej chwili można być tutaj i tam.
Fotografia z Tatr przywołała głęboką tęsknotę za przestrzenią, jaką otwierają wędrówki po górach, szczególnie wysokich, wędrówki zabarwione jesiennymi kolorami babiego lata.

Filiżanka kawy wedle pięciu przemian. Gęsta, aromatyczna, energetyzująca w zdumiewający sposób ciało i umysł. Deser uzupełnia czekoladka belgijska z nadzieniem truflowym. Ogień w kominku i siostrzana rozmowa na zakończenie pięknej, pracowitej, słonecznej niedzieli na łonie natury pomiędzy strzechami w skansenie w Ochli. A wisienka? To mój ukochany film, ciepły i przytulny, jak ciepły kaszmirowy szal albo silne ramiona mężczyzny: Lake House. Moja siostrzyca ogląda go z szeroko otwartymi oczami. A obok śpi kot.

Dostrojenie potrzeb i uczuć bardziej realne niż cokolwiek innego.
Spokojnej nocy!
foto AW

28 września 2011

sen, w którym śnimy

...



Kolacja, rozmowa:

Miłość jest jedynym sensem tego szalonego snu, w którym tkwimy. Jest nas dwoje zanim pozostanie jedno. Kochajmy się zatem z całych sił, póki jeszcze możemy.

Dalirose otrzymałam wraz z bezgranicznym ciepłem w emaliowanych słowach, a
rozmowę zasłyszałam :)

Dobranoc.

7 czerwca 2011

deszcz poranny, deszcz_list do...

...



Czytelniku,

wtorek rozpoczął się od przepięknego wschodu słońca z deszczem. Wychodząc na dwór ze zdziwieniem stwierdziłam, że nici z jogi, bo pada. Nie słyszałam, że deszcz przyszedł nagle, z chmurą po zachodniej stronie nieba, od strony lasu. Na wschodzie wyłaniała się pomarańczowa kula, jakby nic innego się nie działo: błękitne niebo, kilka postrzępionych białych kłębuszków.

Włożyłam coś ciepłego na ten chłodny powiew wiosny i patrzyłam na słońce, słuchając szumu kropel, uwiedziona zbiegiem okoliczności - oto, nagle, niespodziewanie los zabrał mnie do krainy czarów. Całe osiedle śpi, prawie całe miasto śpi, a w tej ciszy kilka słów wdzięczności i kilka myśli zachwytu.

Wczoraj... odjechałam ze zmęczenia Praca do 17tej, zakupy, szarlotka na zamówienie, naleśniki dla malutkiej, dużej Kai, która wróciła ze spotkania z potencjalnym wakacyjnym pracodawcą, jak po festiwalu miss mokrego podkoszulka, bo nagła, intensywna burza zlewała wiadrami wszytko, co rośnie i się porusza na dwóch albo czterech.

Po kilku dniach upałów natura odetchnęła i świat oczyścił się z pyłu, a trawa wreszcie ma szansę urosnąć i stać się trawnikiem, czyli czymś więcej, niż wspomnieniem o zielonym trawniku.

Pytałeś...

Wyjazd na szkolenie trenerskie do ośrodka szkoleniowego CMF w Tarnówce planowany jest na poniedziałek-środa 20.06-23-06. Spodziewam się ciekawych przełomowych doświadczeń. Bardzo. Spodziewam się głębokiej wody i niezapomnianych lekcji, eksplozji wyobraźni. Tymczasem za dwa dni kontynuacja szkoleń w ramach Akademii Trenera w Gorzowie.

Czytelniku, moja ulubiona superpozycjo możliwości. Wygląda na to, że wczoraj rozmawiałam z potencjalna klientką, zabieganą bizneswoman, która szuka sposobu na ład w swoim intensywnym zawodowo życiu, która szuka czasu dla siebie (czy to nie dziwne? przecież cały czas jest dla nas, prawda?). Ten telefon to dobry znak, kolejne światełko w tym samym tunelu. Praktyka coachingu rozwija się, ufam, w najlepszym kierunku, i że oto otwiera się szeroko worek prezentów.

Dbaj o siebie, goniąc tego króliczka, którego nazywasz chlebem i wypij dwa łyki ulubionego napoju za marzenia. Zostawiam pocałunek w Twoich dłoniach.


post scriptum:

fragment z wiosennej Mapy Marzeń








Zachwycił mnie, zauroczył, po prostu wymiękłam na widok stolika.


Foto Google

21 maja 2011

wieczową porą na moim końcu świata

...

czekałam na tę chwilę

jest idealna pogoda

jak marzenie

i zupełna cisza



na moim końcu świata jest noc

ciepła, czuła, cicha

w ogrodach pobliskich słychać imprezowanie, śmiechy

kiedy ostatnio się śmiałam? ach, no tak! dzisiaj miałam gościa na obiad, zjadłyśmy w ogrodzie gawędząc pyszną zupę szparagową krem z grzankami,

otwarte okno tarasowe

pachną kwiaty akcji

w tym lesie jest wiele drzew akacjowych, a akacja pachnie słodko, jak miód




w radio cichutko wybrzmiewa Katie Melua, co przypomina mi, że dawno temu polubiłam jej klimatyczny głos, i że dawno dawno jej nie słuchałam,

nawet miałam płyty,

chyba sprzedałam albo oddałam w prezencie

płyty nie mieszczą się w mojej torbie podróżnej

a w najbliższą środę koncert w Poznaniu




17 maja 2011

po polsku... maturalnie

...

kolejny egzamin Kai, ustny, prezentacja z języka polskiego

a w przyszłym tygodniu jadę na koncert Katie Melua do Poznania

bilet znalazłam prawie pół roku temu pod choinką i przypomniałam sobie, że go mam

prezent od dzieci



podjęłam decyzję z Akademią Trenera na TAK,

Akademia Trenera zapowiada zobowiązanie do końca października

mam uczucie, że to idealny rytm rozwoju

do tego czasu mogę zrobić wiele godzin coachingu i na przykład późną jesienią albo na wiosnę w przyszłym roku zrobić szkolenie z certyfikacją, mając zrealizowany staż

hmmm...

brzmi sensownie, realnie, wpisuje się w pozostałe wydarzenia,

podczas wakacji będę realizować tematy okołodomowe, pisać, prowadzić sesje coachingowe i pracować w Green Shop

dzieci zdają swoją maturę, a ja, hmmm..., dokładnie po 25 latach szkolnej matury zdaję egzaminy z permanentnych zmian




10 maja 2011

w majowym klimacie: głowa i serce

...


czytelniku, zgadzam się z Tobą, że jadamy dla doznań zmysłowych i dla ciała,

zmysły dodają posiłkowi rozkoszny element, bez którego miałby on poślednie znaczenie,

nawet nie zauważylibyśmy, nie zapamiętalibyśmy, gdybyśmy tylko wrzucali nieświadomie, jak węgiel do lokomotywy

i znów zgadzam się z Tobą, rzeczywiście niektórzy ludzie jadają w przelocie, mi też się zdarza


zapytałeś o wpuszczanie do głowy a wpuszczanie do serca, co myślę? co czuję?

ha! zabawimy się skojarzeniami, słowami, dobrze?

przypomina mi czysty akt seksualny bez emocjonalnego zaangażowania

jakie to uczucie uprawiać gimnastykę seksualną bez głębokiej przyjemności rozmowy, wspólnej zabawy, wspólnego zasiedzenia się obok, przyjemności przebywania w swoim towarzystwie, kłótni, kąpieli, śniadania, kolacji, oczekiwania na siebie, kiedy ociągasz się w łazience, oczekiwania na gorącą kawę w łóżku zaraz po tym, jak wzięliśmy prysznic, kiedy smaczkiem największym jest radość, ba, iskierka w tej radości, która się dzieje właśnie w tym towarzystwie?

w głowie mieszka logika, w sercu Coś
to Coś iskrzy i promienieje zmysłowo

w głowie dzieje się akrobatyka myśli, pomysłów, planowania, analizowania, dzielenia na dobre i złe,

wpuszczając do serca zanurzasz się w tym, co jest, a to co jest, jest dobre, bo wierzysz w to bez warunkowo, ufasz i cieszysz się, po prostu

przepuszczanie czegoś przez głowę w efekcie daje tyle, ile nurkowanie w ogrodowym basenie,

wpuszczanie do serca z krótką akceptującą logiczną myślą - zgadzam się, jest dobrze - jest jak nurkowanie w oceanie pełnym koralowców, kolorowych ryb,

wpuszczanie de serca dostarcza nam niesamowitych doznań, bo działają nie tylko zmysły fizyczne, ale i duchowe

jedynym, niezbędnym, warunkiem jest otworzyć się na te doznania,

otworzyć się, to zaufać sobie i dać się ponieść wewnętrznemu impulsowi, poddać się mu,

to najpierw zatrzymać się i wsłuchać się w uczucia, w ciało, zanurzyć się w ciszy,

wyłączyć myślenie... to jest błogie lenistwo, pamiętasz?

ten stan bycia i nie-bycia, kiedy siedzisz na plaży i nie myślisz, tylko jesteś...

rozkosz jest taka cicha i przestrzenna, prawda?

w życiu codziennym aktywacja procesu, inicjacja przychodzi z zewnątrz, cała reszta dzieje się w nas, i największa rozkosz pojawia się w momencie, kiedy tym, co się w nas dzieje, możemy się dzielić z innymi,

:)

mężczyźnie jest łatwiej wprowadzić się w taki stan bez analizowania, w Tu i Teraz, bo tylko mężczyzna potrafi łowić ryby godzinami (wprawiając się nieformalnie w medytacji) albo zapomnieć się na kilka sekund aktu seksualnego kilka razy dziennie,

kobieta za dużo chciałaby zrobić podczas łowienia ryb, a do aktu seksualnego najczęściej potrzebuje gry wstępnej,

acz istnieją rozkoszne wyjątki, które potwierdzają regułę

przepis na Regułę? bardzo proszę!


Praktyka ? no właśnie!

wpuszczasz do głowy wszystko, i z tego robi się myślowy zgiełk, jedna myśl nakręca drugą

możesz odpuścić, jeśli chcesz, niech się samo motają, splatają, aż się poukładają

po zostawionej sobie samej myśli pozostaje uczucie, a uczucie wymości sobie gniazdko w sercu, a ty relaksujesz się i rozkoszujesz albo smutkiem, albo radością, albo rozczarowaniem, albo miłością... zależy, które pudełko z uczuciami otworzyła myśl,

miłego doświadczania rozkoszy życia codziennego!


post scrip_um 18.05.2011

Poprawka, dziś w szkole rodzenia poznałam małżeństwo, oboje są wędkarzami.

Oto kolejny dowód, że wyjątek potwierdza regułę!

6 marca 2011

pozdrowienia z Borneo

...

Między lasami i jeziorami znajduje się Borne Sulinowo. Wygląda na to, że tam też świeciło dziś słońce.

Oto rodzime Borneo - wersja zimowa. Cicho, bardzo cicho.

Foto: AdamWięch

13 października 2010

klonowanie jesieni

...

środa, 13.10.2010, przedziwny dzień. Trochę zawieszony pomiędzy niebem a ziemią, prawie nieobecny. Każde działanie to wysiłek woli, akt wynikający ze świadomej decyzji. Na zwolnionych obrotach, jakby za każdym razem trzeba było bardzo chcieć i wynurzyć się z głębin i zaczerpnąć powietrza i zrobić coś ważnego dla Wszechświata. Przyglądałam się uważnie nam wszystkim i wyglądało na to, że ten stan był moim własnym doświadczeniem. Z tego powodu po powrocie do domu wybrałam się do lasu, na przechadzkę cienistymi ścieżkami, i po ciszę, po równowagę wewnętrzną, po dotyk prostoty, natury.
I chciałabym niniejszym zatrzymać pośród klonowych liści kilka ważnych słów z dzisiejszej skrzynki emaliowanej:



Po ostatnich zdarzeniach zdziwiłam się, bo ich nie rozumiem. Umilkłam na dobre, i tak pozostanie jakiś czas, aż poczuję, w którym kierunku chcę iść, w którym kierunku mogę iść.


... i żeby nikt dla nikogo się nie zmieniał, tylko był sobą w pełni, i pogłębiał bycie z sobą i był w sobie coraz mocniejszy.

teraz już to wiem...



Są rzeczy które można zrobić własnymi rękami, a są takie, które przychodzą jak niespodzianki, prezenty, dary.

Takim darem jest życie, spotkanie z drugim człowiekiem i miłość w jego oczach.



Zrozumienie, zaufanie, delikatność, czułość, uważność, zmysłowość, namiętność, 'kocham' ... to moje ulubione słowa


złapałam się na tym, że czekam

złapałam się...


Pst

a na pytanie o moje jedyne słowo odpowiem, że go jeszcze nie odkryłam

dobranoc

22 września 2010

na dworcu



...

Rozmyślania na dworcu


Jonasz Kofta


Na wszystkich dworcach świata
W poczekalniach, na peronach

Każda rozmowa o życiu

Zostaje niedokończona

Podróżni różni

Nic się nie różnią

Na dworcach każdy
Staje się próżnią

Jest tak jak wszędzie

Szczęście, nieszczęście
Tylko, że w pędzie

Tylko, że częściej


Na wszystkich dworcach świata

Daleką drogą olśnienie

Toczysz się losu koleją

Po swoje przeznaczenie


Suma powrotów i pożegnań

Daje w efekcie zero

Niektórym życie jak pociąg

Niektórym życie jak peron


Wsiadają, wysiadają

W bufetach piwem się raczą

Przyjeżdżają, odjeżdżają

Płaczą
Gubią się, odnajdują
Walizy taszczą
Zjadani, wypluwani Dworców studrzwiową paszczą

Niech wszystko działa

Zgodnie z rozkładem

Pociąg odchodzi

Ja, nie pojadę





Otrzymałam wiersz. Ładnie się wplótł się w rzeczywistość, bo właśnie pakuję się na pociąg do Warszawy. Zaraz po pracy zmykam na kilkudniowy urlop i zamierzam go zrealizować w egzotyczny sposób. Drugiej takiej okazji nie będzie. Jakiej? No cóż - mała tajemnica!

A wiersz... urzekający prostotą, inspirujący rozmowę przy kominku z kubełkiem gorącej czekolady, prawda?

11 września 2010

dzień dobrych i lepszych wiadomości

.



przeczytałam:
ten odwyk od ciebie mi nie służy


i przypomniałam sobie mężczyznę z czerwoną różą

miła niespodzianka

21 sierpnia 2010

noc w pełni

...

ilekroć patrzę na nocne niebo próbuję sobie je wyobrazić w odwrotnym położeniu na półkuli południowej
a czasem wybieram się na księżyc i z jego perspektywy patrzę na oświetloną ziemię

zmieniam miejsca, bo chcę zrozumieć, a przynajmniej wiedzieć

podjęłam decyzję
niełatwą, choć przyszła do mnie zwyczajnie, tak jak słońce wschodzi i zachodzi
jakby przyszedł na nią czas
nie chciałam jej, lecz poczułam, że jest ważniejsza niż mój lęk przed samotnością, odrzuceniem, a nade wszytko lęk przed popełnieniem błędu

podjęłam ryzykowną decyzję,
niewiele wiem, poza tym, że zawsze przychodzi najlepszy czas na właściwe rozwiązania, na najlepsze slowa;
nie mam juz nawet złudzeń, eechhh!!!
jestem spokojniejsza, nie oczekuję i nie domagam się;
pamiętam kim jestem i czego pragnę, i to są podstawowe atrybuty, by robić swoje i marzyć, wbrew przeciwnościom i dla siebie sobie - marzyć

ksieżyc czasem jest taki inny, jak zaczarowany specjalnie na okazję
kiedy patrzę nań czuję w sobie moc przenikania i wnikania w najgłębsze pokłady istnienia i swoistej ulgi zarazem

noc w Pełni zapowiada kaskadę snów, wiec zmykam

13 sierpnia 2010

pewność

.

Sms:
Potrzebuję pomocy czarownicy - znasz jakąś?

Długa rozmowa, rzeczowa, rozumiejąca, poruszająca się w przestrzeniach zaufania temu, co najgłębiej w każdym z nas, zaufania sobie. W zawiłych sytuacjach drugi człowiek jest zwierciadłem, w którym można wyraźniej usłyszeć i zobaczyć siebie. Dosłownie i w przenośni. Nie trzeba dobrych rad - wystarczy obecność i uważność, tego rodzaju nieme zaangażowanie, które pozwala otworzyć się i wykrystalizować prawdzie kryjącej się w głębinach istnienia, odsłonić duszę. W pytaniu wypowiedzianym na głos usłyszysz odpowiedź - i już wiesz, co zrobić, bo czujesz, co jest dla Ciebie najlepsze.


14 lipca 2010

wiem trochę więcej

.


są dni, które płyną w zaskakujący sposób

tak jak dziś

mieszają się emocje, sytuacje, zdarzenia

jestem zadziwiona tym, co do mnie przychodzi, różnorodność

jedno aktywuje łzy, drugie aktywuje uśmiech, radość, satysfakcję

cóż tam we mnie siedzi nieuświadomionego, co decyduje o tym, że ciągle trwa high life, po mojemu - rzecz oczywista!

za biurkiem to, co zwykle, czyli nieustanne nowości w ramach tych samych obowiązków, dziś kilka rozmów jakości takiej, że lubię siebie bardziej

łzy podczas jogowania ciała pojawiły się bez wyraźnego powodu, i dziwnie mi z tymi nieokreślonymi ciężkimi emocjami, dziwnie w pewnej mierze, bo jako całość płynę powoli z dniem

od czasu do czasu przychodzi twórcza myśl odnośnie kolejnych warsztatów, pomysł na formę zakończenia swojego cyklu, tak, żeby pozostał wyraźny ślad, żeby niteczka snuła się ku przyszłości, a kontakty rozwijały się na miarę potrzeb ciała i duszy;

ostatnie spotkanie związane jest z Mapa Marzeń; chce to kolorowe ćwiczenie połączyć z czymś co będzie miało charakter celebracji wyłonienia z siebie ducha pragnienia, chcenia, tworzenia i błogosławieństwa przyszłości, która opiera się na chwili teraźniejszej;

szamański rytuał w kobiecym kręgu, w którym każda z nas symbolicznie zatańczy swój taniec i zaśpiewa swoją pieśń;

chcę w międzyczasie wyłonić dominujące maski, czyli role, które każda z nas uprawia w swej codzienności, po to, by się z nimi zabawić, przyjrzeć się i zdystansować

jak to się ułoży?


przymierzam się do dłuższego weekendu, od piątku, na poczet przygotowań Oskara do długiego wyjazdu do Blackwater, gdzie planuje pracę do końca sierpnia, co najmniej, a jako że papiery na uczelni już lezą, to czas wakacji potrwa prawie do końca września;

w międzyczasie decyzje związane z mieszkaniem, i oto w ten sposób otwiera się kolejny etap życia dla chłopaka, już poza moją strefą wpływu, acz z drobnym moim udziałem, duchowo-finansowym;

trzymam kciuki myśląc o Kai, bo do niedawna nie miała sprecyzowanych planów dotyczących studiów, a niebawem taką decyzję trzeba będzie podjąć; to mądra i rezolutna dziewczyna, i jeśli jasno sprecyzuje swój cel, to konsekwentnie go realizuje,

pragnę w głębi duszy, by ta decyzja była aktem jej własnej woli, bo wówczas będzie miała największą motywację do pracy;

mój kochany dorosły syn zaskoczył mnie bardzo

matura, studia na SGH to ogromny sukces i wyzwanie..

czasem miałam wrażenie, że trochę rozsypuje swoją energie pomiędzy różne działania nie związane ze szkołą, a jednak zrobił po swojemu dobrą robotę,

jednego jestem jeszcze bardziej pewna: warto zaufać, wspierać, i dać dużo swobody, nie wchodzić na ich teren, nie marudzić, pytać: czy mogę w czymś pomóc; i niczego nie narzucać, nie komentować i nie oceniać wedle własnego widzimisię;

to niełatwe, ale po roku maturalnym z Oskarem wiem dużo więcej,

i dobrze,

to daje mi arsenał w postaci wiedzy na temat bycia mamą nastolatków


hmmm...

czy moje wakacje w planowanej wersji austriackiej wrócą ?

zobaczymy,

jest jeszcze kilka innych opcji, zostawiam je na za 2 tygodnie, na czas urlopu

23 marca 2010

już nie pamiętam

.

Przeczytałam dziś już nie pamiętam wiosny w Polsce, więc dla przypomnienia kolorów załączam fotograficzną relację.





Preludium kwitnienia.
Odsłania się piękna wiosna.

*

27 stycznia 2010

lody na patyku


Hej

u Ciebie już późno
piszę, choć nie mam podstaw, by o tej porze spodziewać się odpowiedzi
zresztą pora nie ma znaczenia
nie ma co się przywiązywać do pory, o której można lub nie można pisywać
znaczenie ma tylko okazja, powód i chcenie

mam chwilkę, zanim zajmę się pilnym tematem
to chwilka, w której pragnę cudów
jestem zdruzgotana biegiem zdarzeń, a jednocześnie nadal czuję, jak coś mnie unosi

nie martw się
w domu wszyscy zdrowi, Kaja tylko troszkę pokasłuje i pociąga nosem, a poza tym jak najlepiej

:)

za każdym razem, kiedy zderzam się z oporną materią, mam poczucie, że coś ze mną nie jest tak;
znam wszystkie zasady harmonizacji świata, przepływu energii, jednak ich znajomość nie jest ani wsparciem ani pocieszeniem
dziś pośliznęłam się i upadłam,
źle się czuję
w godzinę potem otrzymałam telefon,
wszystko układało się dobrze, aż zaczęło układać się odwrotnie
decyzja odmowna i koszty sądowe trzeba uiścić

nie rozumiem...

trzymałam się do czasu powrotu do domu
ostatni dzień urlopu taki jak pierwszy
pełen łez i obezwładniającej bezradności
nie umiem znaleźć dystansu do krnąbrnych sytuacji, dystans przychodzi z czasem, a w pierwszej chwili leżę i kwiczę, a w zasadzie to płaczę, chowam się za łzami...
uciekam w nie...
tchórz ze mnie
gdybym chociaż potrafiła nie przejmować się tak bardzo,
ale się przejmuję

ależ jestem dziwnie zakręcona, bo życie kręci mi takie wydarzenia, które są jak kłody pod nogi
gospodaruję czasem, finansami, relacjami tak prosto, jak potrafię, jak czuję, że jest dobrze, a jednak gdzieś psocę, nieświadomie,
nie potrafię sama z tym psoceniem żyć, sama sobie przeszkadzam
jestem stworzona do życia we dwoje;

razem jest łatwiej ... razem jest łatwiej
nie potrafię za dwoje, bo nie jestem 2 w1
to dla mnie za dużo i za długo
dzieci nie są partnerami, dzieci są dziećmi...

chcę zamknąć oczy i już nic więcej, tylko długi sen chcę, bo nic innego nie potrafię wymyślić, co dałoby mi głęboki trwały spokój;
wszystkie książki, mądrości są funta kłaków warte, kiedy stoisz oko w oko z własną bezradnością;


tak pięknie za oknem... ufff, jak pięknie!!!

a w autobusach smutni ludzie i w urzędach smutni ludzie,
aj! jednego starszego pana spotkałam, którego uśmiech zamieszkał w kącikach ust i oczy mu się uśmiechały, i jedną bardzo życzliwą urzędniczkę

a jednak ten świat jest kolorowy, tylko się zachmurzył mocniej i zszarzał, na kilka chwil

zimno mi, zmykam do domowej pracy, a potem pomyślę, jak przyrządzić ten nieświeży klops, co mi los podrzucił do zjedzenia

tulam Cię mocno chłopczyku z lodami na patyku i cmokam w oba policzki

20 stycznia 2010

tip top gun, czyli przydasie

.

Od początku. Otrzymałam dzisiaj maila, a w nim wiele smaczków, spośród których jeden ze smaczniejszych zainspirował mnie. Wyłuskałam i cytuję:

..., bo ja sobie zawsze myślałem, że dorotka to ma wszystko i wszędzie na tip top. Schludnie, czysto, sterylnie, a ty piszesz, że grajdoł w kosmetyczce. To dobrze. To znaczy, żeś kobieta jak się patrzy. Mnie to bawi, ile kobiety potrafią nosić przy sobie rzeczy. Moja znajoma nazywa te wszystkie potrzebne "przydasie". Fajnie, prawda?

Uśmiecham się czytając to małe nieporozumienie wynikające z faktu, iż znajomość mnie i mojego otoczenia opiera się na podstawie drobnych wycinków codzienności opisanych miedzy emaliowanymi słowami. W takim przypadku łatwo wyciągać pochopne wnioski. Co niektórzy znajomi, którzy je przeczytają, będą rechotać rozbawieni, do rozpuku, albowiem znają moje skłonności do artystycznego nieładu.
Schludnie i czysto oznacza w moim rozumieniu: 'mniej więcej na swoim miejscu'. O sterylności w moich przestrzeniach życia krąży kilka anegdot, bo jakem Dorotka oświadczam, że z kurzem zaprzyjaźniłam się wiele lat temu, a i nawet pająki w domku mają gdzie hasać (jak dobrze, że mamuśka tego nie czyta, bo złapałaby się za głowę
ze słowami "o jejku!"). Do anegdot zaliczam faktyczne zdarzenia, kiedy 'przejmująca się' ciocia, odwiedzając nas, przecierała półki (notabene, czasem nawet czekałam na te wizyty).
Lubię ład, bardzo, ład w wersji autorskiej, na tyle, żeby wiedzieć gdzie czego szukać w razie potrzeby, co odbiega nieco od high quality standardów, o jakie podejrzewa mnie mój czytelnik. Owszem, fajnie byłoby dotrzymać kroku
fotografiom z kolorowych czasopism, gdyby było możliwe: nie oddychać, nie jeść, nie gotować, nie mieć dzieci, nie palić w kominku, nie lubić kotów, nie mieć ogrodu i mieć cztery życia równoległe. Wypełnić swój wyjątkowy czas bieganiem z miotłą i ze ścierką? Tak jakoś mi nie pasuje. Nawet spróbowałam - nie wyszło, a raczej wyszła siwizna od nadmiaru przejmowania się i powagi.



W ostatnich trzech latach zaobserwowałam interesujące zjawisko dotyczące schludności: porządek wzrasta w miarę zmniejszania się ilości rzeczy typu 'przydasie'. Przyznaję, że odkąd wywiozłam 90 % ciuchów ze szafy i makulatury ze strychu, wyprzedałam swoją nieczytywaną bibliotekę, zrobiło się dużo miejsca. I w szafie, gdzie wiszą trzy wieszaki na krzyż, na półkach z książkami jest dokładnie to, do czego czasem wracam, na strychu tylko to, co używamy okazjonalnie. Domowy tip top gun? Bardzo proszę!

Zdradzę tajemnicę alkowy, kiedy powiem, że w moich kosmetykach w łazience nadal panuje przyjemnie pachnący nadmiar i nieład, acz szczyty możliwości mam już za sobą. W torebce? Kiedyś nosiłam cały arsenał 'złotej rączki', dziś kilka drobiazgów, acz zauważyłam skłonności do gromadzenia 'na szelki wypadek' - jak onegdaj mówiła moja mała córka. Obok łóżka leży jedna, dwie, trzy...tak trzy książki, które czytam od początku jesieni, długopis, notatnik, małe karteczki, bo na malutkiej szafce nocnej moje intelektualne dobro zmieścić się nie może. Fajnie mieć 'pod ręką' kilka często używanych rzeczy. W pracy? No tak! Jednym z moich zadań jest wyprowadzenie na prostą papierkologii i utrzymanie ładu na bieżąco. Tak, firma to mój poligon doświadczalny.

Nawiązując do wcześniejszej konkluzji dotyczącej nastolatków, potwierdzam, że z potrzeby bałaganu zwykle się wyrasta, jeno w różnym stopniu zostaje zachowana dynamiczna równowaga. To chyba kwestia nawyków i okoliczności wyrastania. Wygląda na to, że natura potrzebuje chaosu, z którego kształtuje genialne dzieło. I niech ta myśl pozostanie przewodnia, na wieki wieków.

Ps.
Oskarze, w myśl zasady, że nawet kreatywność chaosu potrzebuje granic, by być sobą, nadal obowiązują ustalenia, że sprzątasz w salonie po swoich nocnych maratonach filmowych. Oczywiście - Twój pokój jest nietykalny :)
A poza tym nie dajmy się zwariować. Luuuz. Zapraszam na lody. Przyda-się polewa toffi.


Pss.
W kilku emaliowanych zdaniach mojego czytelnika odkryłam subtelną podpowiedź: jak zrobić wrażenie na mężczyźnie. Wystarczy mieć w torebce mini sklep kosmetyczny i kilka niezbędników.
Yeah, podejrzewałam mały podstęp, ale nie aż taki duży.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...