Kiedy wracamy z pracy samochodem, to ledwie na wyjście do ogrodu znajduję czas, a dziś, całe 3 kilometry powoli krok za krokiem wydeptałam, czując smak 'il bel far niente' przenikający do szpiku kości. I tak się rozkręciłam, że jeszcze w ogrodzie popracowałam, porządkując drewutnię na drewno i kolejne zakątki ogrodowe na zimę. Zakładam jeszcze dwa miesiące jesiennej laby, więc zdążę ze wszystkim na czas. W planie koszenie trawy i ostatnie grillowanie. Cebule tulipanowe i szafirkowe posadzone, a kilka innych przesadzeń czeka w kolejce na dni z deszczem. Zauważyłam, że brzozy zrzuciły wszystkie liście. Pośpieszyły się dziewczyny bardzo, jakby je coś goniło, wszak większość drzew w lesie jeszcze soczyście zielona.
6 października 2010
popołudnie w kolorze fioletowym
Kiedy wracamy z pracy samochodem, to ledwie na wyjście do ogrodu znajduję czas, a dziś, całe 3 kilometry powoli krok za krokiem wydeptałam, czując smak 'il bel far niente' przenikający do szpiku kości. I tak się rozkręciłam, że jeszcze w ogrodzie popracowałam, porządkując drewutnię na drewno i kolejne zakątki ogrodowe na zimę. Zakładam jeszcze dwa miesiące jesiennej laby, więc zdążę ze wszystkim na czas. W planie koszenie trawy i ostatnie grillowanie. Cebule tulipanowe i szafirkowe posadzone, a kilka innych przesadzeń czeka w kolejce na dni z deszczem. Zauważyłam, że brzozy zrzuciły wszystkie liście. Pośpieszyły się dziewczyny bardzo, jakby je coś goniło, wszak większość drzew w lesie jeszcze soczyście zielona.
5 października 2010
ten ostatni raz
Wybrałam się dziś na spotkanie rodziców z ciałem pedagogicznym do jedynki, czyli do Kai liceum. Przygotowania do matury, przygotowania do studniówki. Tradycyjny kołowrotek zdarzeń - ostatnie takiego rodzaju doświadczenie w matczynym laboratorium... Już już postanowiłam skończyć ze społecznym udzielaniem się. Nazbierałam dyplomów wdzięczności i wystarczyłyby ich na moje jedno życie, gdyby nie to, że moja dziewczynka delikatnie wplotła w swój sms o zebraniu sugestię, że byłoby fajnie, gdybym zechciała pomóc w organizacji. A czemu nie? Będzie fajnie! Większość czasu spędzałam w klasie Oskara, to na samiutki koniec podziałam i dla Kai - pomyślałam, a wychowawczyni jakby usłyszała moją zgodę, spojrzała na mnie, i stwierdziła, że z doświadczeniem przydam się. Ha... cóż to za praca!? Wszystko jak na tacy podane. My rodzice jesteśmy w tym wszystkim do ozdoby i ... negocjowania cen. Dla własnej satysfakcji. Dawno temu trzeba było się sporo napracować, by bal był udany; mamuśki gotowały, kelnerowały, tatuśkowie pomagali w dekoracji sali, a teraz... wyluzowani umawialiśmy się na spotkanie z szefem sprawdzonego w minionych latach cateringu, żeby omówić szczegóły menu i DJ-em, o którym prawie wszyscy wiedzą, że jest znakomity. Zapowiada się przyjemne wydarzenie towarzyskie, żeby spiąć w całość wszystkie elementy, ot co!
A po drodze, nieopodal amfiteatru, spotkałam dąb pośród wielu innych dorodnych dębów. Przepięknie przebarwiony, urzekający, mimo iż słońce schowało się za grubymi warstwami szarych chmur.
cdn
4 października 2010
opowiastka o smakowaniu

Czytanie to cudowne doświadczenie światów piszącego. Inspiracja. Pobudzanie wyobraźni. Do dziś pamiętam zapach gazety codziennej, którą zaczytywałam się jako mała dziewczynka, i zapach starych książek z wiejskiej biblioteki wczesnych lat 70tych. Czytanie było dla mnie, i dosłownie i w przenośni, uciekaniem w inną rzeczywistość, schronieniem, błogosławieństwem, przyjemnością. Przez długi czas. Dotarłam niespodziewanie do skrzyżowania, gdzie nagle zniknęła fascynacja kupowaniem książek i zaczytywaniem się, a na jej miejscu, jak czerwony pulsujący neon, pojawiło się zapytanie:
Czym jest dla ciebie kochanie czytanie? Czym jest dla ciebie czytanie rozpraw, opowieści, dramatów, artykułów, historyjek? Powiadasz, że poznajesz inne światy, emocje, przeżycia, wrażliwość, wartości, refleksje, pytania i odpowiedzi, inne perspektywy, inne możliwości, inność - po prostu. No dobrze, rozumiem, że pragniesz poznawać inność, inspirować swoje kreatywne zdolności tworzenia, ale czy znasz swój własny, wewnętrzny świat? Znasz siebie? Odkryłaś swoje zdolności? Powiedz, o czym czytasz z księgi swojego serca? Co wyczytujesz z księgi swoich najgłębszych potrzeb? Jak często spotykasz się i rozmawiasz ze swoją duszą? Kim jesteś? Co czujesz?
Gdzieś, kiedyś, zupełnie niedawno, przeczytałam, że odkrywamy wulkany na księżycu i badamy kamienie z pustyni na Marsie, a nie znamy siebie, własnej duszy.
Znalazłam się w miejscu, gdzie ta prosta prawda objawiła się sama, zwyczajnie i po prostu, i tak, jak książki pochłaniałam, od kiedy nauczyłam się czytać, czyli od zawsze, tak samo zdecydowanie zatrzymałam się i odwróciłam relacje: najczęściej czytam siebie w zetknięciu ze wszystkim, czego doświadczam. Kupuję od czasu do czasu różnego rodzaju przewodniki, po świecie wewnętrznym i zewnętrznym, bo nadal uwielbiam podróżować. Przychodzą do mnie od czasu do czasu lekkie, łatwe i przyjemne książki i kosztuję je... smakują jak przelotny pocałunek. Tak też lubię! A książki, które zostawiłam na półce w swoim pokoju są jak stare, dobre wino, w którym zawsze mogę się rozsmakować, albo oddać dalej.
Rozsmakowywanie stało się moim najnowszym sposobem na codzienność: książek, filmów, uczuć, sytuacji, wyzwań, łez, radości, wątpliwości, niepokoju, spełnienia, słów.
Zamiast czekać, smakuję czekanie. Zamiast gonić, smakuję gonienie. Zamiast uciekać, smakuję uciekanie. Zamiast starać się, smakuję usilne staranie się. Zamiast się bać, smakuję lęk. Zamiast płakać... no nie, nie ma nic zamiast łez, bo kiedy płaczę to płaczę i smakuję łzy, a kiedy się śmieję, to śmieje się każda z kilku milionów mikrokomórek mojego fizycznego i subtelnego ciała.
A książki? Cóż... jest domowa biblioteka. Jeśli ich nie sprzedam to zostawię dla dzieci na górnej półce, gdzie będą zbierać kurz i czekać na swój renesans.
3 października 2010
jadamy kasztany

Zanim przebudziła się na dobre niedziela, zanim obudzili się moi sąsiedzi i sąsiedzi moich sąsiadów, a miasto otulała jesienna mgła, wybrałam się zbierać kasztany. Śródziemnomorskie kasztanowe drzewa oglądam codziennie przez okno po drugiej stronie płota. Porastają skraj starego lasu w uroczy sposób kreśląc linię krajobrazu.
Późną wiosną, później niż tradycyjne kasztanowce, zakwitają w kremowym kolorze i pachną intensywnie, gęsto, jak budyń waniliowy z dodatkiem charakterystycznej woni, która na tyle drażni nozdrza sąsiada, że kicha głośniej i częściej niż zwykle wiosenną porą.
Październik to czas ich dojrzewania. Pierwsze zielone włochate i bardzo kolczaste kuleczki leżą na ziemi i zwiastują egzotyczne zbiory. Większość owoców grzeje się jeszcze w słońcu i czeka na swój czas spadania. Za jakiś czas. Niebawem. Mam ogromną ochotę złowić trochę okazów. Czyżbym zaplanowała polowanie na kasztany? Tak, tak, albowiem chętnych na pieczone rarytasy jest wielu. Kto rano wstaje ten ma dużą szansę.
2 października 2010
attraversiamo
utrata równowagi w miłości jest częścią życia w równowadze
zasłyszane
Sobota. Wybrałyśmy się z Kają na film. Pieszo, żeby posmakować słoneczny październikowy dzień. Podstawową motywacją była ciekawość, jak można tego rodzaju literaturę przełożyć na kinowy obraz. Z uśmiechem i dystansem oglądałam to, co przeżyłam na wskroś podczas lektury, bo okazuje się, że pamiętam klimaty, dylematy i całe zdania. Tak jakoś wyszło, że znajome kody zazębiły się i wplotły w wyobraźnię i ożyły, po raz pierwszy w styczniu 2008 roku, i w ostatnich dniach, kiedy zainspirowana premierą filmu sięgnęłam po książkę po raz drugi.Rzym, Indie, Bali - są dla mnie jak magnes od wielu lat.

Rzym polubiłam sto lat temu, polubiłam bardzo, bo w nim odnalazłam kawałeczek siebie. Z radością myślę o powrocie i spacerach cichymi uliczkami i o espresso i trajkotaniu po włosku i słuchaniu rozmów w tym śpiewnym, miękkim języku.
Indie... czuję, że ich odpowiednikiem jest mój ogród, stary las, wczesne poranki, nocne przebudzenia. Marzę, by tam pojechać, żeby poczuć i zobaczyć, jak to jest naprawdę. Czy do aśramy, czy w góry, czy klucząc pomiędzy straganami? I tu i tam. Wszak to ta sama przestrzeń, w której można spotkać się ze sobą, z boskością życia.

Bali... Kojarzy mi się z odpoczynkiem i najprostszym pięknem obecnym pośród bujnej roślinności. Symboliczne słowa: już czas. Delikatnie, subtelnie, tak, dokładnie tak czuję głęboki oddech ulgi znalezienia się w centrum własnej ciszy. I jeszcze Coś...
Co znaczy czuć się dobrze ze sobą, być sobą?
Jak wybaczyć sobie decyzje, które zraniły duszę własną i drugiego człowieka?
Jak mądrze przejść przez rozstanie, rozwód?
Jak pożegnać byłego partnera, męża, żonę, rozwiązać przywiązanie, uwolnić się od lęku przed samotnością?
Jak przyjąć niechciane emocje, myśli, i je ugościć w przestrzeni swojego serca?
Jak przetransformować, żal, złość, ból w porcję zrozumienia i miłości, jaką przesyłam w odpowiedzi na wspomnienie minionego związku?
Jak otworzyć się na czułość, miłość - dar drugiego człowieka, na nowy związek?
Przejdźmy na drugą stronę
Jedz Módl się Kochaj obejrzałam z przyjemnością. Znakomite zdjęcia i ładnie dobrana muza. Film jest malowniczą ilustracją książki, interpretacją, i to, czego w nim nie było, zawsze w niej znajdę. Bo zaczytanie można powtórzyć i za każdym razem jest ciut inne, bogatsze i głębsze.
Polecam i film i książkę - drogowskazy do ciekawej przygody odnajdywania nie tylko siebie.
w październikowym ogrodzie

Poranne mgły rozstąpiły się i odsłoniły słońce, jasne niebo. Niech ono nikogo nie zmyli. Pozostałość nocy i 6 stopni można odczuć bardzo wyraźnie, wystarczy otworzyć okno na chwilę, żeby usłyszeć automatyczną reakcję brrr!!! Filiżanka parującej herbaty, kubraczek i spacer wokół domu dla przyjemności, nacieszyć oczy kolorami przemienionych roślin i poczuć na policzkach ciepło słonecznych promieni.
1 października 2010
dzień delikatności
A może jednak ładniej? Wszak to zwyczajny bieg rzeczy. Jest to, co jest. Hmmm...
Co mogę zrobić z tą resztką kudełków, która mi została po kilkuletnim emocjonalnym huraganie?
Pierwsze siwe włosy pojawiły się w wieku 28 lat, proces pogłębiał się w niewidzialny sposób, a z lustra już wiem, żem siwiutka niesłychanie.
Daję sobie trochę czasu na ostateczne rozwiązania.
pst...
To było wczoraj. Pisałam email, że:
kiedy nocą piekłam brioszki, żeby z figlarnym uśmiechem poczęstować w chłopakowym dniu ekipę w pracy, myślałam nad figlarnością losu.
Poukładało się dziwnie.
Po raz kolejny jestem w punkcie wyjścia.
Jakby to wszytko, nad czym pracowałam przez miniony rok, ba, minione trzy lata były jeszcze po Coś innego.
Wszystkie niteczki wymsknęły się z dłoni i wplotły w przeszłość i owo Coś pozostaje enigmatyczne, nieznane, znów!
Wyjątkowo, po raz pierwszy w życiu, czuje się spokojna, zrelaksowana, chociaż ego wierci mi dziurę w brzuchu i zadaje ciągle te same pytania:
dlaczego i jak, i co jest ze mną nie tak.
Spokój, który czuję, ma więcej przestrzeni i światła, zawdzięczam to oddechowi i ... chyba temu, że jestem o kolejny miesiąc starsza i łagodniejsza dla siebie.
Wiadomo, że, kiedy zamykają się jedne drzwi, to otwierają drugie, albo, co ciekawsze, okna...
Co nowego zatem? Co nowego?


