Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania szarlotka, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania szarlotka, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

30 września 2011

piątek 30.09.2011

...



Dziś coś wyjątkowego! Ogień w kominku, wino, dużo wina, szarlotka orkiszowa, sałatka ryżowa z tuńczykiem, ciacha, drożdżowiec ze śliwkami, i mnóstwo świec. Sabat czarownic!
Kaśka, Janeczka, Małgosia, Bogusia, Ula z Basią, Marta z Lenką, Lucyna, Ada i Sakisha. Wydarzenie niepowtarzalne, flow pełen mocy.


Post scriptum
Pożyczyłam świetną ilustrację z sabatowych spotkań świętokrzyskich

28 czerwca 2011

szarlotka orkiszowa

...

Szarlotka orkiszowa


ciasto:
3 szklanki mąki orkiszowej pełnoziarnistej grubomielonej

1 szklanka kaszki orkiszowej drobnomielonej

1 całe jajo, 3 żółtka

¾ szklanki cukru trzcinowego, lub cukru brzozowego (ksylitol)

1 paczuszka proszku do pieczenia bezglutenowego

4 łyżki śmietanki ryżowej

1 kostka masła osełkowego lub masła ghee
szczypta mielonych goździków, kardamonu i soli

nadzienie:
4 kg kwaśnych jabłek z działki, ze znanego źródła, każdy rodzaj, antonówki, szara reneta, także papierówki

szczypta mielonego cynamonu i imbiru do posypania jabłek



Przygotowanie:


W misce przygotować wszystkie składniki, posiekać nożem na drobniutko, i zagnieść. Ciasto odłożyć do lodówki na ok. 2,3 godziny.


Obrać jabłka i zetrzeć na tarce z grubymi oczkami. Wyłożyć dno blaszki 1/3 ciasta i zapiec w 175 przez 10 minut. 1/3 ciasta wyłożyć boki blaszki dodać starte jabłka i posypać cynamonem oraz imbirem. Na wierzch zetrzeć na tarce pozostałą część ciasta. Piec w piekarniku 45 minut w 180 stopniach. Otworzyć piekarnik i wyjąć po ok. 3 godzinach, po przestudzeniu.

Smacznego.




Dokumentacja fotograficzna niebawem, albowiem zanim się zorientowałam, szarlotka zniknęła.
Miłego wieczora.

7 czerwca 2011

deszcz poranny, deszcz_list do...

...



Czytelniku,

wtorek rozpoczął się od przepięknego wschodu słońca z deszczem. Wychodząc na dwór ze zdziwieniem stwierdziłam, że nici z jogi, bo pada. Nie słyszałam, że deszcz przyszedł nagle, z chmurą po zachodniej stronie nieba, od strony lasu. Na wschodzie wyłaniała się pomarańczowa kula, jakby nic innego się nie działo: błękitne niebo, kilka postrzępionych białych kłębuszków.

Włożyłam coś ciepłego na ten chłodny powiew wiosny i patrzyłam na słońce, słuchając szumu kropel, uwiedziona zbiegiem okoliczności - oto, nagle, niespodziewanie los zabrał mnie do krainy czarów. Całe osiedle śpi, prawie całe miasto śpi, a w tej ciszy kilka słów wdzięczności i kilka myśli zachwytu.

Wczoraj... odjechałam ze zmęczenia Praca do 17tej, zakupy, szarlotka na zamówienie, naleśniki dla malutkiej, dużej Kai, która wróciła ze spotkania z potencjalnym wakacyjnym pracodawcą, jak po festiwalu miss mokrego podkoszulka, bo nagła, intensywna burza zlewała wiadrami wszytko, co rośnie i się porusza na dwóch albo czterech.

Po kilku dniach upałów natura odetchnęła i świat oczyścił się z pyłu, a trawa wreszcie ma szansę urosnąć i stać się trawnikiem, czyli czymś więcej, niż wspomnieniem o zielonym trawniku.

Pytałeś...

Wyjazd na szkolenie trenerskie do ośrodka szkoleniowego CMF w Tarnówce planowany jest na poniedziałek-środa 20.06-23-06. Spodziewam się ciekawych przełomowych doświadczeń. Bardzo. Spodziewam się głębokiej wody i niezapomnianych lekcji, eksplozji wyobraźni. Tymczasem za dwa dni kontynuacja szkoleń w ramach Akademii Trenera w Gorzowie.

Czytelniku, moja ulubiona superpozycjo możliwości. Wygląda na to, że wczoraj rozmawiałam z potencjalna klientką, zabieganą bizneswoman, która szuka sposobu na ład w swoim intensywnym zawodowo życiu, która szuka czasu dla siebie (czy to nie dziwne? przecież cały czas jest dla nas, prawda?). Ten telefon to dobry znak, kolejne światełko w tym samym tunelu. Praktyka coachingu rozwija się, ufam, w najlepszym kierunku, i że oto otwiera się szeroko worek prezentów.

Dbaj o siebie, goniąc tego króliczka, którego nazywasz chlebem i wypij dwa łyki ulubionego napoju za marzenia. Zostawiam pocałunek w Twoich dłoniach.


post scriptum:

fragment z wiosennej Mapy Marzeń








Zachwycił mnie, zauroczył, po prostu wymiękłam na widok stolika.


Foto Google

18 maja 2011

we dwoje... maturalnie

...

maturalnie? rozszerzony angielski Kai i rozszerzona historia Oskara,
zanurzona w ciszy zapisałam mailowo Ten czas



byłam dziś w lesie

wywiało mnie łagodnie z domu w teren i poniosło:)

swobodniejsze popołudnie i tak jakoś zechciało mi się popatrzeć na dom z daleka, i na to miejsce z innej perspektywy,

ułożyłam sobie menu na najbliższe kilka miesięcy, na miarę swoich wyobrażeń i znanych potrzeb,

jak to eis ułoży?

jak to się ułoży?

czuje się jakbym wypuściła się na zupełnie nieznajomy teren

i coś mnie nosi, budzi moja ciekawość w takim samym stopniu jak niepokój

:)

określiłam jasno i wyraźnie to, co byłoby dla mnie dobre

czuję, że wydarzy się inaczej i lepiej

ale co może być lepiej?

nie potrafię sobie tego wyobrazić

dlatego trzymam się uczuć

i tule się do nich, jak najlepiej potrafię

zamknąć oczy i czuć się tak dobrze, jak czasami do mnie falami przypływa

wówczas przystaję, zamykam oczy i rozkoszuję się darem chwili, uśmiecham... niech tak będzie - myślę sobie, a przechodzień patrzy zaintrygowany,

w lesie soczysta zieleń i pachnie, a ptaki wariują w wysiadywaniu jaj, w oczekiwaniu na nowe ptasie pokolenie,

uwielbiam wsłuchiwać się w ten niezakłócony rytm życia, jakby nigdy nic, deszcz, słonce, ciepło, zimno, a ptaki ćwierkliwe, a liście zielone, a kwiaty kwitną i kuszą gęstą wonią,

jestem niepoprawną romantyczką???!!!



w soboty pracuję w sklepie

na co mi przyszło? co z tego interesującego się wykluje?

otrzymałam propozycję wypiekania szarlotki na sprzedaż w zgrabnych porcjach, bo jest zapotrzebowanie na domowe świeże ciasto,

zapowiada się ciekawa kulinarna przygoda: orkiszowa ekologiczna szarlotka

i jeszcze propozycja wykładu w podobnym sklepie w miasteczku nieopodal, gdzie ludzie chcieliby posłuchać 'mądrej' kobiety z dużego miasta

jak tylko znajdę temat ekologiczny, to będę oficjalnie pożądaną Panią Madralińską

no właśnie! jaki temat z rozwoju wewnętrznego realizuje najgłębsze potrzeby ludzi z małego miasteczka, który wpisałby się racjonalnie w zdrowe życie, odżywianie i ekologię?

oto pytanie otwierające worek z możliwościami,

ekologia ducha, ciała, umysłu, słowa????

pielęgnacja ciała i pielęgnacja duszy?

tutaj jest potrzebna prawdziwa i zakręcona burza mózgu

i jeszcze potrzebuję dwie osoby do coachingu, na wczoraj



czy pisałam już znajome uczucie z minionego tygodnia ?

jak ja siebie taką lubię!

zwyczajna, ciepła, wysubtelniona kobieta, dziewczyna,

nieco złożony organizm żywy,

nie wyrywam się na zewnątrz zbawiać, uszczęśliwiać świata, ani też nie wchodzę do wnętrza poznawać siebie,

jest jak jest

jakkolwiek jest tam w środku, to jest dobrze

jakkolwiek jest tam, na zewnątrz, też jest dobrze,

jestem ciekawa, wsłuchuje się, ale nie znikam ani Tam ani Tu, po prostu jestem sobie obserwatorem tego i tamtego,

i z ciekawością się przyglądam

jak kangaroo

ekscytujące rozdwojenie jaźni



Akademia Trenera?

właśnie przyszła umowa, a w poniedziałek pierwszy wyjazd

jeszcze nie mam całej sumy pieniędzy na bilety i na nocleg

zaprosiłam do swojego życia kolejną niewiadomą i obydwie czekamy na pomysł

kiedy wczoraj nie pisałeś, to czułam i rozczarowanie i wdzięczność, bo mogłam w ciszy swoich niezrozumiałych emocji lewitować nie rozumiejąc nic,

nawet łzy zatrzymywały się w połowie, jakby nie były pewne, czy mają dobry powód, by płynąć

:)))

zabrałam z sobą szklaneczkę cypryjskiego alkoholu do lasu i rozmawiałam z Bogiem zanurzonym w drzewach, w słońcu i we mnie

i myślałam o Tobie, że jesteś daleko

że jesteś duży i męski

trochę inny niż sobie wyobrażałam i trochę znajomy,

trochę imponujący i trochę niedostępny

i szukałam w sobie uczuć, możliwości, odpowiedzi, rozwiązań,

i poczułam mocno, jak wielka tajemnica mnie otacza,

że to jest jak wyjście z wirażu i zanurzenie się w mlecznej mgle

wiesz, że już jesteś na przyjaznym terenie, ale niczego nie widzisz

stawiać kroki czy też nie?

oto sytuacja na dziś

czujesz zapach, czujesz smak, czujesz światło, ale niczego nie widzisz, nic a nic

co zrobić?

zaczekać? iść?


10 marca 2011

intymnie z szarlotką



...

- Czy wiesz, że jest takie miejsce w mieście, w Twoim stylu, gdzie można zjeść najpyszniejszą szarlotkę z bitą śmietaną i z lodami? - usłyszałam.

- Jeśli tak mówisz, to tak jest. Zapraszasz?



Zaproszenie do Herbaciarni W poszukiwaniu Straconego Czasu na herbatę, szarlotkę, rozmowę.

Uwielbiam to miejsce od pierwszego razu. A pierwsza wizyta na początku 2003 roku to spotkanie z koleżanką i naszych dzieci. Herbata i orzechowiec. Zakochałam się w klimacie, w ciszy, w zapachu, w światłocieniach. Tyle spotkań w każdym kąciku, i setki rozmów z osobami, które przyszły i odeszły. Niektóre na zawsze.

Mój pierwszy wernisaż wydarzył się, kiedy byłam zapakowana w gips; spotkania cudownych ludzi, którzy mnie namawiali i przekonywali, więc z kulami opowiadałam o Mont Blanc. W dwa lata potem prezentowałam lofotujące fotografie z Norwegii, a w rok później ulubione foty dzieci z okresu przedszkolnego.

W ostatnim roku Herbaciarnia przeobraziła się, jakby nabrała głębi i wyrazistego charakteru. Zdecydowane kolory, mniej drobiazgów. Rys przemiany wewnętrznej i zewnętrznej właścicielki, tworzącej z pasją klimat - wszak to miejsce to jej najskrytsze spełnione marzenie.


Do zapamiętania spotkanie trójki kobiet. Maj 2007 rok. Małgosia, Joasia, ja przy okrągłym stoliku z babciną serwetą, którego już nie ma. Rozmawiałyśmy o tym, co nas połączyło: joga i marzenia o Indiach za 3 lata. W miesiąc później spotkanie w zupełnie innych okolicznościach emocjonalnych a w rok później ostatnie rozmowa pt. "nigdy nie pytaj dlaczego tylko zaufaj".


Notabene... onegdaj, kiedy podjęłam decyzję, że mogę już połączyć rehabilitację kolana z pracą otrzymałam propozycję, by zająć się organizacją życia w tejże herbaciarni. Fenomenalny czas i koincydencja zdarzeń.





Małgosiu, dziękuję za spotkanie :))




Czy wiecie moi czytelnicy, że szarlotka jest naprawdę pyszna, jak w dzieciństwie...

10 grudnia 2010

10.12~~ dmuchawce, latawce i rabarbar

...

Piątek.
Poranek pachniał szarlotką, zupą z soczewicy i herbatą owocową. Szarlotka od południa łechce podniebienia bywalców herbaciarni "W poszukiwaniu Straconego Czasu". W ciągu dnia aromat kawy espresso z dodatkiem mielonego cynamonu, kardamonu, imbiru i kłącza kuklika, z dużą ilością cukru, najpierw kusił, a potem dawał swoiste spełnienie. Popołudnie i wieczór to zupa grzybowa i roladki wołowe nadziewane iście zbójecką mieszanką; autorski kuchenny jam session i odrobina luksusu dla podniebienia na weekendowy czas, który już się dzieje.

Dzisiejszy dzień zdominowały świąteczne kartki w białych kopertach. Kopert szukaliśmy we wszystkich papierniczych sklepach w naszym zaśnieżonym mieście. To, co kiedyś było jedynym słusznym standardem, dziś stało się rozmiarem nietypowym, a znaleźć nietypową kopertę w ilości 200 sztuk w jeden dzień okazuje się wyczynem nie lada. Znaleźliśmy!
Kartki są wyjątkowe. Pozostajemy zwolennikami prostoty i tradycji indywidualnego projektu, w który wplatamy rozpoznawalne elementy firmy. Pachnące jeszcze farbą drukarską własnoręcznie podpisujemy i wysyłamy do każdej osoby z listy budowanych przez lata kontaktów.
A na samiutkim końcu mojej ulubionej zabawy w świąteczną korespondencję to okolicznościowe znaczki wieńczące dzieło. Notabene, uwielbiam je kupować. Przed każdymi świętami, tak samo podekscytowana i ciekawa, czekam na ich emisję. Potem naklejam jeden po drugim, wyobrażając sobie każdą osobę, jak bierze do ręki, otwiera i czyta, na swój sposób odczuwając emocje z tym związane. Każdy odbiorca ma imię, i wystarcza mi przy każdej kopertce zabawić się z wyobraźnią i uśmiechnąć się i przywitać słowami: Wesołych Świąt.





Przygotowałam też kilka kopert na świąteczne listy do najbliższych i zajmę się tym zaraz po ostatnim słowie dziesiątego rozdziału "Tajemnicy Bożego Narodzenia".
Okienko otwarte, już czas.

Działo się to w Paderbornie u schyłku trzynastego wieku. Przez miasteczko, leżące w połowie drogi między Hanowerem i Kolonią, truchta niesforne stadko owiec, za którym podążają dwaj pastuszkowie, jeden król murzyński, jedna mała dziewczynka w czerwonej kurtce i niebieskich spodenkach i jeden anioł o rozpostartych skrzydłach.
jest wczesny ranek, mieszkańcy jeszcze śpią, na ulicy czuwa tylko nocny stróż.
Zatrzymują się przed kościołem, w środku miasteczka. Nagle Elisabet dostrzegła coś dziwnego.
- Tam na górze siedzi biały ptak - powiedziała, wskazując na iglicę kościelnej wieży.
Przez twarz anioła przemknął uśmiech.
- Żeby tak było - westchnął.

Parę sekund później coś, co Elisabet wzięła za ptaka, szerokim łukiem sfrunęło do pielgrzymów. Nim stanęło na ziemi, Elisabet już wiedziała, że to nie ptak. Na iglicy kościelnej wieży siedział anioł. Młody anioł, nie większy od Elisabet.
Aniołek wylądował u jej stóp.
- Pysznie! - wykrzyknął. - Jestem Umuriel i idę do Betlejem.
Trochę się pokręcił, zerknął na Kacpra i pastuszków, miotał się jak postrzeleniec. Wreszcie spojrzał na Efiriela i powiedział:
- Czekałem ćwierć wieczności.

Ledwie ruszyli, z przodu rozległ się cieniutki głosik Umuriela.
- Wdechowa przyroda! - pisnął. - Będziemy pędzili przez fantastyczną dolinę Renu. Są tu zamki i pałace, rozległe winnice i gotyckie katedry, dmuchawce, latawce i rabarbar.


Jostein Gaarder
c.d.n.



10 października 2010

ogniste popołudnie, a wieczór w Weronie

.


Zasadziłam kilka lat temu
czerwone
pomarańczowe
i żółte


Rosną po zachodniej stronie i tworzą kolorową ścianę złożoną z kuleczek, która malowniczo kontrastuje z bielą śniegu.


Złapałam je dziś w olśniewającym słońcu.


Post factum:

Jak smakują brioszki z brzoskwinią? Bardzo!
Jak smakuje chlebek żytnio-orkiszowy z dodatkiem mąki gryczanej i owsianej? Pyszny!
A szarlotka, która dojrzewa w piekarniku? Zapraszam do herbaciarni, gdzie od jutra podają dziewczyny świeżutką, na gorąco, z lodami i z bitą śmietaną :)

Wydarzył się weekend pod znakiem pieczenia. Frajda niesłychana, wzięło mnie tym razem, na całego!

A na koniec dnia zafundowałyśmy sobie filmowy deser. Kaja mnie zaskoczyła, bo nie spodziewałam się podróży do Włoch, do Werony (Verony). Było to, co bardzo lubię: kolory, krajobrazy, dialogi przetykane włoskimi słowami, klimat, i dziś moje oko z przyjemnością oglądało sukienki. Uwielbiam sposób ubierania się przez Włoszki: lekko, swobodnie i subtelnie zarazem. Bardzo, bardzo kobieco.
I piosenka Colbie Caillat. Polubiłam tę dziewczynę dzięki Bubbly. Tak, tak, świat skojarzeń czasem bywa bardzo przyjemny. I ten film aktywuje najlepsze uczucia i uśmiech od ucha do ucha. Polecam go jak lampkę półwytrawnego, czerwonego wina z tych samych okolic - da Soave, per favore! Salute!





Dobranoc!

16 maja 2010

się dzieje

.


Niedziela na finiszu. Pachnie zupa meksykańska, a jak smakuje z grzankami czosnkowymi, to można się przekonać korzystając z zaproszenia na chochelkę, bo zrobiłam gar na dwa dni, albo dla oczekiwanych gości.
Skubię odrobiny czasu, by skrobnąć posta, bo duże pisanie dzieje się w przestrzeni wirtualnej, międzynarodowej, międzykontynentalnej, a i skypowanie praktykuję z moją kuzynką Zosią. Osłoniły się nie tylko nowe znajomości, niezwykłe, ciepłe, mądre, ale i bardzo stare, zakorzenione w rodzinnych konstelacjach, o których przez długi długi czas nie myślałam, aż tu nagle dzieją się niezwykłe odkrycia, spotkania, pogaduchy, jakby żadnej przerwy nie było, a 30 lat zamieniło się w ułamek chwili.

Czekają na mnie jeszcze dwie emalie do napisania, dwa tematy do rozwinięcia na Mea Via, konspekty i ... i ogród na mnie czeka. Pachnie zamówiona szarlotka, a na liście tematów zrealizowanych wykreśliłam przesadzone iglaki, oczyszczony i przekopany kawałek ziemi na pietruszkę i szczypiorek, rozchwaszczony zielnik i powstającą górkę w okolicy brzóz, na liście spraw do zdobienia umieściłam kontynuację odchwaszczania, powiększanie górki i jej zagospodarowanie, oraz obsadzenie rabaty bylinami; w ciągu tygodnia wydarzy się mnożenie poprzez dzielenie.

Mija intensywnie niedzielny czas. Oskar gotów na jutrzejszy egzamin z historii, a ja ... zmykam do łóżka. Dobranoc.

18 lutego 2010

kapryśna odwilż


Zdumiewający ciąg wydarzeń podarował czwartek. Najważniejsze było słońce dostarczające ciepełka, którego bardzo spragniony jest człowiek po tej stronie świata, stronie zastygłej w zaspach śniegowych i zmarzlinie, jakiej w tej okolicy nie było od wielu wielu lat. W takich warunkach zaspy zamieniają się w śniegową breję, a breja zamienia się w brudną wodę, rozlewającą się w kałuże, ba, wiele kałuż wypełniających dziesiątki dziur na jezdni. W konsekwencji mamy do dyspozycji wiele przedwiosennych irytujących wrażeń oraz ryzykownych sytuacji, szczególnie dla zawieszenia i amortyzatorów.
Z drugiej strony luty nadal trwa i pogoda zmienia się z dnia na noc, temperatura spada i woda zamienia się w ślizgawkę. Na przednówku pogoda potrafi płatać psikusy, a symptomy mylą. Zmiana frontu, zawieje wiatr i powietrze staje się nieznośnie lodowate. Wiosna dopiero za miesiąc, więc odwilż ma swoje śliskie, zimowe dno: na dnie kałuży lód potrafi zaskoczyć.

Puk, puk, to ja Twój psikus!!!

Cóż poza tym podarował czas, co sprawia, że uśmiech sam do siebie się uśmiecha? Pachnąca świeżutka szarlotka odjechała do herbaciarni, a niebieski banknot zasilił mój budżet, 'moje pociechy' robią swoje, Grześ już w domu z rodzicami, pranie, kuchenna krzątanina, naleśniki na kolację.
W pracy? Tematy firmowe zostawiłam na Zaciszu, za drzwiami nr 121. Umówiłam się z nimi na jutro, na 8mą rano.
Foto: Di

25 grudnia 2009

świąteczna niecodzienność

.

Siedzę na sofie z lapem na kolanach, spoglądam na księżyc...albo to on na mnie połowicznie spogląda lewą połowę odsłaniając po innej stronie nieba. Oskar wciąga orzeszki pistacjowe, Kaja wymiata prażoną kukurydzę, oboje oglądają 13 część American Pie, a ja przeglądam foty z kilku ostatnich chwil przygotowań do wczorajszej kolacji we troje plus dwa koty.
Formuła Wigilii w naszym domu to 12 dań, a nawet więcej, bo Kaja dorzuciła element ze świata fast foodów fotografując stół z butelką Pepsi i opakowaniem pop-cornu. Podejrzewam, że na potrzeby pełnych humoru opowieści podczas poświątecznych spotkań z przyjaciółmi.
Tradycyjnie po troszeczkę niespiesznie delektowaliśmy: barszcz czerwony, uszka z grzybami z różnorodnych źródeł, karp smażony (pyszny!), sałatka śledziowa, kompot z nie tylko suszonych owoców, orzechowiec, kulki makowe, lukrowana szarlotka i pierniczki. Nadto pochodzące z zaprzyjaźnionej kuchni kluski z makiem, groch z kapustą,
gotowane i pieczone pierogi z kapustą i z grzybami, zaś koszerne gołąbki nabyłam drogą kupna przywołując wspomnienie wigilii z dzieciństwa (a tak w ogóle to uwielbiam gołąbki, o!). Pachniało, smakowało, aż do znajomego uczucia przejedzenia. Z tego powodu uskuteczniliśmy wieczorny spacer we mgle i w padającym deszczu, a na koniec długiego dnia partyjkę scrabbli. Nocą buszował po domu Pan Mikołaj i jego świta skrzatów, o czym opowiem za kilka chwil. Na-ten-czas fotoreportaż:)


sałatka śledziowa nim się zmieszała


kluski z makiem i groch z kapustą


oka barszczu czerwonego


karp smażony tuś przed podaniem, jeszcze gorący

gotują się: śliwki suszone, morele, goździki i świeża pomarańcza


orzechowiec...


już za chwilę...

jeszcze tylko odrobinę światła

i jeszcze więcej światła,


a przez nocne okna migocze białymi światełkami choinka

Foto: DL

25 października 2009

czas na czas zimowy

Trwa noc filmowa z Tarantino. Tak mi zapowiedziała Kaja, pytając o zgodę na długi wieczór, aż do rana, ze swoimi koleżankami. Na dole słychać śmiech, dyskusje. pachnie szarlotka. Czytam. Mogę się zasiedzieć trochę dłużej, bo noc będzie dłuższa o jedną godzinę. Z jakiegoś powodu, nie pamiętam z jakiego, dwa razy w roku wydarza się iluzoryczne przesunięcie czasu, który płynie w swoim rytmie, niezależnie od tego, co z nim robimy. A zatem poranki jaśniejsze, a wieczory wcześniejsze - niech tak będzie. Czas na czas zimowy: wskazówka z trzeciej na drugą. Jesteśmy skazani na bezsennosć? A może być z pierwszej na dwunastą?

10 października 2009

rzeczywiście tak jak księżyc

foto: DL

„Moja cała praca polega na tym, żeby zburzyć wszystkie kłamstwa, które cię otaczają i nie zastępować ich niczym - po prostu zostawić cię nagiego we własnej samotności. Tylko w samotności możesz znaleźć prawdę - bo to ty jesteś tą prawdą.

Człowiek nie nauczył się jeszcze, jak poznać piękno samotności. Zawsze tęskni za kimś, zawsze pragnie być z kimś - z przyjacielem, z żoną, z mężem, z dzieckiem... z kimś. Stworzył więc społeczności, kluby, partie, ideologie, kościoły. U podstaw tego tkwi potrzeba, by jakoś zapomnieć o własnej samotności. Będąc powiązanym z tak wieloma tłumami próbujesz zapomnieć o czymś, co pojawia się natychmiast po zapadnięciu ciemności - o tym, że urodziłeś się samotny, że umrzesz samotny, że cokolwiek robisz - jesteś samotny. Samotność to odkrywanie samego siebie. Osamotnienie to tęsknota za innymi, dopominanie się o innych, uzależnienie od innych. Stąd, ktoś inny ma nad tobą władzę, a ty masz władzę nad kimś innym. Osamotnienie jest słabością. Samotność jest siłą.

Spotkaliśmy się i żyjemy razem, a nasza samotność jest zawsze z nami. Przestań uciekać od siebie samego i zatapiać się w różnych rodzajach narkotyków, relacji, religii. Nie przerzucaj własnych problemów na innych. Każdy musi sam rozwiązywać własne problemy, a nie ma ich zbyt wiele bo wszystkie są wynikiem jednego, którego nie rozwiązałeś dotychczas. Problem ten tkwi w tym, jak wejść we własną samotność bez lęku? Moment, w którym wejdziesz we własną samotność bez lęku, będzie tak pięknym i ekstatycznym doświadczeniem, że nie istnieje nic, z czym mógłbyś to porównać.

Zaakceptuj samotność radośnie, wejdź w nią tak głęboko, jak to tylko możliwe. Im głębiej się znajdziesz, tym odleglejsze staną się wszystkie problemy. Nie ma już potrzeby potrzebować, nie ma potrzeby być potrzebnym. I chwila gdy dotkniesz samego centrum własnego istnienia będzie oznaczała, że dotarłeś do domu.”
Osho 'o samotności'



Zdaję sobie sprawę z faktu, iż jesteśmy z natury swoim własnym światem dla siebie, niezależnym i samostanowiącym. Kiedy spoglądam na księżyc, to mam poczucie, że każdy z nas jest jak księżyc, który jest niezbędnym elementem wszechświata; jest satelitą planety i odrębną planetą też. I to mi się bardzo podoba.


Nikt nie jest samotną wyspą
...usłyszałam te słowa gdzieś, kiedyś...


Hmmm...


Ogień w kominku, pachnie szarlotka.
Zamyśliłam się odrobinę nad ciszą po drugiej stronie tęczy, zatęskniłam.

Dobranoc

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...